Posiadanie dzieci może nastręczyć wielu problemów. Nawet na najbardziej podstawowym poziomie – w kraju brakuje mleka dla niemowląt, a rodzice muszą pokonywać często setki mil, by je kupić. Kolejny problem – USA są jedynym zamożnym krajem na świecie, który nie oferuje płatnego urlopu rodzicielskiego. Koszt opieki nad dzieckiem w wielu stanach jest wyższy niż studiów, a często trudno jest w ogóle znaleźć taką usługę. Wspomniane obciążenie finansowe wzrosło w latach 2018-20 średnio o 41 proc.

Reklama

Autorka wylicza dalej: strzelaniny i niemalże powszechne ćwiczenia przygotowujące do nich w szkołach czy kryzys nadmiernej śmiertelności okołoporodowej matek (dotykający głównie Afroamerykanki i rdzenną ludność). Do tego jeszcze pandemia i brak możliwości zaszczepienia dzieci w wieku poniżej pięciu lat, co niesie ze sobą permanentne obawy o nałożenie na nie kwarantanny albo o zachorowania.

Dla wielu przyszłych lub wahających się Amerykanów posiadanie dzieci jawi się nie jako trudne, ale wręcz niemożliwe.

Rozwiązania problemu

Zdaniem North istnieją dwa możliwe rozwiązania problemu. Pierwszym jest upowszechnienie społecznej akceptacji dla decyzji o braku posiadania dzieci. Drugim rozwiązanie głęboko zakorzenionych problemów, które sprawiają, że Amerykanie są tak wrodzy wobec dzieci i rodziców. Musi to być zdaniem autorki społeczny proces.

Amerykanie zaczynają rezygnować z posiadania dzieci albo odkładać tę decyzję. Wskaźnik urodzeń w USA spadł między 2019 a 2020 rokiem o 4 proc., co było jednym z największych obsunięć w ostatnich dekadach. Wielu rodziców decyduje się też na rezygnację z kolejnych dzieci. Kolejna kwestia to dostęp do aborcji, który ze względu na różne restrykcje jest trudny w stanach Południa i Środkowego Zachodu.

Jak można poprawić sytuację rodziców? Wprowadzenie płatnych urlopów rodzicielskich, powszechnego dostępu do opieki nad dziećmi czy podniesienie płacy minimalnej. Pożyteczne są programy socjalne realizowane w czasie pandemii takie jak na przykład pomoc szkołom w dostarczaniu posiłków dla dzieci czy zwolnienia podatkowe dla rodziców. Trudno będzie jednak o kontynuację, bowiem USA wydają na programy wspierające rodziny zaledwie 0,6 proc. PKB. Dla porównania, w Australii i Norwegii to 2-3 proc.

Alternatywą może być budowa lokalnych grup wsparcia, co zresztą miało miejsce w czasie pandemii. Nie zastąpi to systemowego wsparcia, ale może być etapem na drodze do budowy bardziej wspólnotowego społeczeństwa – czytamy w artykule.