Rynek pracy daje zielone światło do wzrostów

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 grudnia 2009, 17:12
Dzisiejszą sesję można podzielić na dwie części: tą sprzed i po publikacji raportu z amerykańskiego rynku pracy. Do godziny 14.30 panował marazm, a po niej byki przejęły pałeczkę do gry.

Już od jakiegoś czasu strona popytowa szukała impulsu do mocniejszej zwyżki. Wciąż przeszkadzał poziom 2400 punktów, którego przebić na trwałe się nie dało. Wczorajsza próba okazała się nieudana, gdyż gorsze dane doprowadziły do spadków w ostatnich minutach sesji. Dzisiaj pierwsza część notowań przebiegała w typowym dla ostatnich dni spokojnym tonie. Zmiana nadeszła z chwilą publikacji amerykańskich danych z rynku pracy. Okazało się bowiem, że gospodarka Stanów Zjednoczonych straciła w listopadzie jedynie 11 tys. miejsc pracy, a stopa bezrobocia spadła do 10 proc.

Bardzo dobre dane były długo oczekiwanym impulsem dla byków, które mogłyby kontynuować swój marsz na północ. Wciąż bowiem mamy do czynienia z średnioterminowym trendem wzrostowym i kolejnym zwyżkom można przypisać większe prawdopodobieństwo niż spadkom. Dzisiaj mamy tego kolejny dowód w postaci nowych maksimów tegorocznych wzrostów. Krótkoterminowym problemem będzie poziom 2500 punków, który z marszu pokonany nie będzie. Zresztą czarnym koniem obecnej sytuacji może się okazać zachowanie głównych banków centralnych na świecie. ECB już powoli naciska pedał hamulca dla swych bodźców monetarnych, a Fed jak na razie rozpoczął testy swojego hamulca.

Owe działania banków centralnych widać w zachowaniu ceny akcji, która nie wzrasta już tak dynamicznie jak w pierwszej połowie roku. Gdy tylko osiągnięty zostanie punkt krytyczny to mniejsza płynność doprowadzi do spadków na rynkach. Jak na razie to pieśń przyszłości, ale warto o tym pamiętać i w związku z tym z odpowiednią rezerwą podchodzić do obecnych wzrostów.

Na rynku walutowym mieliśmy do czynienia z arcyciekawą sytuacją. Publikacja danych doprowadziła bowiem do umocnienia się dolara, co jest sprzeczne z dotychczasowo obserwowaną korelacją: lepsze dane – słabszy dolar. Wydaje się więc, iż poziom 1,50 będzie barierą niezwykle trudną do przejścia, ale jak widać po dzisiejszym zachowaniu złotego nie musi to wcale oznaczać gorszych czasów dla naszej waluty. Złoty bowiem podobnie jak giełda ustanawia swoje nowe minima. Teraz warto obserwować czy wybicie z konsolidacji kursu EUR/PLN nie okaże się pułapką.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj