Jako młody oficer KGB stacjonujący w Dreźnie, Władimir Putin osiągnął biegłość w posługiwaniu się językiem niemieckim oraz zaczął się uważać za eksperta jeśli chodzi o niemiecką kulturę. Jak na ironię, kilka dekad później działania Putina doprowadziły Niemcy do historycznego punktu zwrotnego, co może się nie podobać samemu Putinowi, ale świat powinien bardzo dobrze przyjąć tę wiadomość.

Sonderweg

Reklama

Gdy Putin w ubiegłym miesiącu rozpoczął swoją niesprowokowaną agresywną wojnę przeciw Ukrainie, to jednym z efektów ubocznych jego działań była nie tylko zmiana w niemieckiej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, ale także w kolektywnym światopoglądzie Niemców. Zmiany te nazywam „niemiecką rewolucją”.

W pewnym sensie ta rewolucja oznacza historyczne szarpnięcie w kierunku czegoś, co inne kraje postrzegają jako normalne. W efekcie może się okazać, że jest to początek końca dwóch wieków tzw. Sonderwege, czyli „specjalnych ścieżek”, po których w swojej historii kroczyły Niemcy. W większości przypadków ścieżki te okazywały się ślepymi zaułkami – zarówno dla Niemiec, jak i dla Europy i świata. Zatem odejście od tej niemieckiej wyjątkowości jest dobrą rzeczą.

Słowo „Sonderweg” po raz pierwszy pojawiło się wśród niemieckich historyków w XIX wieku i miało pozytywne konotacje. Niemcy późno stały się państwem narodowym i zrobiły to dopiero po nieudanej liberalnej rewolucji z 1848 roku, która powstrzymała je przed podążaniem za trendem w kierunku demokracji, występującym w innych krajach Zachodu, takich jak Francja czy Wielka Brytania.

Ale nowo zjednoczone Niemcy nie były także „wschodnią” autokracją, jak carska Rosja. Zamiast tego – jak głosi teoria „specjalnej ścieżki” – Niemcy miały stać się wyjątkowe – ani zachodnie, ani wschodnie, ale właśnie wyjątkowe. Oznaczało to, że Niemcy miały być bardziej heroiczne, głębsze, bardziej uduchowione, mniej jak „cywilizacja” na wzór francuski, a bardziej jak romantyczna, niemiecka „kultura”. Podobnie jak w przypadku przekonania innych krajów o własnej wyjątkowości, tak i niemieckie przekonanie było jednak wypaczone.

Powojenna wyjątkowość

Po okresie II wojny światowej i Trzeciej Rzeszy, pojęcie niemieckiej wyjątkowości zostało odkryte na nowo, zarówno przez zagranicznych, jak i niemieckich historyków. Wszyscy oni próbowali wyjaśnić, dlaczego niemiecka historia mogła potoczyć się w tak straszliwie błędnym kierunku. Teoria specjalnej ścieżki była kusząca, ponieważ sugerowała, że z powodu pewnej niemieckiej aberracji, kraj ten był skazany na popadnięcie w totalitaryzm.

Oficjalnie cała historia z Sonderweg zakończyła się wraz z upadkiem Muru Berlińskiego w 1989 roku i ponownym zjednoczeniem Niemiec. Dokładnie dwa wieki po Rewolucji Francuskiej, nastała jej mocno spóźniona niemiecka wersja, niosąca zarówno narodową jedność, jak i wolność. I w przeciwieństwie do większości rewolucji, okazała się nawet pokojowa.

Ale do tego czasu Niemcy rozwinęły wiele nowych Sonderwege. A przynajmniej tak to określano, być może dlatego, że słowo to – tak jak "Angst", "Zeitgeist", "Schadenfreude" oraz inne teutońskie połączenia – było zbyt idealne.

Zaczęło się w powojennych Niemczech Zachodnich, wraz z budową nowej tożsamości opartej o pokutę. Podżeganie do wojny stało się tabu. Pacyfizm – lub co najmniej antymilitaryzm – był obowiązującą linią. Gdy amerykańcy żołnierze wsiadali do samolotu, witał ich sam pilot, a oni otrzymywali owacje. Tymczasem żołnierze Bundeswehry byli opluwani na ulicach.

Bycie niewojskowym i zewnętrznie łagodnym stało się nową narodową tożsamością Niemców. BMW zastąpiło czołgi. Nacjonalizm stał się niemodny, a jego miejsce zajęła postheroiczna i kosmopolityczna paneuropejskość. Siła jako taka nie była mile widziana. Zasady i prawo stały się domniemaną przyszłością stosunków międzynarodowych.

Wraz z tymi postawami pojawiło się nowe podejście do Układu Warszawskiego i Związku Sowieckiego. W czasie II wojny światowej Niemcy przekształcili ten region w krainę krwi. W czasie zimnej wojny, obok USA i NATO, Niemcy konfrontowały się z nim w sensie nominalnym. Ale pierwszy kanclerz z ramienia socjaldemokratów – Willy Brandt – miał też inne pomysły.

Ostpolitik i "Wandel durch Handel"

Stały się one znane pod nazwą „Ostpolitik”, czyli polityki wschodniej. Przede wszystkim oznaczała ona zbliżenie z Rosją – łagodną rozmowę z Kremlem niezależnie od tego, jak reagowała na to Moskwa. Pozwólmy Amerykanom podkreślać odstraszanie – myślano w Bonn, tymczasem my - Niemcy, zmienimy Rosjan poprzez handel, co wyrażało się w słynnym zwrocie „Wandel durch Handel”.

Duża część niemieckiej lewicy poszła dalej i połączyła antymilitaryzm z rusofilią i żądaniem rozbrojenia, ale rozbrojenia jednostronnego. Niemcy wyszli na ulice w proteście przeciw stacjonowaniu na ich terytorium amerykańskiej broni jądrowej. Nie przeszkadzało im, że wycelowane w nich były najpierw sowieckie, a później rosyjskie głowice.

W zjednoczonych Niemczech, już po zakończeniu zimnej wojny, taka mentalność stała się elementem nowej niemieckiej ideologii. Po raz pierwszy w historii, jak mówił ówczesny kanclerz Helmut Kohl, „Niemcy są otoczone tylko przez przyjaciół i partnerów”. Wielu Niemców rozszerzyło to postrzeganie nie tylko na cały kontynent, ale na cały świat. Niektórzy niemieccy autorzy zastanawiali się nad losem „demokracji bez wrogów”.

I tak Niemcy rozpoczęły trwającą kilka dekad demilitaryzację. Budżety na armię obcinano, zlikwidowano pobór do wojska. Po raz kolejny Niemcy czuli się wyjątkowi – i nie tak implicite – lepsi. Być może inni nie byli jeszcze tak oświeceni – w szczególności Amerykanie tacy jak George W. Bush w Iraku czy Donald Trump w każdym aspekcie. Ale ostatecznie oni wszyscy w przyszłości mieli dojrzeć do ponowoczesności w niemieckim stylu.

Niewielu Niemców zauważało, że takie podejście Berlina mogło wydawać się aroganckie, głuche i nieczułe wobec sojuszników oraz innych państw. Polacy, Łotysze, Estończycy i Litwini – wszyscy będący wcześniejszymi ofiarami zarówno Niemiec, jak i Rosji – byli często zdumieni samooszukiwaniem się przez Berlin.

Kolejny kanclerz z ramienia SPD – Gerhard Schroeder – zaaranżował budowę gazociągu zwanego Nord Stream, który miał połączyć Rosję i Niemcy po dnie Bałtyku, z ominięciem Ukrainy, Polski i reszty Europy Wschodniej. Krótko po opuszczeniu urzędu kanclerskiego, Schroeder stał się lobbystą tego gazociągu.

Uzależniacie się od gazu Putina – ostrzegali wówczas Berlin sojusznicy. To tylko umowa biznesowa – odpowiadali Niemcy. I dodawali: Putin nie jest niebezpieczny, ponieważ dużo z nim rozmawiamy.

Kolejna kanclerz – Angela Merkel – doprowadziła do powstania następnego gazociągu - Nord Stream 2 - tuż obok tego pierwszego. Dodatkowo zrezygnowała z energii jądrowej, czyniąc swój kraj jeszcze bardziej uzależnionym od paliw kopalnych z Rosji.

Putin pogrzebał niemieckie urojenia

Powyższa „specjalna ścieżka", podobnie jak te z XIX i XX wieku, była tak naprawdę symptomem głębokiego prowincjonalizmu w niemieckiej polityce i społeczeństwie. Niewiele polityków lub wyborców wiedziało, jak inne kraje widzą świat. A ci, którzy wiedzieli, nie dbali o to.

Dzięki Putinowi wszystkie te urojenia odeszły. Tak jak inne narody, Niemcy w końcu zauważają i przyznają coś oczywistego. Zagrożenia istnieją. Wrogowie są realni i niektórych z nich można zatrzymać tylko za pomocą siły lub odstraszania. Niezależność energetyczna jest uzasadnionym celem geopolityki. Sojusze muszą być honorowane nie tylko za pomocą słów. Armie są potrzebne. Dialog i rozmowa są dobre, ale tylko wtedy, gdy jesteś silny.