ROZMOWA

DANIEL RUPIŃSKI:

W minionym roku w ramach Komitetu Ochrony Praw przy Ministrze Sportu i Turystyki trwały prace nad projektem ustawy dotyczącej ochrony własności intelektualnej, bardzo ważnej dla organizacji Euro 2012. Co się teraz z nią dzieje?

TOMASZ ZAHORSKI*:

Projekt został przedłożony ministrowi sportu z rekomendacją skierowania go na ścieżkę legislacyjną. Zakłada, że jeżeli w Polsce odbywać się będzie jakieś ważne, duże wydarzenie sportowe mogące przysporzyć nam ogólnych korzyści to jej organizatorowi gwarantuje się czasową, zwiększoną ochronę określonych praw. Znaki i oznaczenia, którymi posługuje się taki organizator, a które nie mają zdolności rejestracyjnej, będą również chronione. To jest pomysł w Polsce nowy, ale stosowany powszechnie za granicą. Nie odkrywamy koła na nowo. Podobne rozwiązania obecne są już na Zachodzie. W naszym przypadku istotne jest to, że nie tylko UEFA będzie chroniła swoje marki, ale takie same możliwości będą mieli organizatorzy kolejnych ważnych wydarzeń sportowych. Będzie to jeden z elementów swojego rodzaju dziedzictwo EURO 2012 w Polsce.

Czy gdyby nie Euro 2012, taki projekt by powstał?

Te kwestie i tak, prędzej czy później, trzeba było uregulować. Ale faktem jest, że praca nad tą ustawą to efekt gwarancji, jakie złożyły polskie ministerstwa i urzędy w fazie kandydackiej do Euro 2012 w latach 2005 – 2007. Wszystkie państwa, które brały udział w tym procesie, musiały takie gwarancje złożyć. Duża część tych gwarancji dotyczyła nie tylko szeroko pojętej własności intelektualnej, ale także np. zapobieganiu marketingowi pasożytniczemu.

Czyli tzw. ambush marketingu, na punkcie którego UEFA jest wyczulona?

Tak, ale również np. definicji publicznego oglądania wydarzeń sportowych, czyli określenia, kiedy mamy z takim czymś do czynienia i kiedy na to musi wyrazić zgodę organizator – w tym przypadku UEFA. Wszystkie te sprawy wymagały uregulowania. Pamiętajmy, że w przyszłości nie tylko UEFA będzie z takich przepisów korzystać. W Polsce może zostać zorganizowanych jeszcze dużo podobnych imprez. Na przykład w 2014 r. gościmy mistrzostwa świata siatkarzy. I każdy organizator będzie miał takie same oczekiwania – czy to UEFA, czy FIFA, czy też MKOl. Nie tworzymy tego tylko i wyłącznie na Euro 2012. Ustawa ma między innymi służyć przyciąganiu ważnych wydarzeń imprez sportowych do Polski.

Czy to nie jest trochę tak, że prywatna organizacja o charakterze komercyjnym, jaką jest UEFA, ma wpływ na ustawodawstwo w Polsce?

UEFA nie miała żadnego wpływu na treść tych regulacji. A to że przedstawia takie, a nie inne oczekiwania? Taka jest praktyka międzynarodowa. Wszystkie kraje kandydackie dały konkretne gwarancje. Podobne ustawy były i są tworzone przy okazji olimpiad czy mistrzostw świata. Nie działamy pod wpływem organizacji zewnętrznych – działamy w konstruktywnej i efektywnej współpracy z nimi. To tak samo jakbyśmy powiedzieli, że UEFA kazała nam wybudować stadiony albo drogi – i dlaczego mielibyśmy to robić pod czyimś wpływem. Wszystkie te projekty oznaczają wymierne korzyści dla Polski. Ustawa, jak każdy akt tej rangi, trafi do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Przejdzie cały proces legislacyjny.

Coś jednak ograniczamy, skoro podczas Euro 2008 kibice nie mogli wejść na stadion w koszulkach z logo Heinekena, ponieważ sponsorem turnieju był Carlsberg. A w okolicach stadionu można było kupić piwo tylko jednej marki.

UEFA promuje teraz hasło „Respect”. Odnosi się to oczywiście do kwestii sportowych, czyli powiedzmy „szanuj rywala na boisku”, ale to samo można stwierdzić w kontekście działalności gospodarczej – szanuj konkurenta w biznesie. Uważam, że byłoby źle, gdyby sponsor, który płaci na przykład 20 mln euro za możliwość reklamowania się w kontekście turnieju i de facto współfinansuje to wydarzenie, miał tracić pieniądze na rzecz pana X, który w jakiś sposób chce się z Euro kojarzyć i rozdaje fanom swoje koszulki. Muszą być jasne zasady.

Czy w projekcie ustawy jest to, czego oczekuje UEFA – czyli wyłączność na powierzchnie reklamowe w konkretnej odległości od stadionu?

Projekt tworzy czyste strefy, tzw. strefy WWS, „ważnego wydarzenia sportowego”. Organizator składa wniosek, aby teren wokół stadionu, na przykład w promieniu 500 metrów, był taką czystą strefą. Minister sportu, po uzgodnieniu z miastem, wydaje decyzję. Jeśli się zgodzi, to w takiej strefie nie może być innych reklam niż oficjalnego sponsora turnieju. Mistrzostwa Europy trwają trzy tygodnie. I w ciągu tego czasu niektórzy będą próbować stanąć na głowie, stosować najbardziej wyrafinowane marketingowo metody, aby coś z tego Euro uszczknąć. Firmy zatrudniają sztaby wykwalifikowanych ludzi, którzy specjalizują się w ambush marketingu. Przykładów jest wiele. Choćby balony latające nad stadionem.

Przestrzeń powietrzna też będzie zastrzeżona dla sponsorów?

Mówimy o wszelkich działaniach, które w jakiś sposób nawiązują do turnieju. Lot takiego balonu nad stadionem jak najbardziej by pod to podchodził.

Zdarzają się już przypadki naruszenia praw Euro 2012?

Owszem, i to dosyć często. Już sama nazwa „Euro 2012” jest zastrzeżonym znakiem. Każdy przedsiębiorca, który go bez pozwolenia użyje, np. w reklamie, łamie prawo. Informujemy o tym i ostrzegamy, bo nie chcemy, aby polskie firmy były wzywane do sądów. Raczej działamy prewencyjnie, współpracujemy w tym zakresie z UEFA. Informacje o nieprawidłowościach na polskim gruncie trafiają do mnie, a ja je przesyłam do UEFA. Wspólnie decydujemy, czy UEFA będzie kierowała mocniejsze wystąpienie przez swojego rzecznika patentowego, czy też ja w formie bardziej przyjaznej wysyłam pismo z upomnieniem, że coś jest nie tak, i z informacją, jak powinno być według prawa.

W PL.2012 jest jakaś specjalna komórka do ścigania tych, którzy kradną własność intelektualną UEFA?

Nie pełnimy funkcji policyjnej, tylko zarządczo–koordynacyjną oraz kontrolną. Prowadzimy oczywiście monitoring, ale w ramach naszych możliwości. Dostajemy zgłoszenia m.in. z miast gospodarzy Euro 2012 i od innych podmiotów, prowadzimy odpowiednią bazę danych. Jednak na większą skalę w tym zakresie działa UEFA. Takie są ich prawa.

Logo Euro 2012 jest popularne wśród oszustów?

Samo logo chyba jeszcze nie. Znam jeden przypadek dotyczący produkcji koszulek, na których użyto częściowo logo z Euro 2008 w połączeniu z elementami polskimi. Często za to dochodzi do tworzenia jakichś nowych elementów graficznych z użyciem nazwy „Euro 2012” i stosowania oznaczeń związanych z Euro 2012 w reklamie.

Jest dużo chętnych na wykupienie licencji?

Dostajemy masę zapytań od najróżniejszych przedsiębiorców. Czasami dotyczą bardzo nietypowych produktów. Na przykład lamp parafinowych i innych przedziwnych rzeczy. Jednak trochę to trwa, zanim UEFA da odpowiedź, ponieważ cały czas kalkuluje i czeka, aż skończy się zamieszanie marketingowe wokół mundialu w RPA.

Pozyskanie takiej licencji wiąże się z dużym kosztem?

Nie ma jeszcze ustalonych kwot, ale warto, aby najpierw każdy sobie wszystko dokładnie przeliczył. Łatwo jest wyprodukować tysiąc koszulek, a potem ich nie sprzedać. I uiścić sporą opłatę licencyjną. W Wiedniu podczas Euro 2008 były stoiska z pamiątkami, ale nie wszystkie były oblegane. To pokazuje, że na Euro nie każdy może zarobić. To nie jest samograj.

Co z nielegalnymi transmisjami meczów w internecie?

Internet żyje własnym życiem, ale już można zauważyć, że z YouTube znikają skróty meczów Ligi Mistrzów. Także nielegalnych transmisji będzie coraz mniej. Na pewno podczas mistrzostw Europy bardzo niewielu osobom uda się obejrzeć w ten sposób jakiś mecz. To jednak bardzo skomplikowana pod względem prawnym sprawa. W sieci nie tylko z tym UEFA ma problem. Również z używaniem w nazwach domen wyrażenia „Euro 2012”. Jednak temat jest monitorowany i w przypadku szczególnych naruszeń podejmowane są działania.

Jak wygląda kwestia świadomości?

Jednym z wyznaczników nowoczesności Polski powinno być przestrzeganie praw własności intelektualnej. Przy różnych okazjach słyszeliśmy pochwały ze strony UEFA. Nasi partnerzy są zadowoleni. Przy okazji coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, jak ważne są te zagadnienia i jakie nam wszystkim mogą przynieść korzyści. Za kilka lat nikt nie będzie pamiętał, że na miejscu Stadionu Narodowego istniał kiedyś Jarmark Europa.

* Tomasz Zahorski, członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Sportowego, spółka PL.2012