Na starcie negocjacji budżetowych głównym zagrożeniem dla Polski są plany cięć w funduszach spójności i polityce rolnej. Po wyjściu z UE Wielkiej Brytanii i pojawieniu się w związku z tym luki w unijnej kasie inne pozycje wydatkowe mają być wzmacniane kosztem tych funduszy. Poznaliśmy polskie stanowisko na pierwszy etap rozmów o budżecie.

– Jeśli mają być nowe cele, potrzebne są nowe pieniądze. Polska ma konstruktywne stanowisko: oferujemy wsparcie dla Komisji Europejskiej, jeśli chodzi o podniesienie budżetu europejskiego i tym samym podwyższenie wysokości składki. Jesteśmy gotowi do rozmowy o tym, by płacić więcej, ale jest to uwarunkowane generalnym kompromisem w sprawie tego, na co mamy płacić – mówi Konrad Szymański, wiceszef MSZ odpowiedzialny za politykę unijną. W podobnym tonie wypowiada się wiceminister Inwestycji i Rozwoju Paweł Chorąży. – Nasze otwarcie na dyskusję o podwyższeniu składki zależy od tego, co będzie w budżecie. Jeśli nasze priorytety nie będą uszczuplone, jesteśmy w większym stopniu gotowi partycypować w budżecie – podkreśla wiceszef resoru rozwoju.

Stanowisko rządu jest jednoznaczne. To próba uniknięcia zagrożenia, jakim są zakusy na przesunięcia w budżecie UE po wyjściu Wielkiej Brytanii. Dla polski najbardziej bolesne mogłyby być cięcia w polityce spójności, której jesteśmy największym beneficjentem.

Wewnętrzne dokumenty – opracowane przez dyrekcje generalne Komisji Europejskiej – wskazują, że brane są pod uwagę trzy scenariusze. Dwa z nich oznaczają cięcia na poziomie 15 i 30 proc.

Plan zmniejszenia funduszy o 15 proc. według cen nominalnych (26 proc. według cen z 2011 r.) zakłada, że z dotacji mogłyby korzystać jedynie mniej rozwinięte regiony oraz kraje, których DNB (dochód narodowy brutto) na jednego mieszkańca wynosi poniżej 90 proc. unijnej średniej. Takie rozwiązanie wykluczyłoby większość regionów we Francji i Niemczech.

Gdyby wprowadzono bardziej radykalne cięcie – o 30 proc. – z polityki spójności nie mogłyby korzystać także mniej rozwinięte regiony Włoch i Hiszpanii. W takim scenariuszu na fundusze spójności mogłyby liczyć wyłącznie kraje spełniające warunek dotyczący unijnej średniej, a więc kraje Europy Środkowej.

Trzeci scenariusz zakłada, że polityka spójności będzie dostępna – jak dotychczas – dla wszystkich regionów. Fundusze zostałyby „zamrożone” według cen z 2011 r., co oznaczałoby de facto ich zwiększenie o 15 proc. w stosunku do obecnej perspektywy finansowej 2014–2020.

Dziś trudno przewidywać, w którą stronę potoczą się negocjacje. Ważne są nie tylko sumy, lecz także kryteria przyznawania funduszy. Więc szacunki, ile stracimy, są w nowym budżecie bardzo różne.

Czarny scenariusz

Nawet gdyby Wielka Brytania nadal była w UE i tak w kolejnym budżecie środki dla Polski byłyby relatywnie mniejsze. To efekt rosnącego PKB i nadrabiania zaległości w rozwoju gospodarczym wobec innych krajów. Jak zwraca uwagę wiceminister Chorąży, w kolejnej perspektywie cztery lub nawet pięć polskich regionów przekroczy poziom 75 proc. unijnego PKB, co oznacza dla nich mniejszy udział w funduszach spójności. To Warszawa, która została wyodrębniona jako oddzielny region statystyczny, ale także województwa: dolnośląskie, wielkopolskie, pomorskie i śląskie. Jeśli do tego dojdą cięcia budżetu UE z powodu brexitu czy finansowania innych priorytetów, pieniądze dla Polski mogą się okazać sporo mniejsze.

– Gdyby cięcia odnieść wprost do propozycji Komisji, to przy obecnej wysokości naszych funduszy przy 10-proc. zmniejszeniu wydatków na spójność byłoby to ok. 8 mld euro dla nas mniej. Gdyby cięto fundusze o 20 proc., wówczas ubytek wyniósłby nawet 16 mld euro mniej. Żadnego scenariusza nie można wykluczyć – mówi europoseł PO Jan Olbracht. Te sumy zależą od kryteriów, jakie zostaną zastosowane do rozdziału funduszy. Od jednego ze źródeł unijnych usłyszeliśmy, że polski budżet może być niższy w kolejnej perspektywie o 20–30 mld euro. To olbrzymia suma, biorąc pod uwagę, że polskie korzyści w polityce spójności i wspólnej polityce rolnej to ponad 100 mld euro na całe siedem lat. Ubytek wyniósłby więc nawet 30 proc. Ale takich szacunków nie potwierdzają inne źródła. W tym źródła rządowe. Choć nie spotkaliśmy się jednocześnie z zaprzeczeniami. Możliwe, że to element rozgrywki negocjacyjnej, pozycjonowania różnych graczy i krzyżujących się interesów. Wydaje się jednak, że tak duże cięcia są wątpliwe i byłyby nie do zaakceptowania z powodów politycznych dla rządu.

Wariant optymistyczny

O wiele bardziej prawdopodobne jest, że cięcia będą mniejsze. Jak wynika z raportu Konferencji Peryferyjnych Regionów Nadmorskich Europy, jeśli zaakceptowane zostałyby obecne propozycje KE dotyczące cięć w polityce spójności po 2020 r., Polska straciłaby zaledwie 5 proc. dotacji. Konferencja zrzeszająca 160 regionów europejskich przedstawiła w raporcie symulacje, w jaki sposób rozważane przez KE warianty oszczędności wpłynęłyby na poszczególne kraje. Wynika z niego, że na cięciach najmniej straciłyby kraje Europy Środkowej. Zarówno w przypadku redukcji o 15 proc., jak i o 30 proc. dotacje dla Polski zmniejszyłyby się zaledwie o 5 proc. Podobnie wygląda sytuacja innych państw w regionie – Czechy i Słowacja straciłyby po 3 proc., Węgry i Rumunia – po 4 proc.

To niedużo w porównaniu z Niemcami (-94 proc. w obu wariantach cięć), Francją (-76 proc. przy redukcji o 15 proc., -91 proc. – o 30 proc.), Hiszpanią (-92 proc. przy redukcji o 15 proc., -98 proc. – o 30 proc.) czy Belgią (-85 proc. w obu wariantach). Wprowadzenie mniej radykalnego wariantu zakładającego zmniejszenie funduszy o 15 proc. wykluczałoby w praktyce z polityki spójności już większość regionów Niemiec i Hiszpanii oraz drastycznie ograniczyło możliwość korzystania ze wsparcia przez regiony we Francji i Belgii.

Niewykluczone, że kraje członkowskie postanowią podtrzymać finansowanie polityki spójności na dotychczasowym poziomie – co uwzględnia trzeci wariant proponowany przez Komisję. Ten optymistyczny scenariusz zakładałby de facto wzrost funduszy spójności o 15 proc. w stosunku do cen bieżących (bądź „zamrożenie” progów budżetowych według cen z 2011 r.). Można się jednak spodziewać, że taki scenariusz oznaczałby zmianę celów i warunków przyznawania funduszy, jak zapowiadane powiązanie wypłaty z unijnej kasy z przestrzeganiem zasad państwa prawa. – To, jak polityka będzie wyglądać po 2020 r., zależeć będzie od procesu negocjacji i pozycji poszczególnych państw członkowskich. Nasza w ostatnim czasie nie jest najmocniejsza – mówi DGP członek Komitetu Regionów i marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz.

>>> Czytaj też: Jak bardzo ekologiczna jest Polska? Oto, jak wypadamy na tle UE