Skąd mogła się wziąć tak brutalna tradycja jak sati, czyli hinduski zwyczaj polegający na paleniu wdów żywcem razem ze zwłokami męża?

Nie wiem.

Nie wie pan? Muszę przyznać, że jestem rozczarowany. W „Ekonomicznej wyprawie w świat osobliwości” („WTF?!: An Economic Tour of the Weird”) prezentuje pan wiele, z pozoru absurdalnych, historycznych i współczesnych praktyk, które stara się pan z pomocą narzędzi ekonomicznych wytłumaczyć. Wszystko, co robią ludzie, da się wyjaśnić racjonanie, a sati nie?

Rytuał sati skądś wziął i musi pełnić jakąś społeczną funkcję. Choć nie umiem jeszcze wyjaśnić jaką. Pracuję zresztą nad tym od kilku lat i wierzę, że możliwe jest znalezienie sensownego wyjaśnienia. Każdy człowiek jest racjonalny, racjonalne są także zwyczaje, które na przestrzeni dziejów tworzymy. Uwielbiam czytać literaturę spoza ekonomii, zwłaszcza historyczną, i raz po raz napotykam na rzeczy, które w pierwszym odruchu bylibyśmy skłonni uznać za czystą głupotę i nonsens, ale zawsze w końcu udaje się znaleźć dla nich wyjaśnienie. Nawet przesądy są racjonalne. Moja książka to taki stress test ludzkiej racjonalności, który ma to udowodnić.

I usprawiedliwić okrucieństwo niektórych tradycji?

Skądże! Gdy mówię o racjonalności, nie mówię o moralności. Racjonalność polega na tym, że jako ludzie wyznaczamy sobie cele, które staramy się realizować najskuteczniej, jak umiemy. Same cele i metody mogą być jednak moralnie złe. Dla sati jeszcze nie mam wyjaśnienia, ale co powie pan o praktyce wystawiania na aukcje żon w Anglii epoki rewolucji przemysłowej jako metodzie przeprowadzania rozwodów? Albo o procesach wytaczanych owadom w średniowiecznych Włoszech jako sposobie na zwiększenie wpływów podatkowych Kościoła? Albo o torturach, jakie stosowano w czasie średniowiecznych procesów kryminalnych, a które polegały na zanurzaniu ręki podejrzanego we wrzącej wodzie?

>>> CAŁY WYWIAD W ŚWIĄTECZNYM WYDANIU DGP