Po tym jak PKP, spółka matka w kolejowej grupie, wypowiedziały Przewozom Regionalnym umowy najmu kas na polskich dworcach, wczoraj zaatakowała samorządowa spółka. – PKP nie miały prawa wypowiedzieć nam umowy, nie mamy więc zamiaru opuszczać pomieszczeń bez sądowego wyroku nakazującego eksmisję – mówi Piotr Olszewski, rzecznik Przewozów Regionalnych.

Chodzi o 630 kas na największych polskich dworcach, m.in. we Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku. Wypowiedzenie obejmuje także 470 kas na małych dworcach, ale w ich przypadku PKP nie będą domagać się ich opuszczenia. Powód – po wyrzuceniu PR z małych dworców pasażerowie nie mieliby gdzie kupić biletów na jakiekolwiek pociągi, bo spółka sprzedaje także bilety PKP Intercity.

Od 1 marca samorządowa spółka korzysta więc z pomieszczeń na dworcach bez umowy. To oznacza, że PKP naliczają dziesięciokrotność dotychczasowego czynszu, czyli około 30 mln zł miesięcznie. Jak informował Jacek Prześluga, wiceprezes PKP SA odpowiedzialny w spółce za dworce, PR od miesięcy nie regulują płatności. – Zaległości za korzystanie z dworcowych nieruchomości sięgnęły już 56 mln zł – mówi Jacek Prześluga.

Jeszcze w lutym wydawało się jednak, że spółki porozumiały się. Ustalone zostały nawet szczegółowe warunki spłaty zadłużenia. Nieoczekiwanie samorządowa spółka poinformowała o potrąceniu należności, jakie mają mieć wobec niej PKP za nieprzekazanie prawa do windykowania należności za przejazdy bezbiletowe, czyli od gapowiczów. Małgorzata Kuczewska-Łaska, wiceprezes spółki odpowiedzialna za finanse, podała wczoraj, że z tego tytułu spółka matka kolejowej grupy jest winna przewoźnikowi ok. 110 mln zł.

Przewozy Regionlane nie zamierzają także korzystać z propozycji PKP, które chcą same zająć się obsługą kas na wszystkich polskich dworcach i zaoferowały samorządowej spółce umowę agencyjną na sprzedaż biletów. – Bilety obciążone marżą sprzedawane w kasach Intercity mogłyby zmniejszyć nasze wpływy. To mogłoby zaś wymusić na nas podniesienie cen biletów – mówi Przemysław Moraczewski, prezes PR.