Droga do stabilizacji wartości pieniądza – jednego z największych osiągnięć po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 r., wcale nie była prosta i oczywista. Polska gospodarka od dziesiątków lat podzielona była zaborami, a jej potencjał poważnie zniszczyła nie tylko I wojna światowa, ale także trwająca kilka dalszych lat wojna o granice, zwłaszcza na wschodzie kraju. Z chwilą odzyskania niepodległości w obiegu pieniężnym było co najmniej pięć szybko dewaluujących się walut – marki polskie, marki niemieckie, stare carskie ruble, porewolucyjne ruble radzieckie oraz austriackie korony.

Istniał już jednak zalążek przyszłego banku emisyjnego, założona jeszcze w czasie wojny i emitująca marki polskie Polska Krajowa Kasa Pożyczkowa. Stała się ona pierwszym – jak byśmy to dziś określili – bankiem centralnym – odrodzonej Rzeczpospolitej, a polska marka pierwszym polskim pieniądzem. Określenie może nieco na wyrost w sytuacji, gdy główną rolą PKKP było drukowanie papierowych pieniędzy bez pokrycia na rosnące zamówienia ministerstwa skarbu, ale ważne były pierwsze doświadczenia organizacyjne i budowanie własnych kadr bankowych.

Potrzeby finansowe państwa związane z dalszym prowadzeniem walk zbrojnych, a także z odbudową i scalaniem kraju były silniejsze niż konieczność stabilizacji pieniądza. Konsekwencją była rozkręcająca się inflacja i spadek wartości pieniądza. Tempo finansowego rozkładu dobrze obrazują dane zebrane w „Historii monetarnej” przez Grzegorza Wójtowicza, byłego prezesa NBP oraz Annę Wójtowicz.

W ciągu sześciu lat, od 1918 r. do marca 1924 r. dług polskiego skarbu wzrósł z 0,1 mld do 291 700 mld marek polskich. Obieg pieniężny, łącznie z walutami byłych państw zaborczych – tu widać tempo pracy PKKP – powiększył się z 9 mld do 596 244 mld marek polskich. Ceny

detaliczne, biorąc za punkt wyjścia poziom sprzed I wojny, wzrosły blisko 3,5 miliona razy. W tej sytuacji zachowanie wartości dawało jedynie posiadanie złota i walut obcych, chociaż też nie wszystkich, bo np. niemiecka marka równie szybko traciła na wartości. Miarą upadku marki polskiej był spadek jej wartości w stosunku do dolara. Kurs dolara wzrósł z 9 marek polskich w 1918 r. do 9,25 mln marek polskich w marcu 1924 r.

Krnąbrna inflacja

Z wagi uporządkowania skarbu państwa i stabilizacji wartości pieniądza jako podstawy budowy niepodległego państwa polskiego niewątpliwie najsilniej zdawał sobie sprawę Władysław Grabski, ekonomista i polityk zasiadający przed I wojną w Dumie rosyjskiej. Zajmował się w tym czasie m.in. wyliczeniami, które dowiodły, że to nie Cesarstwo Rosyjskie dopłacało do utrzymywania zabranych ziem polskich, ale Kongresówka dofinansowywała Rosję. Grabski trafił za swoje poglądy do carskiego więzienia, ale jego obliczenia przydały się przy bilansowaniu rozliczeń z Rosją Radziecką przy okazji zawierania traktatu pokojowego w Rydze w 1921 r.

Pierwszy plan stabilizacji finansów państwa Grabski przygotowywał już wiosną 1920 r. kiedy po raz pierwszy od zakończenia wojny (już wcześniej był ministrem skarbu w czasie rządów Rady Regencyjnej) został ministrem skarbu. Zakładał on redukcję budżetowych wydatków i wstrzymanie emitowania marek polskich za cele budżetowe. Zabezpieczeniem utrzymania ich wartości miała być przymusowa pożyczka wewnętrzna i pożyczka od Polaków w USA. Stabilizację skarbu przekreśliła eskalacja wojny polsko-bolszewickiej. Nowy wysiłek wojenny sfinansował podatek inflacyjny, jak zawsze najsilniejszy z podatków jakie mogą mieć w swoim orężu rządy znajdujące się w finansowej potrzebie.

Latem 1921 r., już po zakończeniu wojny z ZSRR Grabski, który nie był już wówczas w rządzie, przedstawił swój poselski projekt uzdrowienia jeszcze bardziej zdestabilizowanych finansów państwa. Oprócz wstrzymania emisji pustego pieniądza i redukcji budżetowych wydatków, w tym i zmniejszenia personelu urzędniczego, zakładał on także podniesienie podatków oraz pożyczkę wewnętrzną opartą na wartości dolara. Kolejnym rządom zabrakło jednak woli do koniecznych cięć budżetowych.

Przygotowania w cieniu kryzysu

Na początku 1923 r., pod wpływem rosnącej drożyzny powróciła idea stabilizacji skarbu. Jego uzdrowienie postawił sobie za cel prezydent RP Stanisław Wojciechowski. Na realizację radykalnego planu Grabskiego nadal jednak nie było dostatecznej woli politycznej, chociaż sam Grabski ponownie został ministrem skarbu w rządzie Władysława Sikorskiego i pozostał nim nadal w rządzie Wincentego Witosa. Grabski zlecił wówczas prof. Romanowi Rybarskiemu z Uniwersytetu Jagiellońskiego przygotowanie statutu przyszłego, powołanego rok później Banku Polskiego.

Już w lutym 1919 r. Sejm przyjął ustawę stwierdzającą, że przyszła instytucja emisyjna będzie nosiła nazwę Bank Polski i będzie emitował złote. Zamówiono druk banknotów w Szwajcarii. Dlatego na powyższym banknocie stoi 1919 r. a podpisała się dyrekcja wówczas nieistniejącego jeszcze Banku Polskiego. Banknoty te przez 5 lat leżały w skarbcu PKKP. Weszły do obiegu w 1924 r., po reformie Grabskiego. Źródło: https://www.nbportal.pl/wiedza/numizmatyka/historia-banknotow/historia-banknotow-w-polsce Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Centrum Pieniądza.

Inflacja tymczasem zaczęła gwałtownie przyspieszać. Jak podaje Jerzy Tomaszewski („Stabilizacja waluty w Polsce 1924 – 1925” KiW, 1961 r.) tempo wzrostu cen z 12,9 proc. miesięcznie w maju, wzrosło do 48,5 proc. w czerwcu i 51,0 proc. miesięcznie w lipcu 1923 r. Sejm ze strachu przed hiperinflacją uchwalił wprowadzenie podatku majątkowego, ale w proteście wobec braku zdecydowania rządu Grabski podał się do dymisji.

Wśród ekonomistów dominował wówczas pogląd, że skarbu nie da się ratować bez finansowego wsparcia z zagranicy. Takie były świeże doświadczenia walki z hiperinflacją w Austrii. Z hiperinflacją walczyły w tym czasie także Niemcy, ale niemiecki pomysł oparcia wartości nowych marek (rentenmarki) na hipotekach posiadłości ziemskich, przedsiębiorstw przemysłowych i handlowych oraz banków dopiero był wprowadzany w życie i trudno było ocenić czy okaże się skuteczny. W opanowaniu hiperinflacji w Niemczech także zresztą pomogły pożyczki z USA, a Austria zgodziła się na zarządzanie finansami kraju przez zewnętrznego komisarza.

W Polsce negocjacje w sprawie zagranicznych pożyczek szły jesienią 1923 r. jak po grudzie. Austrii i Niemcom było zdecydowanie łatwiej uzyskać finansowe wsparcie zagranicy niż Polsce. Hiperinflacja odstraszała pożyczkodawców. Ceną pomocy było także ryzyko – podobnie jak w przypadku Austrii – utraty przez kraj samodzielności finansowej. Uczestnicząca w pracach nad budżetem na 1924 r. misja brytyjskiego wiceministra skarbu Hiltona Younga radziła Polsce m.in. przyjęcie brytyjskich urzędników do kontroli realizacji budżetu.

Bez pomocy z zagranicy

Prezydent Wojciechowski zdecydował się na powołanie ponadpartyjnego rządu z premierem Władysławem Grabskim, który niezmiennie uważał, że Polska może uzdrowić skarb własnymi silami. Grabski nie miał zaufania do zagranicznych pożyczkodawców, a do Brytyjczyków w szczególności. Ich merytoryczne porady miały prowadzić także do głębokiego cięcia wydatków wojskowych, co było nie do przyjęcia ze względów politycznych, a także do przerzucenia kosztów oświaty z rządu na samorządy, co też było nierealne. Poza wszystkim Grabski obawiał się – o czym napisał w swoich wspomnieniach (Dwa lata u podstaw państwowości naszej – 1924-1925) – że celem misji Younga jest przede wszystkim chęć znalezienia pracy dla brytyjskich urzędników skarbowych, którzy właśnie ją stracili w opuszczanym przez Wielką Brytanię Egipcie. Brytyjczycy zostali odprawieni.

Rząd Grabskiego otrzymał w styczniu 1924 r. specjalne pełnomocnictwa do przeprowadzenia reformy skarbowej, ale nawet wówczas politycy sejmowi nie byli skorzy do udzielenia mu pełnego poparcia. Sejm udzielił pełnomocnictwa, ale jedynie na pół roku. Jak się później okazało przyspieszyło to przeprowadzenie reformy, która w swoim głównym zrębie została zrealizowana w cztery miesiące.

Plan Grabskiego przewidywał wstrzymanie finansowania wydatków rządowych przez PKKP, wprowadzenie uchwalonego już latem poprzedniego roku podatku majątkowego, który obejmował majątki o wartości powyżej ówczesnych 10 tysięcy złotych franków, a także podniesienie taryf przewozowych PKP, aby zapewnić ich samowystarczalność finansową, a w części walutowej utworzenie nowej instytucji emisyjnej – Banku Polskiego.

Przełomowym momentem – wspomina w „Dziesięcioleciu Polski Odrodzonej 1918 – 1928” Feliks Młynarski, wiceprezes Banku Polskiego – było zamknięcie 1 lutego 1924 r. kredytu skarbowego w instytucji emisyjnej, umożliwione energicznym ściąganiem zaliczki na podatek majątkowy. W krótkim czasie ściągnięte zostały dwie kolejne zaliczki, bez możliwości wcześniejszego ich potrącenia przed upływem roku.

Na skutek wprowadzanych zmian kurs marki polskiej ustabilizował się na poziomie 9,35 miliona marek za 1 dolara i kurs ten został przyjęty za punkt wyjścia reformy walutowej. Została ustanowiona nowa waluta – złoty – pod względem wartości równa 1 złotemu frankowi szwajcarskiemu.

Zadekretowana została konwersja marek polskich na złote na poziomie faktycznej stabilizacji, czyli 1,8 mln marek na 1 zł. Kurs dolara po przeprowadzeniu reformy wynosił 5,18 złotego.

Nowa konstrukcja finansowa

Zabezpieczeniem wartości złotego były niewielkie, ale rosnące zapasy złota, pochodzące po części z rozwiązania rezerw Banku Austro-Węgierskiego, nadchodzących już z Rosji spłat odszkodowań zagwarantowanych Traktatem Ryskim, po części z pożyczki pozyskanej z Włoch i z dobrowolnych ofiar polskiego społeczeństwa. Szybko ruszyły prace przy powołaniu nowej instytucji emisyjnej, której zgodnie ze statutem przygotowanym przez prof. Rybarskiego, nadano formę spółki akcyjnej.

Rozpoczęła się jednocześnie sięgająca 100 mln złotych subskrypcja akcji Banku Polskiego. Początkowo przebiegała ona nie bez oporów. Do brania w niej udziału nie byli chętni m.in. posiadacze ziemscy i majętni chłopi, płacący w tym samym czasie zaliczki podatku majątkowego. Chętniej wzięli udział w subskrypcji urzędnicy i wojskowi, ale – jak wspomina Władysław Grabski – „dopiero wtedy, gdy zdecydowałem się na przyjmowanie wpłat na akcje markami, a prócz tego zarządziłem, jako zachętę dla tych sfer, ażeby przyjmować zapisy na akcje na rozpłaty, przyczem niezapłaconą część zapisanych akcyj rząd miał sam wpłacić zaliczkowo na rachunek Banku Polskiego”.

Bardziej spontaniczna była reakcja społeczeństwa polskiego, zmęczonego latami inflacji. Ostatecznie subskrypcja akcji zakończyła się dużym sukcesem rządu Grabskiego. Właściciele przemysłowi nabyli 38,2 proc. akcji Banku Polskiego, banki – jak byśmy to dziś określili – komercyjne – 13,7 proc., urzędnicy i wojskowi – 12,7 proc., urzędnicy państwowi – 8 proc., resztę – miasta, gminy wiejskie, spółdzielnie, kasy komunalne oraz inne podmioty gospodarcze.

Rząd mógł ograniczyć swój udział w kapitale akcyjnym do 1 proc. Obieg nowego pieniądza został zabezpieczony – w 30 proc. zlotem i dewizami, a w 70 proc. wekslami, srebrem, monetami srebrnymi oraz zobowiązaniami skarbu państwa i prawem emisji bilonu.

Nie bez zgrzytów odbyło się przy powołaniu władz Banku Polskiego. Pierwszym prezesem został senator, a wcześniej minister skarbu Stanisław Karpiński, który wspierał Grabskiego przy podjęciu reformy skarbowej. Kryzysowym momentem było powołanie Rady Banku. Grabski chciał, aby wysokie kompetencje reprezentowała sobą również Rada. Jak wspominał: „W mojem rozumieniu Bank Polski powinien był być placówką służącą najwyżej pojętym interesom Państwa. Gdy widziałem, że zorganizowane sfery gospodarcze chcą z Banku zrobić sobie powolne narzędzie wpływów i rywalizacji oraz ambicji grup i zawodów, zdecydowałem się pójść do walki z tą grą, świadom będąc, że mnie to drogo będzie kosztowało. Od tego bowiem czasu miałem przeciwko sobie usposobienie miarodajnych sfer ziemiańskich”.

Grabski wygrał ten spór, ale w późniejszych miesiącach dochodziło do kontrowersji pomiędzy nim a Bankiem Polskim. Grabski chciał dalszych interwencji Banku na rzecz utrzymania kursu złotego, czemu Karpiński się sprzeciwił. W efekcie w listopadzie 1925 r. premier Grabski podał się do dymisji.

Inauguracja Banku Polskiego

28 kwietnia 1924 r. nastąpiła inauguracja działania Banku Polskiego. Do obiegu wprowadzone zostały nowe banknoty Banku Polskiego o nominałach 1, 2, 5, 10, 20, 50, 100 i 500 złotych. Monety srebrne, a właściwie z domieszką srebra, były bite w nominałach 1, 2 i 5 złotych. Monety groszowe – od 1 do 50 groszy wyrabiano z brązu i niklu.

Reforma skarbowa i walutowa została przeprowadzona, ale proces pieniężnej i budżetowej stabilizacji trwał w rzeczywistości znacznie dłużej.

Szybko zduszona inflacja, zgodnie zresztą z przypuszczeniami Grabskiego, spowodowała poinflacyjną recesję w gospodarce. Obawiali się tego przedsiębiorcy chcąc mieć większy wpływ na obsadę władz Banku Polskiego. Produkcja spadła o kilkanaście procent, co wedle dzisiejszych osądów, uznane byłoby pewnie za niedopuszczalny kryzys. Na dodatek katastrofalna pogoda w 1924 r. spowodowała spadek zbiorów w rolnictwie i potrzebę importu rolnego. Na początku zaś 1925 r. wybuchła wojna celna z Niemcami, powodująca m.in. gwałtowny spadek eksportu węgla, głównego źródła dewiz polskiej gospodarki.

Po recesji przyszła więc znowu inflacja, ale już nie tak gwałtowna jak przed reformą Grabskiego. Pełniejsza stabilizacja i ożywienie gospodarcze nadeszło dopiero w 1926 r., tuż przed przewrotem majowym. Nowa ekipa rządząca nie zmieniła polityki skarbowej i pieniężnej wprowadzonej przez Grabskiego. Budżet państwa został zrównoważony, a nawet osiągał finansową nadwyżkę.

Formalnym zakończeniem procesu stabilizacji polskiego pieniądza było podpisanie 13 października 1927 r. przez prezydenta Ignacego Mościckiego rozporządzenia ustanawiającego parytet wymiany na poziomie: 1 dolar za 8,91 złotego.

Autor:  Krzysztof Bień, Departament Analiz Ekonomicznych NBP.