Rząd kanclerz Angeli Merkel zastanawia się, jak złagodzić negatywne efekty wynikające z wycofania elektrowni węglowych w dwóch regionach, w których paliwo kopalne jest głównym wsparciem dla gospodarki i miejsc pracy. W okresie 18 lat odchodzenia od węgla niemiecki rząd chce przeznaczyć na to około 40 mld euro.  

Węgiel brunatny wydobywany w Nadrenii Północnej-Westfalii oraz na Łużycach w Brandenburgii i Saksonii obsługuje osiem dużych elektrowni należących do RWE AG i LEAG GmbH. Zakłady i kopalnie znajdujące się w tych regionach zapewniają tysiące miejsc pracy. Dlatego rząd kanclerz Merkel poszykuje sposobu płynnego przejścia do gospodarki czystej energii dla obu obszarów. Rozwiązaniem ma być przystosowanie starych zakładów do nowych warunków, co ma zapewnić zwiększenie liczby miejsc pracy.

Ministerstwo Gospodarki i Energii w swoim 32-stronicowym raporcie dotyczącym planowanego wycofywania węgla podało, że od połowy 2020 r. w zamykanych elektrowniach węglowych mogą powstawać innowacyjne jednostki magazynujące nadwyżki energii wiatrowej i słonecznej. Według raportu nie wybrano jeszcze żadnej konkretnej technologii przechowywania energii.

W przejściu na odnawialne źródła magazynowanie energii ma kluczowe znaczenie. W ubiegłym roku niemiecki system energetyczny zdolny był zmagazynować tylko 314 megawatów mocy, głównie związane to było z równoważeniem przerywanych przepływów energii odnawialnej do sieci. A potrzeby będą ogromne. Grupa badawcza Fraunhofer oczekuje, że wraz z rozwojem energii wiatrowej i słonecznej popyt na magazynowanie mocy wzrośnie do 50 gigawatów do 2030 r. Jeden gigawat, czyli 1000 megawatów, wystarczy do zasilenia 2 milionów europejskich domów.

>>> Czytaj też: Mularczyk: Niemcy wypłaciły ok. 80 mld euro reparacji. Polska dostała ochłapy