Forsal logo

Thygesen: Euro się jednak udało. Wspólna waluta pozwoliła UE zbudować dobrze funkcjonujący rynek wewnętrzny

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
16 lipca 2022, 22:35
Euro
Shutterstock
Lubię porównywać to, co dzieje się teraz, z latami 70. XX w. Mieliśmy wtedy – jak teraz – kryzys energetyczny, ale radziliśmy sobie z nim o wiele gorzej niż obecnie, bo nie mieliśmy jednolitego rynku i wspólnej waluty

Jest pan współtwórcą strefy euro. Nazwałby pan ten projekt udanym?

Tak. Co do zasady to sukces.

W czerwcu inflacja w strefie euro sięgnęła 8,6 proc. Bułgarski ekonomista Krassen Stanchev zauważył w wywiadzie dla DGP, że Europejski Bank Centralny nie ma aż takiej swobody w walce z inflacją jak kraje spoza strefy euro. Zgadza się pan z taką perspektywą?

Tak, to trafna obserwacja. Ja sam pochodzę z Danii, która do strefy euro nie należy, ale i tak nasza waluta jest tak powiązana z euro, że nasz bank centralny musi robić to samo co ECB. Nie mamy możliwości niezależnego ustalania stopy procentowej. Podobnie jest w Chorwacji czy Bułgarii, które wkrótce mają przyjąć euro. Ale to tak na marginesie.

Problemem specyficznym dla ECB jest sytuacja, w której należałoby podnieść stopy procentowe, bowiem każdy kraj członkowski jest w innym momencie cyklu koniunkturalnego i ma inny stan finansów państwa. Efekty mogłyby więc gdzieniegdzie wywołać recesję albo kryzys zadłużenia. Tego ograniczenia nie mają Bank Anglii, Bank Japonii czy amerykańska Fed. Takie restrykcje mają swoje plusy i minusy. Gdy możesz korzystać z narzędzia stóp procentowych bez ograniczeń, musisz nieustannie kalkulować, czy aby nie przesadzasz, czy nie podnosisz ich zbyt szybko, ryzykując recesję. Banki centralne dysponujące taką swobodą są w praktyce ograniczone wiedzą, jaką mają na temat rynków i ich możliwych reakcji. Dlatego np. w USA eksperci wróżą recesję w przyszłym roku.

Czyli koniec końców EBC jest w lepszej sytuacji, bo przynajmniej wiadomo, czego zrobić nie może?

Tego nie powiedziałem. EBC musi dbać o integralność strefy euro i to ogranicza jego posunięcia. Gdy w USA rosną stopy procentowe, oprocentowanie obligacji korporacyjnych rośnie szybciej niż rządowych, ale ze względu na swoją specyfikę Stany Zjednoczone nie muszą na to koniecznie reagować. W strefie euro sytuacja jest inna. Oprocentowanie obligacji różnych krajów rosłoby w razie podniesienia stóp procentowych w różnym tempie, wolniej np. w przypadku Hiszpanii czy Grecji. Inwestorzy straciliby motywację, by kupować dług tych krajów - i kryzys zadłużenia gotowy.

Gdybyśmy jednak mieli mówić wyłącznie o zwalczaniu inflacji w strefie euro, to czy lato 2022 r. byłoby właściwym momentem do podnoszenia stóp przez ECB?

Porównajmy EBC z Fed. Jasny sygnał, że nadchodzi inflacja, amerykański bank centralny otrzymał już w zeszłym roku. Właściwie to wygenerowali własną inflację, wdrażając olbrzymie programy fiskalne zarówno za Trumpa, jak i za Bidena. Niektórzy ekonomiści, np. Larry Summers, przestrzegali przed inflacją, ale Fed uznał, że będzie ona przejściowa i że jest w stanie sobie z nią poradzić, więc nie robił nic aż do końca 2021 r. W Europie sytuacja była mniej dramatyczna, gospodarki nie były tak przegrzane jak amerykańska. Gdy ceny w zeszłym roku zaczęły rosnąć, a na rynku energii pojawiły się deficyty, EBC zadecydował, że zakończy swój program wykupu aktywów, czyli luzowanie ilościowe.

Czyli użył innego narzędzia niż podniesienie stóp procentowych.

Tak. W efekcie oprocentowanie obligacji europejskich rządów wzrosło. Ale od tamtej pory EBC nie podnosił stóp procentowych, gdyż wzrosty cen, które zanotowaliśmy w tym roku, były spowodowane głównie przez wyższe koszty energii i surowców w wyniku wojny w Ukrainie. Jesteśmy w innej sytuacji niż USA.

Obecna inflacja ma inne przyczyny w zależności od regionu, więc należy ją zwalczać innymi metodami? Dobrze rozumiem?

Tak, choć pozornie inflacja wszędzie wygląda podobnie. Zarówno w USA, jak i w Europie wynosi średnio 8 proc. W Europie głównym powodem inflacji jest kryzys energetyczny, który przyspieszył kosztowną, ale i tak przewidywaną transformację energetyczną. Tego problemu nie mają ani w USA, ani w Japonii. Stany są energetycznie samowystarczalne. Nie mają tego dodatkowego problemu, że ktoś odciął im dostawy surowców, nie muszą szukać alternatyw.

Wojna w Ukrainie nie jest chyba jedyną przyczyną inflacji w Europie…

Zauważmy, że ożywienie gospodarcze po pandemii było silniejsze, niż spodziewali się tego ekonomiści, także ci z EBC. Pojawiła się presja popytowa i problem ze znalezieniem pracowników, by jej sprostać. Mamy więc w Europie także wewnętrzne tendencje proinflacyjne, które same z siebie nie są szczególnie silne, ale w połączeniu z cenami energii i ogólnym spowolnieniem w międzynarodowej wymianie handlowej tworzą już dość poważny problem. Trudno będzie sprowadzić inflację do poziomu 2 proc. Europa jest w pewnym sensie w trudniejszej sytuacji niż USA, bo ma ograniczone ruchy, jeśli chodzi o zdolności produkcyjne w sektorze energii. Owszem, możemy zbudować trochę więcej OZE, ale to trwa, więc w krótkim okresie podaż będzie niewystarczająca, co utrzyma wysokie ceny.

To znaczy, że powinniśmy się z inflacją w Europie pogodzić?

Nie. Jeśli inflacja będzie wysoka, to w końcu rozleje się na inne sektory i na rynek pracy. Najświeższe prognozy wzrostu wynagrodzeń w Europie nie są kompatybilne z inflacją na poziomie 2 proc., lecz raczej 3,5 proc. Nie należy więc spoczywać na laurach.

Źródło: MAGAZYN DGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Sebastian Stodolak
Sebastian Stodolak

Publicysta ekonomiczny Dziennika Gazety Prawnej, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowego Studium Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej PAN. W przeszłości jego artykuły ukazywały się na łamach tygodników „Wprost” oraz „Newsweek”. Zdobywca wyróżnienia w XV edycji konkursu im. Władysława Grabskiego za pracę z dziedziny polityki pieniężnej. W 2017 r. został laureatem  Nagrody Centrum im. Adama Smitha im. Krzysztofa Dzierżawskiego za „promowanie wolności i zdrowego rozsądku.” Poza pracą dziennikarską, jest także wokalistą heavymetalowego zespołu Scream Maker, z którym wydał 5 płyt i zagrał ponad 400 koncertów, w tym 6 tras w Chinach.  

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraAtom mógłby zatrzymać zmiany klimatyczne. Dlaczego jest sabotowany od lat 70. XX wieku? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj