Niemal 1,1 mld zł straciły w 2016 r. towarzystwa na komunikacyjnych polisach OC. To druga tak wysoka strata z rzędu. I to mimo drastycznych podwyżek cen ubezpieczeń. Według danych multiagencji CUK średnia składka na OC w 2016 r. wzrosła o 56 proc., do nieco ponad 700 zł. Duży ruch w cenach potwierdza ponad 39-proc. wzrost składki z OC zebranej przez ubezpieczycieli (w sumie 11,6 mld zł). Ale o ok. 12 proc., do 7,8 mld zł, wzrosły wypłacone odszkodowania. Zakłady musiały też przystosować się do rosnących wymogów nadzoru w likwidacji szkód i wypłatach świadczeń dla poszkodowanych.

– Wzrost składki w 2016 r. zapobiegł zwiększeniu się straty z ubezpieczenia OC – wskazuje Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Część specjalistów ocenia, że dzięki podwyżkom branża ma szanse na wyjście w tym segmencie na zero. – Powinna przestać dopłacać do komunikacji – ocenia Adam Uszpolewicz, prezes Avivy. I dodaje, że w tym roku można oczekiwać stabilizacji poziomu składek.

Odzyskania rentowności w ubezpieczeniach komunikacyjnych w tym roku spodziewa się m.in. PZU. Zapowiada, że nie będzie dążyć do tego celu przez podwyżki, ale przez utrzymanie klientów, których pozyskał w 2016 r. dzięki stawkom konkurencyjnym na tle rynku, ale dobrym dla firmy. Największy w kraju ubezpieczyciel deklaruje, że w polisach komunikacyjnych zdobył w 2016 r. 700 tys. nowych klientów.

– Nasza średnia cena polis w komunikacji wzrosła w tym czasie o kilkanaście procent – informuje Tomasz Kulik z zarządu PZU.

Jednak wśród ubezpieczycieli przeważają nadzieje nie na wyjście na zero, ale na ograniczenie w tym roku skali strat na OC. Rozmówcy DGP wskazują, że mimo podwyżek w ich portfelach nadal znajdują się polisy ze składkami o niższej średniej wartości. Dotyczy to zwłaszcza OC komunikacyjnego flot, czyli umów, które są podpisywane na kilka lat.

– Efekty wzrostu cen oraz działań poprawiających strukturę portfela będą widoczne w wyniku technicznym w drugiej połowie 2017 r. Ale nie wpłyną one na poprawę w taki sposób, by spółka osiągnęła zysk z linii OC komunikacyjnego – diagnozuje Tomasz Szarek, dyrektor departamentu ubezpieczeń korporacyjnych w towarzystwie Uniqa.

Ubezpieczyciele nie chcą ujawniać, na jakie ewentualnie podwyżki kierowcy powinni się przygotować. Wiele zależy od tego, jak będą wyglądały odszkodowania, w których coraz większy udział mają wypłaty za szkody osobowe, szczególnie te sprzed lat. Według szacunków Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego w 2016 r. prawie 500 mln zł wypłat za szkody osobowe dotyczyło odszkodowań za wypadki, które wydarzyły się od 1997 r. do sierpnia 2008 r. i nie były uwzględnione w pobieranej wtedy składce. Te 0,5 mld odpowiadało za jedną trzecią odszkodowań z OC za szkody poniesione przez człowieka.

Pośrednicy spodziewają się, że nawet jeśli towarzystwa będą nadal pokrywać dziurę w OC podwyżkami, to powinny one być nieco mniej dotkliwe niż w 2016 r.

– Zwiastunem pozytywnych zmian był początek roku: w styczniu odnotowaliśmy minimalny spadek cen OC, o 0,7 proc., do 701 zł. To był sygnał spowolnienia wzrostu cen. Nasze prognozy potwierdziły najświeższe dane z lutego. Średnia cena za komunikacyjne OC dla aut osobowych była o 1,7 proc. wyższa niż rok wcześniej – wskazuje Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Ubezpieczenia.

Statystyczny kierowca według danych CUK w lutym zapłacił za OC 713 zł. Zdaniem Macieja Kuczwalskiego kolejna odwilż cenowa może przyjść w drugim półroczu. I analogicznie do stycznia będzie oznaczać spowolnienie wzrostu, nie zaś spadek cen.