"Bezpieczeństwo i zabezpieczenie się przed ewentualnym atakiem są konieczne" - powiedziała Merkel w Stralsundzie nad Bałtykiem. "Musimy dotrzymać zobowiązań. Tego domagają się od nas inne państwa na świecie. Uważam, że mają rację, żądając tego od Niemiec" - podkreśliła szefowa rządu na spotkaniu w swoim okręgu wyborczym.

Jej zdaniem wobec kryzysu na Ukrainie oraz zagrożenia ze strony islamskich terrorystów Niemcy muszą pokazać, że można na nich polegać.

Merkel ostrzegła polityków przed przeciwstawianiem wydatków na wojsko wydatkom na cele socjalne. Szeroko rozumiane bezpieczeństwo obejmuje jej zdaniem zarówno bezpieczeństwo socjalne, jak i bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne.

Niemcy wydają obecnie 1,2 proc. PKB na wojsko. Kraje NATO zobowiązały się w 2014 roku do zwiększenia budżetów na obronność co najmniej do 2 proc. PKB do 2024 roku.

>>> Czytaj też: Czystka czy remont w polskiej armii? MON pozbywa się 90 proc. oficerów

Minister obrony Ursula von der Leyen (CDU) zapewniła tydzień temu podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, że Niemcy dotrzymają zobowiązań, natomiast minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel (SPD) uznał ten plan za nierealistyczny i naiwny. By go zrealizować, Niemcy musiałyby zwiększyć wydatki o 24-25 mld euro rocznie.

Zdaniem Gabriela należy uwzględnić wydatki ponoszone przez Niemcy na integrację uchodźców, co jest też "inwestycją w bezpieczeństwo". Szef dyplomacji uważa, że zwiększenie budżetu na Bundeswehrę świadczy o "ślepym posłuszeństwie" wobec USA. Gabriel zwrócił też uwagę, że wzrost potencjału wojskowego Niemiec może być odebrane za granicą jako zagrożenie.

Szef klubu parlamentarnego CDU/CSU Volker Kauder poparł w sobotę stanowisko von der Leyen. Kauder powiedział, że inwestycje w armię nie mają nic wspólnego z posłuszeństwem wobec USA, lecz wynikają z przyjętych także przez Niemcy zobowiązań. Bliski współpracownik Merkel zapewnił, że wzrost wydatków na obronność nie nastąpi kosztem wydatków socjalnych.

Tymczasem przedstawiciele SPD skrytykowali ponownie plany większych wydatków na wojsko. Szef klubu parlamentarnego SPD Thomas Oppermann powiedział w sobotę w Erfurcie, że Niemcy muszą uważać, by "nie rozkręcić na nowo spirali zbrojeń". Podobnie jak Gabriel ostrzegł, że przekształcenie Niemiec, która jest potęgą gospodarczą, w mocarstwo wojskowe "nie będzie korzystne dla współpracy w Europie".

Wiceszef SPD Ralf Stegner dodał, że polityka stawiająca na "czołgi zamiast na bezpieczeństwo socjalne" prowadzi donikąd. Bundeswehra musi być dobrze wyposażona, ale celu 2 proc. PKB nie da się tak szybko zrealizować - zastrzegł polityk SPD.

Przedstawiając sytuację w armii, tygodnik "Der Spiegel" pisze, że Bundeswehra "przypomina straż pożarną, w której z powodów finansowych brak jest węży, hełmów i masek przeciwgazowych, i która posiada niewiele wozów strażackich". Dyskusja o wydatkach została tak "upolityczniona", że przestała mieć jakikolwiek związek z rzeczywistością - ocenia "Spiegel".

Niemiecki budżet na wojsko wzrósł w tym roku, po wielu latach ograniczania wydatków, o 8 proc. do 37 mld euro.

CDU/CSU i SPD tworzą koalicyjny rząd Merkel. W wyborach parlamentarnych 24 września będą głównymi rywalami.

>>> Polecamy: Armia, uzbrojenie, wydatki na obronność. Sprawdź swoją wiedzę [QUIZ]