Faktyczne koszty mogą być jeszcze wyższe. To efekt braku magazynów należących do państwa, w których Agencja Rezerw Materiałowych mogłaby trzymać paliwo odkupione od przedsiębiorców.

ARM przechowuje obecnie część zapasów państwowych w zbiornikach należących do spółek Skarbu Państwa – u Operatora Logistycznego Paliw Płynnych i w Przedsiębiorstwie Eksploatacji Rurociągów Naftowych. Gdy – po wejściu w życie nowej ustawy – ARM wykupi zapasy, które przechowują dziś producenci i importerzy paliw, pojawi się problem z ich składowaniem. Potrzebne będą pięciokrotnie większe pojemności niż obecnie wykorzystywane przez ARM.

Rozwiązaniem problemu miała być budowa na Pomorzu, w okolicach Dębogórza, gigantycznych podziemnych zbiorników. Projekt został zapisany nawet w rządowej „Polityce energetycznej Polski”. – Dziś nie ma on szans na realizację – zdradza nam osoba związana z tym przedsięwzięciem. Dlaczego? – Nie ma woli politycznej – mówi Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki.

Bez dodatkowych magazynów Agencja Rezerw Materiałowych nie ma wyjścia: musi korzystać z infrastruktury firm, głównie Orlenu i Lotosu. Sytuacja będzie paradoksalna: z jednej strony ARM będzie płacić koncernom za wynajem magazynów, z drugiej – spółki będą przekazywać ARM opłatę za finansowanie zapasów. W efekcie koszty systemu mogą wzrosnąć. Eksperci zastanawiają się również, czy firmy nie zechcą zarabiać na udostępnianiu swoich pojemności Agencji.

ARM będzie musiała znaleźć magazyny na prawie 7,9 mln m sześc. paliw.