O problemach Energopolu Szczecin, firmy budowlanej z blisko 70-letnią tradycją, głośno jest od początku wakacji. Wtedy zarząd skierował do sądu wniosek o upadłość. Według spółki realizacja kontraktów podpisywanych w latach 2015–2016 stała się nieopłacalna, bo później doszło do dużego wzrostu cen materiałów, a rząd konsekwentnie odmawia waloryzacji starych umów. Na przełomie lipca i sierpnia spółka złożyła jednak do sądu nowy wniosek, tym razem w sprawie restrukturyzacji. Liczy teraz, że uniknie upadłości. – Czekamy, aż sąd wdroży postępowanie w sprawie restrukturyzacji spółki. Przestawiliśmy mu wszelkie dokumenty, m.in. porozumienie z bankami, a także z zamawiającymi. To przesłanki, które wskazują na to, że firma dalej może istnieć. Musi być zrestrukturyzowana, bo trzeba zapewnić płynność finansową – mówi Piotr Żak, rzecznik szczecińskiego Energopolu. Dodaje, że kilka dni temu firma zapłaciła pracownikom zaległe pensje. Ma też uzgodnienie z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, która przejęła na siebie płatności wobec podwykonawców.

Firma deklaruje kontynuowanie inwestycji, ale wciąż prawie nic się nie dzieje na budowanych przez nią drogach. Spółka realizuje kilka ważnych tras w województwie zachodniopomorskim. Jak warty ponad pół miliarda złotych 18-kilometrowy odcinek trasy ekspresowej S10, który będzie też pełnić funkcję obwodnicy Wałcza. Ostateczny termin wykonania tego odcinka minął w maju. – Na obwodnicy Wałcza oczekujemy wznowienia głównych prac, m.in. układania asfaltu – mówi Mateusz Grzeszczuk, rzecznik szczecińskiego oddziału GDDKiA. Drogowcy dostają wprawdzie zapewnienia od Energopolu, że jesienią zostanie osiągnięta przejezdność i będzie można wpuścić tam kierowców, ale z tygodnia na tydzień staje się to coraz mniej realne.

W niewielkim zakresie toczą się też prace na budowie wielkiego węzła Kijewo koło Szczecina, gdzie autostrada A6 krzyżuje się z drogą ekspresową S10, czy na pobliskiej trasie A6, na odcinku Szczecin Dąbie – Rzęśnica.

W przypadku obwodnicy Wałcza i węzła Kijewo już kilka tygodni temu GDDKiA wysłała wezwanie do poprawy. – Na razie nie zostało one wypełnione – mówi Mateusz Grzeszczuk. Rzecznik Energopolu twierdzi, że firma wznowi roboty drogowe przy tych inwestycjach, jeśli tylko GDDKiA spełni roszczenia finansowe spółki. – Dotyczą one głównie dodatkowych, nieprzewidzianych robót, które musieliśmy wykonać. Przykładowo przy węźle Rzęśnica trzeba było dogęścić grunt – mówi Piotr Żak. Jednak według Mateusza Grzeszczuka GDDKiA spełniła wszelkie roszczenia dotyczące dodatkowych robót. Dodaje, że firma ma za to wobec drogowców wiele innych żądań – głównie dotyczących waloryzacji kontraktów z powodu wzrostu cen materiałów. Drogowcy twierdzą, że zgodnie z prawem nie da się spełnić tych roszczeń. GDDKiA nie wyklucza zerwania kontraktu ze Energopolem.

Na razie nie jest za to zagrożona inna ważna inwestycja drogowa, w którą także zaangażowany jest Energopol. Chodzi o wydrążenie tunelu pod Świną w Świnoujściu. W tym przypadku szczecińska firma jest konsorcjantem dwóch dużych przedsiębiorstw – Porr z Austrii i tureckiego Gulermaka. W razie przedłużających się problemów Energopolu to one przejmą na siebie pełną odpowiedzialność za inwestycję.

Na Energopolu spoczywa za to ciężar realizacji innego wielkiego przedsięwzięcia – budowy tunelu kolejowego pod Łodzią, który ma połączyć dwa dworce – Fabryczny z Kaliskim. Pojadą nim pociągi dalekobieżne i lokalne. W czasie budowy powstaną dwie podziemne stacje w centrum – przy skrzyżowaniu Zachodniej z Zieloną i w rejonie najpopularniejszego łódzkiego centrum handlowego – Manufaktura. Wartą 1,6 mld zł umowę z Energopolem kolejarze podpisali w grudniu 2017 r. Inwestycja ma być gotowa pod koniec 2021 r.

Przedstawiciele szczecińskiej firmy mówią, iż są zdeterminowani, żeby budować tunel. Kilka dni temu zaczęli pierwsze widoczne prace przygotowawcze. W miejscu, w którym znajdzie się komora startowa dla tarczy drążącej tunel, trwa wyburzanie budynków. – Energopol deklaruje, że będzie dalej realizować inwestycję. W tej chwili kluczowa jest produkcja w Niemczech tarczy drążącej – mówi DGP wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel. Przy niepewnej sytuacji finansowej Energopolu rachunki za budowę tarczy płaci bezpośrednio producentowi spółka PKP Polskie Linie Kolejowe. Zimą zapowiadała ona jednak, że budowa komory startowej zacznie się w czerwcu. Teraz kolejarze twierdzą, że nie można mówić o opóźnieniach, bo kluczowe jest dotrzymanie terminu startu tarczy drążącej, a ta zgodnie z harmonogramem powinna ruszyć w I kwartale 2020 r.

Tymczasem w obliczu kłopotów Energopolu konsorcjant spółki – Przedsiębiorstwo Budowy Dróg i Mostów z Mińska Mazowieckiego – zadeklarował, że przejmie rolę lidera konsorcjum. Wiceminister Bittel nie wyklucza takiego rozwiązania, ale według PKP PLK na razie nie jest brane pod uwagę.

>>> Czytaj też: Orłowski: Kto zapłaci za frankowy cud? [OPINIA]