Dotychczas właścicielem kluczowego dla budowy elektrowni atomowej terenu była Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna (PSSE). Jej prezesem jest Teresa Kamińska, była prawa ręka premiera Jerzego Buzka. W drugiej połowie 2009 roku zaoferowała ona do sprzedaży w przetargu kilkadziesiąt hektarów ziemi nad samym jeziorem. Z regulaminu wynikało, że PSSE w każdej chwili może odwołać przetarg bez podawania przyczyn. Termin jego zakończenia był dwukrotnie przekładany. Ale był tylko jeden chętny – spółka najbogatszego Polaka Jana Kulczyka.

Kulczyk myślał o gazowej

– Nie ogłaszaliśmy tych planów publicznie, ale faktycznie jesteśmy zainteresowani tymi terenami. Chcemy tam postawić konwencjonalną elektrownię, choć oczywiście nowoczesną. To część naszego większego planu, który obejmuje m.in. budowę elektrowni węglowej na Białorusi – tak oficjalnie wyjaśniali nam wówczas menedżerowie pracujący dla Kulczyk Holding. Nieoficjalnie pojawiała się plotka, że spółka Kulczyka może być zainteresowana wejściem w spółkę z PGE.

Jak ustaliliśmy, władze PSSE kilkakrotnie próbowały namówić na kupno tego gruntu PGE. To ta grupa została przez rząd wskazana jako spółka celowa do budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce. Namowy nie odniosły efektu. Ale mimo to Kamińska skorzystała z zapisu o możliwości nierozstrzygania przetargu. Umowę sprzedaży zawarła ze spółką córką Energi – Energa Invest. – Jeśli PGE zdecyduje się na budowę elektrowni atomowej w Żarnowcu i będą do tego potrzebne nasze grunty, to Energa nie przeszkodzi w budowie – zapewnia nas Mirosław Bieliński, prezes firmy. Energa jest jedną z czterech państwowych grup energetycznych, która powstała wskutek konsolidacji energetyki w 2007 roku. W porównaniu z innymi ma bardzo mało własnych elektrowni i planuje budowę nowych. W tym roku ma być sprzedana inwestorowi branżowemu. Przekonuje, że tereny nad Jeziorem Żarnowieckim kupiła z myślą o budowie elektrowni gazowej o mocy 800 MW. Chce ją budować z irlandzką firmą ESB International. Ale ma też apetyt na budowę elektrowni atomowej. – Chcielibyśmy uczestniczyć w programie rozwoju energetyki jądrowej w Polsce, ale nie musimy budować pierwszej takiej elektrowni i nie musi ona powstać w Żarnowcu – zarzeka się prezes Bieliński.

Lokalne poparcie dla atomu

Naukowcy od początku mówili, że to najlepsza lokalizacja dla elektrowni atomowej. Z krajowej strategii wiadomo było, że elektrownia będzie miała sens, jeśli powstanie na północy Polski. To region, który szybko się rozwija, konsumuje coraz więcej energii,a jednocześnie nie ma własnych dużych elektrowni. Za wyborem tego rejonu przemawiała również geografia. – Najważniejszy jest łatwy dostęp do wody służącej do chłodzenia reaktora – opowiada fizyk, który przed 20 laty zaangażowany był w budowę „Żarnowca”.

Więcej – w przypadku tej lokalizacji rząd może liczyć na zdecydowane poparcie mieszkańców. Szanse wynikające z tej inwestycji od dawna rozumieją lokalne władze. Przed kilkoma miesiącami wójt gminy Gniewino Zbigniew Walczak zorganizował konferencję, na którą zaprosił przedstawicieli europejskich gmin z elektrowniami jądrowymi. – Decyzję o lokalizacji podejmie rząd. My jednak robimy wszystko, aby być na nią przygotowani – wyjaśnia Walczak w rozmowie z DGP. Podobnie jak on myślą samorządowcy z leżącej opodal gminy Krokowa.

Opublikowany wczoraj przez Ministerstwo Gospodarki ranking najlepszych lokalizacji dla elektrowni jądrowej opracowała firma Energoprojekt Warszawa. Analizuje on 27 propozycji miejsc budowy. Z Żarnowcem niewiele przegrały lokalizacje Warta-Klempicz oraz Kopań. PGE nie podjęła jeszcze decyzji o wyborze lokalizacji. Zapowiada, że dopiero po analizie rankingu wybierze wstępnie miejsca dla dwóch elektrowni. Bo tyle chce ich wybudować. Decyzje ma podjąć do końca tego roku. Czy będzie to Żarnowiec? PGE uchyla się od odpowiedzi. Ale prezes zarządu grupy Tomasz Zadroga przyznaje: – Dla nas ważna analiza, bo bazuje na założeniach Międzynarodowej Agencji Atomowej.

Czytaj też: Kulczyk chciał kupić grunty w Żarnowcu