Liczby nie są dramatyczne, ale kierunek zmian jest jednoznaczny. W lutym 2026 roku stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła do 6,1 proc. — miesiąc wcześniej wynosiła 6,0 proc. W urzędach pracy zarejestrowanych było już 954,9 tys. osób, czyli o 12,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Od końcówki 2025 roku liczba bezrobotnych zwiększyła się o około 67 tys. osób. Jednocześnie przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło rok do roku o 0,8 proc.

Równolegle słabnie popyt na pracowników. Pod koniec czwartego kwartału 2025 roku liczba wolnych miejsc pracy wyniosła 85,8 tys., co oznacza spadek o 9,4 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem. Wskaźnik wakatów obniżył się do 0,71 proc.

W opinii Krzysztofa Inglota, eksperta rynku pracy z firmy Personnel Service, to nie jest jeszcze załamanie, ale zmiana równowagi jest wyraźna. rynek pracownika stopniowo ustępuje miejsca większej selektywności po stronie pracodawców.

Najtrudniej mają najmłodsi

Najbardziej niepokojące sygnały płyną z danych dotyczących osób wchodzących dopiero na rynek pracy. – Najbardziej niepokojący sygnał widać w danych dotyczących młodych. Stopa bezrobocia w grupie do 25. roku życia wzrosła do 12,5 proc. z 10,9 proc. rok wcześniej. W niektórych dużych miastach dynamika jest jeszcze wyższa i wynosi nawet kilkadziesiąt procent rok do roku. Wejście na rynek pracy staje się coraz trudniejsze, szczególnie w momencie, gdy firmy ograniczają rekrutacje na stanowiska juniorskie. Na to wszystko nakłada się strukturalna zmiana związana z automatyzacją i AI – mówi Krzysztof Inglot.

To właśnie młodzi najboleśniej odczuwają zmianę modelu zatrudnienia — firmy coraz rzadziej inwestują w osoby bez doświadczenia, a coraz częściej szukają gotowych kompetencji.

Kompetencje zamiast dostępności

Zmienia się nie tylko liczba ofert, ale też ich charakter. Według analiz PwC tempo zmiany kompetencji w zawodach najbardziej narażonych na wpływ sztucznej inteligencji jest w Polsce aż o 66 proc. wyższe niż w pozostałych profesjach. Z kolei dane OECD pokazują, że zatrudnienie rośnie wolniej właśnie tam, gdzie ryzyko automatyzacji jest największe.

W praktyce oznacza to, że firmy nie przeprowadzają masowych zwolnień, lecz stopniowo ograniczają rekrutację — szczególnie w obszarach administracyjnych, operacyjnych i prac biurowych.

Jak podkreśla Inglot, skutkiem jest rosnące niedopasowanie kompetencyjne. – Mamy jednocześnie blisko milion osób bezrobotnych i spadającą liczbę wakatów, ale to nie oznacza, że rynek się zatrzymał, tylko, że się zmienia. Coraz większym wyzwaniem nie jest sama liczba miejsc pracy, ale to, czy kandydaci mają kompetencje, których oczekują pracodawcy – wskazuje ekspert.

Sytuację dodatkowo komplikuje spadek środków na aktywizację zawodową — z ponad 3,6 mld zł do około 2,1 mld zł, czyli o ponad 40 proc. rok do roku. To oznacza mniej możliwości przekwalifikowania pracowników w momencie, gdy zmiany technologiczne wyraźnie przyspieszają.

Paradoksalnie motywacji do nauki nie brakuje. Jak wynika z „Barometru Polskiego Rynku Pracy”, aż 45 proc. pracowników deklaruje chęć zdobywania nowych umiejętności — pod warunkiem, że pracodawcy stworzą im taką możliwość.

Polska nadal „zieloną wyspą”? Już nie tak pewnie

Na tle Europy sytuacja Polski wciąż wygląda relatywnie dobrze. Według Eurostatu stopa bezrobocia wynosi około 3,1 proc., przy średniej unijnej na poziomie 5,8 proc. Ale ten dystans zaczyna tracić znaczenie jako argument uspokajający.

– Polska nadal pozostaje jednym z krajów o najniższym bezrobociu w UE, ale ten dystans nie powinien usypiać czujności. Dane pokazują wyraźnie, że kończy się okres łatwego wzrostu zatrudnienia. W kolejnych kwartałach będziemy obserwować pogłębianie się tego trendu – zauważa Inglot. – Automatyzacja nie wywoła nagłego wzrostu bezrobocia, ale będzie systematycznie zmieniać jego strukturę. Zyskają osoby z kompetencjami cyfrowymi i analitycznymi, a tracić będą ci, których praca jest najbardziej powtarzalna. Kluczowym wyzwaniem dla rynku pracy nie będzie więc to, ile miejsc pracy powstanie, ale jak szybko będziemy w stanie dostosować kompetencje pracowników do nowej rzeczywistości – dodaje.

Ofert ubywa w niemal każdej branży

Tendencję spadkową potwierdza także „Barometr Ofert Pracy”, przygotowywany przez Katedrę Ekonomii i Finansów Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie oraz Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Spadki utrzymują się tam od ponad trzech miesięcy.

– Redukcję liczby ogłoszeń o pracy notujemy we wszystkich szerokich grupach zawodowych. Stosunkowo dużo wakatów ubyło dla pracowników fizycznych, choć ogłoszeń zatrudnienia dla tego typu pracowników nadal ukazuje się dość dużo – zauważają autorzy raportu.

Po ubiegłorocznych wzrostach korekta objęła także zawody wymagające wykształcenia w naukach ścisłych i inżynieryjnych.

Największe miesięczne spadki liczby ofert odnotowano w województwach podlaskim, świętokrzyskim oraz mazowieckim. Najmniejsze — choć nadal wyraźne — w kujawsko-pomorskim, pomorskim i lubelskim.

Szczególnie widoczny jest trend w zawodach fizycznych

Jak wskazują autorzy opracowania, dla przedstawicieli zawodów fizycznych liczba ogłaszanych ofert pracy, z wyjątkiem września, ustawicznie kurczy się od dziesięciu miesięcy Podobny kierunek zmian widać w przypadku ofert dla absolwentów nauk społecznych i prawnych — po okresie stabilizacji liczba ogłoszeń ponownie zaczęła spadać.

Szukanie pracy trwa coraz dłużej

Zmianę odczuwają już nie tylko statystyki, ale i sami kandydaci. Z analizy Instytutu Badawczego Randstad, przedstawionej w raporcie „Monitor Rynku Pracy” (cytowanej przez mycompanypolska.pl), wynika, że w 2025 roku średni czas potrzebny na znalezienie nowej pracy wydłużył się do 4,5 miesiąca.

Największa grupa badanych — 37 proc. — znajduje zatrudnienie w ciągu dwóch–trzech miesięcy. Jednocześnie aż 10 proc. potrzebuje od siedmiu do dwunastu miesięcy, aby zakończyć proces rekrutacyjny. W praktyce oznacza to jedno: rośnie konkurencja, a znaczenie detali — takich jak jakość CV — staje się większe niż jeszcze rok czy dwa lata temu.

Eksperci Randstad zwracają uwagę, że wydłużenie czasu poszukiwania pracy o około półtora miesiąca rok do roku jest wyraźnym sygnałem wyhamowania rynku. Optymizm kandydatów pozostaje umiarkowany — niemal 30 proc. wierzy, że znajdzie pracę w ciągu pół roku. Ale tylko 12 proc. zakłada, że nowe stanowisko będzie porównywalne lub lepsze od obecnego.

To już nie jest rynek, na którym „coś się znajdzie”. To rynek, na którym trzeba mieć powód, żeby zostać wybranym.