W największej linii lotniczej w Europie pracuje już od 10 lat. W randze członka zarządu nie tylko zarządza biurem prawnym, lecz także jest strażnikiem pieczęci firmowej: anglosaskim odpowiednikiem polskiego notariusza, który odpowiada za prawidłowość zgromadzeń akcjonariuszy spółki. Do Irlandii trafił prosto po stażu w Komisji Europejskiej. W Brukseli wylądował w wydziale konkurencji. Traf chciał, że wtedy ten zespół pracował nad fuzją Air France i KLM.

– Wtedy to była największa fuzja na rynku lotniczym w historii, a ja miałem szczęście być członkiem sześcioosobowego zespołu, który prowadził tę sprawę – wspomina Juliusz Komorek.

Nie do końca za pracą w komisji stało tylko szczęście. Komorek w Polsce skończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, a do Brukseli trafił z Amsterdamu, gdzie na tamtejszym uniwersytecie (tym starszym i bardziej renomowanym) skończył podyplomowe studia, pisząc pracę z... fuzji lotniczych.

Gdy praca nad fuzją Air France i KLM skończyła się, postanowił poszukać pracy w liniach lotniczych. Aplikował do większości przewoźników w Europie, ale z konkretną propozycją zgłosił się tylko Ryanair. Irlandczycy potrzebowali wtedy tęgiej głowy prawniczej ze znajomością regulacji unijnych, bo właśnie rozpoczynał się jeden z najgłośniejszych sporów prawnych wokół dopłat dla Ryanaira od lotniska w Charleroi, położonego kilkadziesiąt kilometrów na południe od Brukseli.

– Dogadaliśmy się z Ryanairem w pubie irlandzkim w Brukseli, a gdy przyjechałem do Irlandii, myślałem, że pobędę tu ze dwa lata i wrócę do Polski czy do Brukseli. Tymczasem wciąż tu jestem, bo z każdym rokiem pojawiały się nowe możliwości i wciąż się pojawiają – mówi Komorek.

Teraz żyje zakrojonym na najbliższe pięć lat planem umocnienia pozycji irlandzkiej firmy na rynku unijnym, a może też poza Unią. Linia, która w tym czasie chce powiększyć się do 400 samolotów i zwiększyć przewozy z 81 do 110 mln pasażerów rocznie, właśnie teraz potrzebuje Komorka i jego ludzi jeszcze bardziej niż kiedyś.

Mimo ostatnich przetasowań w siatce połączeń linia stawia na rozwój w naszym kraju, w tym przede wszystkim na krajowych trasach.

Komorek szybko zdobywa uznanie nie tylko w Ryanair, ale też w Irlandii. W grudniu „Irish Independent” uznał go za najbardziej rokującego młodego menedżera na Zielonej Wyspie.

On sam wciąż czuje się jednak bardziej Polakiem niż Irlandczykiem. – Decyduje o tym całe podłoże kulturowe. Nawet jeżeli dobrze poznamy język, to zawsze będzie nas różnić choćby to, że w dzieciństwie przeczytaliśmy „Antka” czy „Rozalkę”, a nie coś innego – podkreśla.

Poza pracą gra w tenisa. Jak mówi, na nic więcej nie pozwalają mu obowiązki rodzinne. Wspólnie z żoną Ewą, która jest wykładowcą prawa w Trinity College w Dublinie, wychowują sześcioletnie bliźniaki.