Mam nadzieję, że skandal, który wybuchł wokół producenta filmowego Harveya Weinsteina, wywoła także u nas refleksję nad tym, jak kobiety są traktowane w przestrzeni publicznej, jakie zachowania mogą być dla nich krzywdzące i naruszać godność. Na całym świecie, nie tylko w USA czy Polsce, mamy problem z szacunkiem wobec kobiet i traktowaniem ich w sposób, który uwzględnia elementarne prawa człowieka.
Tak, bo ofiarami przemocy seksualnej padają przede wszystkim kobiety. Nie chodzi tylko o gwałt, ale też niechciane gesty, nieakceptowalne komentarze, przemoc werbalną.
W 2004 r. trwała dyskusja nad nowelizacją kodeksu pracy i wprowadzeniem rozwiązań antydyskryminacyjnych, które przyszły do nas z umownego Zachodu. Posłowie pytali Izabelę Jarugę-Nowacką, wówczas pełnomocniczkę rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn: „To co, już nie będę mógł przepuścić w drzwiach koleżanki czy powiedzieć jej komplementu?”. Minister odpowiedziała wtedy krótko: molestowaniem seksualnym są te zachowania, na które nie chciałby pan narazić swojej matki, żony czy córki w miejscu pracy. To jest test, któremu każdy mężczyzna powinien się poddać, jeśli ma wątpliwości, co mu wolno i wypada.
>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"
