Czy możliwe jest, aby polityk w wieku mocno emerytalnym, pamiętany bardziej z racji licznych gaf, skandali obyczajowych i kontrowersyjnych przyjaźni niż z powodu realnych osiągnięć, na dodatek skazany za malwersacje podatkowe i mający prawomocny zakaz pełnienia funkcji publicznych, wracał triumfalnie jako zbawca narodu? Tak – o ile jesteśmy we Włoszech. Oto na polityczną scenę wkracza z powrotem 81-letni Silvio Berlusconi.

No dobrze, powrót nie jest w pełni triumfalny. Według sondaży pierwsze miejsce w niedzielnych wyborach parlamentarnych zajmie antysystemowy Ruch Pięciu Gwiazd, drugie rządząca obecnie Partia Demokratyczna, zaś ugrupowanie Berlusconiego Forza Italia będzie dopiero trzecie. – Berlusconi wraca, trzeba jednak pamiętać o tym, że sondaże opinii publicznej dają Forza Italia ok. 18 proc. poparcia, czyli znacznie mniej, niż bywało w przeszłości. Tym niemniej gdy w listopadzie 2011 r. został zmuszony do odejścia, naprawdę wyglądało na to, że jego polityczne szczęście się skończyło, a teraz okazuje się, że ma szanse decydować o składzie koalicji – mówi DGP dr Nicola Chelotti, włoski politolog z Loughborough University London. A to dlatego, że dobry wynik osiągną też dwie partie prawicowe, więc prawdopodobnym scenariuszem jest koalicja pod przywództwem Forza Italia.

Berlusconi z racji obowiązującego jeszcze przez półtora roku wspomnianego zakazu nie stanie – przynajmniej na razie – po raz piąty na czele rządu i co najwyżej będzie mógł wskazać kandydata na premiera, a może nawet kierować nim z tylnego siedzenia. Ale biorąc pod uwagę, że do niedawna jego zajęciem – w ramach wyroku – była opieka nad chorymi na Alzheimera pensjonariuszami domu starców, to i tak nie ma powodu do narzekania. – Berlusconi ma 12 czy 13 żyć. On jest jak kot do kwadratu – powiedział niedawno Matteo Renzi, przywódca Partii Demokratycznej i były premier, który również chciałby powrócić na to stanowisko. I który jest prawie dwukrotnie młodszy od Berlusconiego.

Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej