"Oni (opozycja - PAP) prowokowali od roku najróżniejsze burdy, awantury i pewnie chcieli, żebyśmy my byli sprowokowani do jakichś rozwiązań bardziej stanowczych. Nic z tego" - podkreślił.

Dodał też, że na sali sejmowej miało miejsce stosowanie siły fizycznej. Dziennikarz RMF dopytywał, jaką siłę fizyczną stosowali posłowie opozycji, jeśli tylko weszli na podium. "Uniemożliwili marszałkowi - drugiej osobie w państwie, to jest naprawdę skandal, to jest łamanie prawa - dostęp do stołu prezydialnego, do fotela marszałka. Także, gdy wychodziliśmy z sali, jeden z posłów tam podskakiwał, komentował, agresywnie do nas się odzywał. I widzieliśmy, co się działo z posłem Suskim. Tego typu agresja bezpośrednia - wiadomo, że o to chodziło opozycji" - mówił.

Dziennikarz pytał także, czy był to "pełzający zamach stanu"? "W jakimś sensie tak, bo to było połączone z demonstracjami i z blokowaniem Sejmu, czyli użyciem siły fizycznej do tego, żeby wymuszać na kimś takie czy inne zachowanie" - zauważył Gliński.

"Były także wezwania - przecież ta odezwa, którą podpisali liderzy opozycji, mówiła wyraźnie, żeby przedstawiciele m.in. resortów siłowych wypowiadali posłuszeństwo państwu. To już jest wezwanie do anarchii, a anarchia jest wstępem do siłowych rozwiązań w demokracji. To są - wbrew temu, co się wydawało - z jednej strony dość kabaretowe występy, z drugiej strony jest to bardzo groźne dla demokracji" - dodał.

Czy Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru chcieli dokonać zamachu stanu? - pytał jeszcze dziennikarz RMF. "Myślę, że oni od dawna chcieli. Przecież mówili o tym wprost, że chcą doprowadzić do zmiany władzy w Polsce. I jakim cudem mieliby to zrobić w inny sposób, niż siłowy" - odpowiedział Gliński. (PAP)