DGP

Dziś jest ostatni dzień, w którym można składać uwagi do projektu zmian prawa o ruchu drogowym. Nowelizacja ma uregulować zasady poruszania się tzw. UTO, czyli urządzeń transportu osobistego, po drogach. Poprzednia wersja dokumentu wywołała ogromne zainteresowanie, zarówno wśród posiadaczy e-hulajnóg, jak i pieszych, którzy zasypali rząd swoimi uwagami. Nowy projekt, mimo kilku zmian, nadal budzi kontrowersje. Chodzi o samą definicję UTO, status użytkowników tych pojazdów oraz wynikające z niego prawa i obowiązki.

Przede wszystkim kierujący UTO ma mieć zbliżone uprawnienia do rowerzysty, z tą różnicą, że w przypadku braku drogi lub pasa dla rowerów będzie mógł poruszać się po jezdni tylko wówczas, gdy obowiązuje na niej ograniczenie prędkości do 30 km/h. Ta zasada budzi sprzeciw użytkowników np. elektrycznych hulajnóg, którzy traktują te pojazdy jako regularny środek transportu do szkoły czy pracy (bądź do przystanku autobusowego lub stacji kolejki). Bo na wsiach i w podmiejskich miejscowościach ścieżki rowerowe są rzadkością, tak samo jak drogi z ograniczeniem prędkości do 30 km/h.

>>> Czytaj też: Pycha kroczy przed upadkiem niemieckiego motoimperium? [OPINIA]

Reklama

Z prądem i pod prąd

Z drugiej strony na drogach jednokierunkowych, gdzie są wytyczone kontrapasy, UTO będzie można, a nawet trzeba jeździć pod prąd.

– Proponowane przepisy wprowadzają UTO na całą infrastrukturę rowerową, w tym również na kontraruchy rowerowe. Już obecnie mamy olbrzymie problemy z percepcją przez kierowców zasad kontraruchu rowerowego na drogach jednokierunkowych – zauważa dr Jonatan Hasiewicz, radca prawny, a zarazem inżynier ruchu drogowego. – Należy pamiętać, iż rowerzysta co do zasady ma kask, a rower jest większy i masywniejszy aniżeli UTO. Osoba kierująca UTO staje się de facto niechronionym uczestnikiem ruchu drogowego, która w zderzeniu czołowym z pojazdem mechanicznym może odnieść znaczne obrażania lub nawet kolizja taka może skończyć się śmiertelnie – dodaje.

– Skoro pozwalamy rowerzystom poruszać się pod prąd na kontrapasach, to nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy tego zabraniać kierującym np. hulajnogą elektryczną. Obydwaj kierujący są tak samo niechronionymi uczestnikami ruchu – uspokaja Andrzej Grzegorczyk z Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego.

Podobne zasady obowiązują u naszych zachodnich sąsiadów. Z tym że w Niemczech e-hulajnogą można się poruszać legalnie od 14. roku życia, u nas planuje się dopuścić do kierowania UTO nawet 10-latków. Poza tym w Niemczech jest wymóg wykupienia ubezpieczenia OC, a hulajnogi mają tablice rejestracyjne, podczas gdy w Polsce wszelkie próby wprowadzenia obowiązkowego OC nawet dla rowerzystów spotykały się zawsze ze zmasowaną krytyką.

– Z punktu widzenia kierującego jest dość duża różnica w postrzeganiu rowerzysty i osoby jadącej UTO. Sylwetka rowerzysty siedzącego na pojeździe jest wyższa, a dzięki kręceniu pedałami – dynamiczna. Użytkownik hulajnogi po prostu na niej stoi. Kierujący, który jedzie drogą jednokierunkową, po prostu nagle widzi statyczną osobę, zbliżającą się z naprzeciwka z dość dużą prędkością – zauważa Przemysław Skoczyński, ekspert ds. BRD z Instytutu Transportu Samochodowego. – Poza tym, oceniając zasadność dopuszczania UTO do ruchu po kontrapasach, pamiętajmy, że do tej kategorii pojazdów będą zaliczane nie tylko hulajnogi elektryczne, ale też np. monocykle. Z perspektywy kierowcy jadący takim pojazdem z daleka wygląda, jakby stał na ziemi. Na szczęście duża większość użytkowników takich urządzeń stosuje kaski ochronne, ale w stosunku do ogółu użytkowników UTO nie będą one obowiązkowe – dodaje ekspert.

Krótkowzroczny projektodawca

Poza tym, jak zauważa Przemysław Skoczyński, podciągnięcie UTO pod kategorię rowerów oznacza, że wszystkie tego typu pojazdy będą musiały mieć dzwonek i odpowiednie oświetlenie. W przypadku monocykli może to być spory problem.

Zastrzeżenia budzi też zawężenie definicji UTO tylko do pojazdów napędzanych silnikiem elektrycznym. Pierwsze próby uregulowania tej materii przez Ministerstwo Infrastruktury polegały na objęciu kategorią UTO wszelkich pojazdów, które nie są rowerami (rolek, deskorolek, wrotek, segway’ów itp.) niezależnie od tego, czy są napędzane siłą ludzkich mięśni, czy silnikiem. Później, gdy nastąpił boom na e-hulajnogi, projektodawca skupił się na urządzeniach na prąd. W rezultacie pozostałe pojazdy będą miały nieuregulowany status, co oznacza, że osoba jadąca na rolkach czy tradycyjną hulajnogą w myśl prawa nadal będzie pieszym zobligowanym do poruszania się chodnikiem (z zakazem jazdy ścieżkami).

– Ograniczenie definicji UTO tylko do pojazdów zasilanych elektrycznie może wkrótce okazać się niewystarczające. Przykładowo w Czechach bardzo popularne są tradycyjne hulajnogi, ale na sporych pompowanych kołach. Są one tańsze od rowerów, a przy tym ekologiczne i pozwalają na osiąganie prędkości nawet rzędu 30–40 km/h. Jeśli moda na takie pojazdy przyjdzie do Polski, za chwilę będziemy mieć kolejny problem, ponieważ w myśl obecnych, ale i projektowanych przepisów, takimi pojazdami będzie się można poruszać wyłącznie po chodnikach – prognozuje Przemysław Skoczyński.

>>> Czytaj też: GDDKiA proponuje, budowlańcy krytykują. Kontrowersyjne zmiany w kontraktach

Etap legislacyjny:

Projekt w konsultacjach