Co ciekawe rozszerzający się z każdym dniem krąg osób czy firm zaniepokojonych obecną sytuacją rynkową ujmuje również tak szanowane instytucje jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Podobnie oficjele z Azji podnoszą głosy, że na ich rynki płynie gorący kapitał z USA szukający szybki zysków. W 1998 roku podobne rzeczy robiono na jenie i zobaczyliśmy Kryzys Azjatycki. Dzisiaj walutą finansującą spekulacyjną aktywność jest amerykański dolar – waluta rezerwowa świata…

Brzmi groźnie, podobnie zresztą jak dzisiejsze zachowanie indeksów, które od samego początku sesji nie odznaczało się siłą. Wczorajsza sesja za oceanem zakończyła się utrzymaniem poziomu 1100 punktów, ale dzisiaj otwarcie na Wall Street było niezmiernie słabe i doprowadziło do spadku indeksu S&P500 poniżej wspomnianego newralgicznego poziomu. WIG20 zanurkował więc i to pomimo budowanego wcześniej odbicia po lepszych od oczekiwań danych o produkcji przemysłowej w naszym kraju.

Pierwsze skrzypce na rynku już kolejny dzień grała technika, gdyż dane nie wymuszały sprzedaży. Cotygodniowa ilość wniosków o zasiłek dla bezrobotnych była zgodna z prognozami, a indeks Fed z Filadelfii nawet zaskoczył pozytywnie. Jednak byki nie mogąc w ostatnich dniach poprowadzić rynku na północ, dzisiaj sobie po prostu odpuściły trud utrzymywania nie przynoszących zysków pozycji.

Na rynku walutowym złoty zgodnie już z tradycją tracił. Wzrost awersji do ryzyka szkodzi naszej walucie, a spadek eurodolara był dodatkowym argumentem by pozbywać się złotego. Trend boczny trwa więc na tym rynku w najlepsze.