Zmniejszyło się finansowanie firm przez banki, to dla miejskich i gminnych kas płynie strumień kredytów – w ciągu roku wartość udzielonych samorządom pożyczek wzrosła o ponad 40 proc. – Z jednej strony zmalał popyt inwestycyjny korporacji, a z drugiej samorządy bardzo dużo inwestują – mówi Marcin Grabiszewski, dyrektor Biura Sektora Publicznego w Citibanku Handlowym.

– Popyt na finansowanie ze strony samorządów jest i będzie ogromny – wystarczy wspomnieć warte kilkadziesiąt miliardów euro inwestycje realizowane w ramach perspektywy finansowej UE 2007–2013 plus te związane z organizacją Euro 2012, która też determinuje szybkość realizacji inwestycji – mówi Dariusz Kacprzyk, dyrektor Departamentu Współpracy z Korporacjami w BRE Banku. Jego zdaniem firmy będą musiały konkurować o pieniądze z samorządami.

Dla banków ważne jest także to, że kredyty dla samorządów cechują się o wiele niższym ryzykiem. – Kredyty dla samorządów są uznawane za względnie bezpieczniejsze niż dla firm, i w mniejszym stopniu obciążają kapitał. W przypadku kredytu dla firm na 100 zł pożyczki bank musi mieć pokrycie w kapitale na poziomie 8–10 zł, a w przypadku gminy potrzeba pięciokrotnie mniej – mówi Dariusz Kacprzyk. W uproszczeniu oznacza to, że zamiast jednego kredytu dla firm, można udzielić czterech pożyczek dla samorządów.

Marże w górę

Oprócz mniejszych wymogów kapitałowych niebagatelne znaczenie ma także fakt, że marże kredytowe w przypadku samorządów wzrosły kilkakrotnie wskutek kryzysu, w ślad za rosnącym kosztem pieniądza na rynku międzybankowym. Przed kryzysem marże kredytowe oscylowały wokół kilkudziesięciu punktów bazowych, latem zeszłego roku wzrosły do ponad 200 punktów bazowych, a w niektórych przypadkach przekroczyły nawet 300 punktów. – Wskutek kryzysu nieco się urynkowiły i zbliżają się do marż proponowanych przedsiębiorstwom – przyznaje Hanna Hawlik, odpowiedzialna za kontakty z samorządami w ING Banku.

Takie zbliżenie się marż oznacza, że zwrot z kapitału (jako że pożyczki dla samorządów są mniej kapitałochłonne) przy kredytach dla gmin czy miast jest 4-krotnie wyższy niż w przypadku finansowania przedsiębiorstw.

Konkurencja rośnie

Choć bankowcy twierdzą, że trudno mówić o jakimś nagłym zwrocie ku samorządom, to jednak wiele instytucji wzmogło aktywność, np. przy ubieganiu się o finansowanie miast. Na przykład w listopadowym przetargu na kredyt o wartości prawie 40 mln zł dla Poznania wzięło udział sześć banków, co nie zdarza się zbyt często. Marże wahały się od 1,09 proc. do 1,40 proc. Różnica w cenie kredytu między ofertą najniższą a najwyższą to prawie 700 tys. zł.

– Cena kredytu jest ustalana bardzo indywidualnie i zależy od wielu czynników, głównie od oceny zdolności kredytowej, ale też m.in. od tego, jakie są nasze relacje z danym samorządem – czy jesteśmy głównym bankiem obsługującym budżet, oraz od historii współpracy, czy już udzielaliśmy tam kredytów – mówi Hanna Hawlik. – Konkurencja wszędzie jest duża, czy to w przetargach na finansowanie dla małych miast, czy też dla dużych. O kredyty dla małych miast starają się np. banki spółdzielcze – dodaje Marcin Grabiszewski. Tak było np. w przypadku kredytu dla Stalowej Woli o wartości 14 mln zł, w którym oprócz banków powszechnych wziął udział tamtejszy bank spółdzielczy. Natomiast w dużych miastach swoistą konkurencję stanowią międzynarodowe instytucje finansowe, takie jak Europejski Bank Inwestycyjny, który w zeszłym roku pożyczył polskim samorządom równowartość ok. 1 mld euro.

Warszawa za duża dla banków

Jak mówi Dariusz Kacprzyk, potrzeby polskiego sektora samorządowego są o wiele większe niż możliwości tutejszych banków. – Wystarczy spojrzeć na potrzeby Warszawy i jej spółek komunalnych – prawdopodobnie cały polski system bankowy okazałby się za mały, by zapewnić finansowanie na planowane przez najbliższe lata inwestycje – w grę wchodzi kilkanaście miliardów złotych. A to jest tylko jedno miasto – mówi dyrektor Departamentu Współpracy z Korporacjami w BRE Banku.

Ale rozwój kredytowania samorządów przez banki nie jest pozbawiony przeszkód. Według regulacji prawnych zadłużenie samorządów nie może przekraczać 60 proc. dochodów, a obsługa zadłużenia – 15 proc. Ograniczenia istnieją także po stronie banków, które muszą, oprócz kapitałów, mieć odpowiednie finansowanie w postaci depozytów.