"FT": Zmiana polityki zagranicznej USA musi skłonić Zachód do poważnych rozmów w NATO

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
4 września 2021, 13:40
Europa
<p>Europa</p>/ShutterStock
Zmiana polityki zagranicznej USA, której sygnałem jest wycofanie amerykańskich sił z Afganistanu, powinna skłonić Zachód do podjęcia rozmów wewnątrz NATO nt. bezpieczeństwa i przyszłości operacji militarnych - pisze "Financial Times", cytując dyplomatów i ekspertów.

Jeśli UE nie podejmie takich korków, to istnieje ryzyko, że "doda wiarygodności rosyjskiej narracji na temat +końca Zachodu+" - ocenia w rozmowie z brytyjskim dziennikiem unijny dyplomata, który pragnął zachować anonimowość.

Niedawne wystąpienie prezydenta Joe Bidena, który ogłosił, że dla USA ważne jest "zakończenie ery dużych operacji militarnych" upewnia amerykańskich polityków i resztę świata, że "krystalizuje się, widoczny od paru lat, zwrot Ameryki ku bardziej ostrożnemu i ograniczonemu wykorzystaniu jej siły militarnej" - pisze "FT".

W Waszyngtonie reakcje na ten zwrot w polityce są podzielone: dla jednych oznacza to, że teraz USA, dzięki uwolnieniu swego wojskowego potencjału, będą mogły się skoncentrować na strategicznych rywalach, czyli Rosji i Chinach. Dla innych polityków jest to niebezpieczne okopanie się Ameryki na swej pozycji, co może oznaczać, że zapowiadane odejście od izolacjonistycznej polityki prezydenta Donalda Trumpa nie dojdzie do skutku - podsumowuje dziennik.

Kolejny europejski dyplomata mówi w rozmowie z "FT": "Trzeba będzie znaleźć sposób na zamanifestowanie amerykańskiej potęgi w przewidywalnej przyszłości - w przeciwnym wypadku Chińczycy i Rosjanie uwierzą automatycznie, że (...) sukces odniosły (ostatecznie) autorytarne reżimy".

Jim Dobbins, ekspert prestiżowego think tanku Rand Corporation i były wysokiej rangi dyplomata USA zwraca jednak uwagę, że niepokoje o izolacjonizm Ameryki to "myślenie ahistoryczne", bowiem deklaracje prezydentów USA dotyczące unikania większych operacji militarnych nie wytrzymywały przeważnie próby czasu. "Jest mało prawdopodobne (...), że ograniczmy się do wąsko zakrojonych interwencji (wojskowych)" - komentuje Dobbins.

Najwyżsi rangą przedstawiciele amerykańskiej administracji, w tym sekretarz stanu Antony Blinken, wiceprezydent Kamala Harris i szef Pentagonu Lloyd Austin, są teraz pospiesznie wysyłani na spotkania z wybranymi sojusznikami, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, by zapewnić ich o tym, że USA czują się nadal zobowiązane do zagwarantowania im bezpieczeństwa - zwraca uwagę "FT".

Dziennik przypomina też, że choć prezydent Richard Nixon w 1969 roku - po masowych protestach przeciw wojnie w Wietnamie - zaapelował, by USA "nie podejmowały się wszelkiej obrony wolnych narodów świata", to jednak już prezydenci George HW Bush i Bill Clinton zdecydowali się na interwencje na dużą skalę w Iraku (tzw. pierwsza wojna w Zatoce Perskiej) i w Kosowie.

"Ponadto, postrzeganie przez świat siły Ameryki bądź jej słabości może być przede wszystkim determinowane przez stan amerykańskiej demokracji, zważywszy na to, jak trwały okazuje się wpływ byłego prezydenta Donalda Trumpa i wyzwań, jakie rzucił tradycyjnym instytucjom i otwartym procesom wyborczym" - ocenia na koniec "FT". (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj