Otoczenie prezydenta nie kryje swojej krytycznej oceny polityki rządu Donalda Tuska. Ale podobną ocenę coraz częściej prezentowali także ekonomiści. Gdy rząd przedstawił plan konsolidacji i rozwoju, mówili, że to krok w dobrym kierunku, ale mało radykalny i zawierający mało konkretów. – Mam problem braku naprawy sytuacji finansów publicznych, a rząd odkłada rozwiązanie na po wyborach – mówił nam wczoraj ekonomiczny doradca prezydenta Ryszard Bugaj.

Cztery pomysły Rostowskiego

Ale nie wiedział jeszcze wówczas, że minister finansów Jacek Rostowski nie przyjdzie do Pałacu Prezydenckiego tylko po to, by wysłuchiwać opinii na temat zamiarów rządu. – Prezydent niepokoi się o stan finansów, więc minister chce powiedzieć: sprawdzam – mówi nasz rozmówca z resortu finansów. Jak ustaliliśmy, Rostowski chce dzisiaj wymusić od prezydenta konkretne deklaracje, czy byłby skłonny podpisać ustawy zawierające konkretne rozwiązania.

Na pierwszy ogień mają iść te, które jednocześnie dadzą duże korzyści finansom publicznym i są najlepiej dopracowane. Projekty ustaw o emeryturach mundurowych i rentach kapitałowych, nad którymi kończą prace MSWiA i resort pracy, przyniosą wymierne korzyści dopiero za kilka lub kilkanaście lat. Obie są dokończeniem reformy systemu emerytalno-rentowego.

Największe korzyści w najbliższych latach mają przynieść dwa inne rozwiązania, które proponuje resort finansów. Ministerstwo kończy prace nad założeniami ustawy o stabilności finansowej, która wprowadzi reguły wydawania publicznych pieniędzy – najpierw wydatkową, a później budżetową. Ma to zmniejszyć dług publiczny, doprowadzić polskie finanse do sytuacji, w której realne będzie przyjęcie unijnej waluty w 2015 r. Choć wprowadzenie tych zmian ustawą nie jest konieczne, Jacek Rostowski chce to zrobić, by następcom trudniej było od nich odejść.

Prezydent będzie winny?

– Skoro prezydent się troszczy o finanse, niech powie, czy się zgadza. To istotne, bo jeśli ustawa zostanie przygotowana, a nie wejdzie w życie, reakcja rynków finansowych będzie negatywna – usłyszeliśmy w resorcie finansów. Współpracownicy Lecha Kaczyńskiego spodziewają się jednak, że taką strategię przygotował rząd. – Będą stawiać prezydenta pod ścianą, że jeśli nie podpisze ustawy, broniąc swojego elektoratu, wywoła katastrofę finansową – mówi Bugaj.