ROZMOWA

MARCIN PIASECKI

PAWEŁ SOŁTYS:

Czy pieniądze Polaków są bezpieczne?

JERZY PRUSKI*:

Bezpieczne od wielu kwartałów, a nawet dłużej. Zarówno polska gospodarka, jak i sektor bankowy są stabilne.

Komisja Europejska ma różne pomysły dotyczące sektora bankowego – ostatnio coraz częściej się mówi o podwyższeniu minimalnych gwarancji depozytów bankowych z 50 tys. euro do 100 tys. euro. Czy w Polsce do tego dojdzie?

Kryzys pokazał niedostatki sieci bezpieczeństwa finansowego. Okazało się, że w sytuacji zagrożenia systemowego, gdy problem nie dotyczy jednej instytucji, a przynajmniej kilkunastu, jednym z czynników, nad którym trzeba bezwzględnie zapanować, jest spokój i zaufanie klientów sektora bankowego. To jest niezwykle ważne. Z tego powodu wiele krajów wprowadziło nadzwyczajne posunięcia w 2008 roku. Część z tych posunięć związana była z funkcjonowaniem funduszy gwarancyjnych takich jak BFG. Podniesiono kwoty ubezpieczenia, w Polsce obowiązuje obecnie 50 tys. euro, wiele krajów wprowadziło limit gwarancji kredytowych 100 tys. euro. Ale zmieniła się też dyrektywa europejska, nowe rozwiązania wprowadzają jednolity limit dla wszystkich krajów członkowskich – 100 tys. euro. Podkreślam: dla wszystkich, czyli w tych krajach, które miały wyższy limit, zostanie on zmniejszony.

Dlaczego?

Aby uniknąć takiej sytuacji, że klienci banków lokują swoje pieniądze w krajach, które mają pełne lub wyższe gwarancje, co jeszcze szczególnie istotne w dobie bankowości internetowej. Tak czy inaczej 100 tys. euro to jest bardzo wysoka kwota. W Polsce będzie to pokrywało znaczną część depozytów wielu klientów.

Kiedy zostanie podwyższony limit w Polsce?

Dostosowanie prawa krajowego musi się dokonać do końca tego roku. Ale nowe rozwiązania europejskie zawierają jeszcze jedną niesłychanie istotną rzecz – skrócenie okresu ewentualnej wypłaty środków gwarantowanych. Ma się to dokonać maksymalnie w ciągu 20 dni roboczych, w szczególnej sytuacji ten termin może być przedłużony o kolejnych 10 dni roboczych. Od momentu zawieszenia banku przeżywającego kłopoty. To będzie bardzo pozytywny czynnik, który powinien uspokajać sytuację w przypadku mało prawdopodobnej, ale jednak możliwej sytuacji, gdy jakiś bank może mieć kłopoty z utrzymaniem wypłacalności.

Czy te wszystkie rozwiązania są Polsce potrzebne?

Stopień zamożności społeczeństwa polskiego jest z pewnością niższy niż niektórych krajów unijnych. Z tego powodu kwota 100 tys. euro może być dla nas za wysoka. Jednak najważniejsza dla nas jest kwestia równych limitów, harmonizacji ustawodawstwa w Europie, szczególnie w odniesieniu do tak skomplikowanych kwestii jak sieć stabilności finansowej.

Czy Bankowy Fundusz Gwarancyjny jest na te zmiany przygotowany?

Pracujemy niesłychanie intensywnie. Prowadzimy konsultacje z instytucjami stabilności finansowej w Polsce, których celem jest wypracowanie najlepszych rozstrzygnięć prawnych i legislacyjnych. Przygotowujemy system informatyczny, tak aby dostosować go do tych nowych wyzwań. Niebawem będziemy konsultować się z bankami, przekażemy pewne dane dotyczące strony technicznej oraz formuły zbierania i przesłania potrzebnych danych.

To będzie również wyzwanie dla klientów. Wyższe środki gwarantowane oznaczają większe składki na fundusz pomocowy, za co zapłacą klienci banków. Czy tak będzie?

Pomimo podniesienia limitu gwarancyjnego do 50 tys. euro procentowa wysokość składki na 2010 r. została przyjęta na poziomie z roku 2009. Poziom składki zależy nie tylko od wspomnianego limitu, ale przede wszystkim od kondycji sektora bankowego i jego stabilności.

Należy podkreślić, że obowiązujące 50 tys. euro to już była wysoka kwota. Z mojego punktu widzenia większym przełomem było przejście z 22,5 tys. euro na 50 tys. euro, niż będzie miało to miejsce, gdy podniesiemy do 100 tys. euro. Życzymy Polakom jak najlepiej, niech mają jak największe oszczędności i niech trzymają je w bankach, jednak 100 tys. euro dla przeciętnego mieszkańca Polski to są bardzo wysokie kwoty.

Czy pan widzi jakiekolwiek niebezpieczeństwo dla sektora bankowego w tej chwili?

Sytuacja nie jest zła, pomimo spadku wyniku finansowego sektora bankowego w 2009 roku. Najważniejsze jest wykorzystanie tego dobrego czasu do tego, aby budować rozwiązania na przyszłość, które będą nas zabezpieczały w sytuacjach krańcowo złych. Oby nigdy takie nie nastąpiły. Fundusz gwarancyjny i cała sieć stabilności jest tworzona po to, by zabezpieczyć nas, gdy zdarzy się nieszczęście, które może mieć swoje źródło również poza granicami Polski.

Może jednak zagrożenia nie należy szukać poza granicami naszego kraju. Przybywa osób nadmiernie zadłużonych. Tu nie ma żadnego niebezpieczeństwa?

To są efekty zdarzeń przeszłych. Przyrosty z tego tytułu w przyszłości nie powinny być takie, by zmieniły obraz bankowości.

Ale klienci banków z racji np. bezrobocia mają trudności ze spłatą zobowiązań.

Rezerwy utworzone w sektorze bankowym to ok. 10 mld zł. To jest koszt obciążający wyniki sektora bankowego. Pomimo to w ubiegłym roku wypracowano zysk na poziomie netto 8,7 mld zł. To pokazuje, że banki w Polsce prowadzą racjonalną politykę. Na bankach jednak musiał się odbić spadek PKB z 6 proc. do ok. 2 proc. W związku z tym część kredytów zarówno dla przedsiębiorstw, jak i osób fizycznych musi być, przynajmniej przejściowo, w nieco gorszym stanie.

Czy SKOK-i powinny być objęte zabezpieczeniem w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym?

Trybunał Konstytucyjny ma się niebawem wypowiedzieć na temat ustawy o SKOK. W niej nie zakładano objęcia SKOK-ów gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Ustawodawca stwierdził, że najpierw te instytucje mają być poddane kontroli Komisji Nadzoru Finansowego, ma być dobrze zidentyfikowane ryzyko związane z tymi instytucjami, a dopiero później powinny być podejmowane decyzje co do sposobu gwarantowania środków w SKOK-ach. Najpierw trzeba mieć dobrą diagnozę, a potem szukać rozwiązań.

*Jerzy Pruski, jest prezesem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego