Tiffany, Richemont i Burberry poinformowały o wzroście sprzedaży w drugiej połowie ubiegłego roku. Trend ten przyspieszył w grudniu.

W zeszłym tygodniu przyszedł czas na Swatcha, największego na świecie producenta zegarków, który wpisał się w optymistyczny nastrój. Stwierdził, że w drugiej połowie roku wyraźnie wzrosła sprzedaż, a grudzień był wręcz fenomenalny. Szwajcarska grupa pospieszyła też z zapewnieniami, że perspektywy są więcej niż obiecujące, a będą jeszcze lepsze, jeżeli ożywienie w światowej gospodarce się utrzyma.

To szczególnie dobra wiadomość dla szwajcarskich producentów zegarków, którzy przeżyli najostrzejszy kryzys od prawie dwóch dekad. W 2009 roku eksport spadł o prawie 25 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Ostatnie wyniki kwartalne wiodących producentów dóbr luksusowych są oczywiście wypaczone przez wygodne porównania z fatalnym kwartałem sprzed roku, kiedy to cała branża, podobnie jak inne sektory gospodarki, boleśnie odczuła wybuch globalnego kryzysu kredytowego. Jednak analitycy sektorowi dostrzegają coraz więcej dowodów na to, że nie tylko producenci dóbr luksusowych najgorsze mają już za sobą, ale również ich odrodzenie nabiera tempa. Jeżeli sądzić po odbiciu cen akcji kilku notowanych na giełdach producentów jachtów, to także w tym segmencie następuje ożywienie. W ubiegłym roku branża ta zanotowała 40-proc. spadek sprzedaży w porównaniu z 2008 rokiem.

Wciąż silny popyt ze strony rynków wschodzących w Azji, ze szczególnym uwzględnieniem Chin, napędzany przez rosnącą klasę średnią w tych krajach, najwyraźniej pomógł branży przejść przez globalny kryzys stosunkowo suchą stopą. Analitycy jednak ze szczególnym optymizmem patrzą na wyraźne odbicie na dojrzałych rynkach, szczególnie na Amerykę. Tak z pewnością jest w przypadku Richemonta i jego flagowej marki jubilerskiej, Cartiera, a także amerykańskiej firmy jubilerskiej Tiffany.

Odrodzenie popytu w USA odbywa się mimo słabego dolara. Jednak słabość amerykańskiej waluty – i kampania przeciwko wygórowanym premiom dla bankierów z Wall Street – wydają się z nadwyżką zrównoważone przez giełdową hossę, która może skłonić amerykańskich konsumentów do poluzowania pasa.

Wszyscy producenci dóbr luksusowych spodziewają się dalszego dynamicznego wzrostu popytu w Azji i w Chinach, ale liczą również, że dwucyfrowy rozwój w regionie Azji i Pacyfiku wesprze odbicie na dojrzałych rynkach. Luca Solca, analityk z Sanford Bernstein, oczekuje, że jeżeli tak się stanie, to globalny popyt w tym roku będzie wyższy o 5–7 proc. w porównaniu z ubiegłym.