Jednak od lata złoty spadł wobec euro o 40 proc., a Bocheński tylko w styczniu stracił 350 tys. zł. Teraz przedsiębiorca spiera się z BRE Bankiem, który należy do niemieckiego Commerzbanku, w sprawie dodatkowych kontraktów walutowych, niezbędnych mu do zabezpieczenia eksportu. “Nie rozpaczam, jestem w stanie pokryć straty” – mówi

Nie wszystkie firmy miały tyle szczęścia. Kilka już musiało ogłosić bankructwo, a Komisja Nadzoru Finansowego, polski regulator finansowego rynku, ocenia, że straty na opcjach mogą dojść do 15 miliardów złotych, czyli około 20 proc. zysków firm w 2009 roku. Piętrzące się problemy z opcjami walutowymi są tylko jedną z oznak trudności, wobec których znalazły się banki w Europie Środkowej w wyniku nagłego spadku wartości lokalnych walut w stosunku do dolara, euro i szwajcarskiego franka.

W swoim ostatnim raporcie agencja ratingowa Moody’s stwierdziła, że spadek wartości lokalnych walut stanowi znaczne ryzyko dla banków regionu, przyspieszając pogorszenie się jakości ich aktywów oraz podcinając podstawowe źródło finansowania, gdyby klienci banków uciekli ze swymi oszczędnościami od walut regionu. Uderzyłoby to również we współczynnik wypłacalności (capital adequacy ratios) tych banków.

Ta prognoza zaczęła się spełniać. Śledzenie gwałtownych skoków złotego wobec bardziej stabilnych walut stało się narodową obsesją. Czerwone wykresy zagościły na pierwszych stronach gazet, wyzierają z ekranów telewizorów. To również nieodzowny temat rozmów przy obiedzie.

Prawie 70 proc. kredytów hipotecznych w Polsce jest zawieranych w walutach obcych, głównie w szwajcarskim franku. Nic też dziwnego, że wielu kredytobiorców zaczyna odczuwać stres. „Moje raty już są wyższe, ale staram się pamiętać, że wziąłem kredyt na wiele lat. Mam więc nadzieję, że to problem krótkotrwały” - mówi Wojciech Heydel, który sam jest brokerem kredytów hipotecznych w Warszawie.

Banki jak dotąd nie sygnalizują dramatycznego pogorszenia się sytuacji z kredytami hipotecznymi. W Polsce przeterminowane pożyczki (non-performing loans – NPL) stanowią 4,5 proc. udzielanych kredytów, czyli nieco mniej niż w pierwszym półroczu, podczas gdy w Czechach wynoszą 3,5 proc. Zwiększają się jednak problemy ze spłatą kredytów przez firmy. Istnieją także uzasadnione obawy, że jeśli złoty i węgierski forint pozostaną na obecnym poziomie, albo dalej będą tracić na wartości, wówczas wspomniana statystyka przybierze złowrogie rozmiary.

„Zadłużenie gospodarstw domowych na Węgrzech i w Polsce znacznie się zwiększyło. Jeśli bezrobocie wzrośnie, ludzie będą mieli ogromne problemy ze spłatą swoich kredytów” – twierdzi Jiri Stanik, analityk z domu maklerskiego Wood & Co. w Pradze.

Spadające waluty mają wpływ na współczynnik wypłacalności banków (CAR). W Polsce wskaźnik ten dla całego sektora bankowego obniżył się z 11,5 proc. pod koniec trzeciego kwartału do 10,8 proc. na koniec zeszłego roku. Efekt słabnącego złotego jest tak mocny, że portfel kredytowy polskich banków wzrósł w ostatnim kwartale roku o 40 miliardów złotych, tylko z powodu deprecjacji waluty.

„Tak gwałtowne zmiany waluty zwiększają ryzyko dla klientów i systemu bankowego” – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich. Polski rząd właśnie pracuje na systemem pomocy dla spółek, które mają problemy z opcjami.

W regionie kwestie te przybierają bardzo różne oblicze. Polska ma więc problemy z opcjami oraz kredytami hipotecznymi w obcych walutach, ale zarazem posiada jedną z najbardziej zdrowych gospodarek w Europie Środkowej. W Czechach prawie nie występuje problem kredytów walutowych, ale kraj ten za to ma bardzo otwartą gospodarkę, która jest teraz dziesiątkowana przez recesję w Niemczech. Węgry z kolei mają zarówno wiele kredytów w walutach obcych, jak i krach narodowej gospodarki

Tłum. T.B.