Czy musi to oznaczać podwyżkę naszych gazowych rachunków, czego obawia się branża chemiczna? Niekoniecznie. Wiele zależy od tego, jak skonstruowana zostanie nowa taryfa na to paliwo. Urząd Regulacji Energetyki będzie musiał dostosować ją do przyszłych, znacznie bardziej zróżnicowanych warunków rynkowych. Dziś taryfa uwzględnia przede wszystkim gaz z długoterminowych kontraktów oraz z wydobycia krajowego. Cena tego pierwszego skorelowana jest z ceną ropy naftowej i opiera się na 9-miesięcznej formule.

Na zmiany notowań reaguje więc ze sporym opóźnieniem. Gaz z polskich złóż jest z kolei najtańszy. Za kilka lat dojdzie do tego jednak LNG w kontraktach terminowych, którego cena ustalana jest na podstawie 3-miesięcznej formuły cenowej (szybciej reaguje na zmiany notowań ropy) oraz w kontraktach doraźnych (cena gazu wyceniana w dniu dostawy, zazwyczaj stosunkowo niska). Trudno będzie wskazać w tym miksie, który gaz będzie droższy, a który tańszy. Relacje te będą bowiem zmienne w czasie. Po uruchomieniu dostaw LNG poprzez gazoport URE nie będzie już mogło ustalić ceny raz na 12 miesięcy.