„Porozumienie o nadzwyczajnym finansowaniu” dla Grecji brzmiało w czwartek wieczorem jak poważne osiągnięcie. Ale potem obudziliście się w czwartek rano, przeanalizowali szczegóły i zdaliście sobie sprawę, że to w większości fikcja i ułuda.

UE igra z zaufaniem rynków

Element, który zaskoczył mnie najbardziej, to deklaracja, że pomoc nadejdzie w formie kredytu udzielonego na warunkach rynkowych. Autorzy tego pomysłu z pewnością muszą zakładać, że rynek nie będzie skłonny pożyczyć Grecji pieniędzy według normalnego oprocentowania. To absurdalna propozycja.

W istocie trudno sobie wyobrazić nawet hipotetyczny scenariusz, w którym Unia Europejska wydatkuje nadzwyczajną pomoc. Grecja zostałaby odcięta od rynków kapitałowych. W takiej sytuacji trudno zakładać, że kredyt udzielony przez UE – przy zaporowo wysokim oprocentowaniu – rozwiązałby jakiekolwiek problemy. Podejrzewam, że pomysł polega na tym, by obietnicę nadzwyczajnego funduszu wykorzystać jako psychologiczne wsparcie dla rynku. To igranie z zaufaniem odbije się czkawką, być może nie od razu, ale za jakiś czas. W tej sytuacji trudno się dziwić, że agencja ratingowa Standard & Poor’s uznała, iż porozumienie nie wpłynie na ocenę greckiego długu.

Najlepsza opcja: upadłość

Problemem Grecji nie jest jedynie dostęp do kapitału – jak dotąd podczas kryzysu nie było z tym kłopotu – ale odsetki, jakie kraj ten musi płacić od swojego zadłużenia. Są one zbyt wysokie, biorąc pod uwagę prawdopodobną trajektorię jej gospodarki. Grecki rząd ogłosił ostatnio pakiet oszczędnościowy, który ma zmniejszyć relację deficytu do PKB o 4 proc. To spowoduje głęboką i prawdopodobnie przewlekłą recesję. Kiedy kraj przyjmuje pakiet oszczędnościowy na taką skalę, potrzebuje odrobiny oddechu, choćby po to, żeby wyjść z recesji. Zazwyczaj odbywa się to za pomocą dewaluacji albo nisko oprocentowanej pożyczki od MFW – a w idealnej sytuacji obu tych elementów. Grecja nie może liczyć ani na jedno, ani na drugie.

W tych warunkach grecki rząd może uznać, że upadłość jest najlepszą finansowo opcją, szczególnie że 70 procent greckiego długu jest w posiadaniu cudzoziemców. Jeżeli będą sprytni, wezmą unijne pieniądze, a potem ogłoszą niewypłacalność. Tak czy inaczej to upadłość wciąż jest prawdziwą ochroną, a nie nadzwyczajna pożyczka. Inwestorzy na rynku dłużnym powinni zdawać sobie z tego sprawę.

Porozumienie i sposób, w jaki zostało zawarte, rodzi mnóstwo pytań o poziom rządów w strefie euro i gotowość politycznego kierownictwa, by je popierać w dłuższej perspektywie. Jak zauważyła francuska ekonomistka Agnes Benassy-Quere, „połączenie braku programu ratunkowego, braku upadłości i braku monetyzacji długu, jest logicznie niespójne”. Stąd potrzeba stworzenia warunkowego systemu upadłościowego. Pakiet kredytów udzielonych na warunkach rynkowych, gdzie 16 premierów lub głów państw ma prawo weta, nie rozwiązuje tego konfliktu. Lepiej, żeby Grecy upewnili się, że nie zostaną odcięci od funduszy na tydzień przed wyborami w następnym landzie Niemiec.

UE nie zawarła tego konkretnego porozumienia po to, by ktokolwiek uwierzył, że stanowi ono idealny mechanizm rozwiązania kryzysu, ale ponieważ jest to doraźny kompromis pomiędzy sprzecznymi stanowiskami. Priorytetem dla kanclerz Merkel było upewnienie się, że żadnego programu ratunkowego w istocie nie będzie i zapewnienie prawa weta przy wydatkowaniu nadzwyczajnej pomocy. Berlin nie chce zapłacić ani centa. Priorytetem dla Europejskiego Banku Centralnego jest ograniczenie roli MFW. Wynika to z faktu, że Fundusz mógłby zyskać nadmierny wpływ na politykę ekonomiczną strefy euro i osłabić niezależność EBC. Jednym logicznym sposobem na połączenie tych dwóch stanowisk było wymyślenie sprytnego mechanizmu – tak restrykcyjnego, że jest mało prawdopodobne, by kiedykolwiek został użyty.

To porozumienie nie rozwiązuje problemów Grecji ani żadnego innego kraju, który ma kłopoty. Załatwia natomiast sprawę z punktu widzenia kanclerz Merkel i – przynajmniej częściowo – EBC. W żadnym momencie szczytu unijni liderzy nawet nie zastanawiali się nad możliwością rozwiązania podwójnego zagrożenia dla przyszłości strefy euro – braku skutecznego systemu upadłościowego i problemu wewnętrznych nierównowag w ramach strefy euro.

Polityka fikcji i ułudy

My tymczasem zadajemy te same niewygodne pytania, co w zeszłym tygodniu: Czy grecki plan oszczędnościowy jest realistyczny? Co się stanie, jeżeli Portugalia, Hiszpania czy Włochy popadną w kłopoty? Czy jest jakiś pomysł, by poradzić sobie z nierównowagami w obrotach bieżących? Czy Niemcy kiedykolwiek przyjmą odpowiedzialność za spójność strefy euro, która polegałaby na czymś innym niż tylko oczekiwaniu, że inni się do nich upodobnią? Na wszystkie te pytania nie ma odpowiedzi.

Muszę przyznać, że nocne spotkania, dramatyczne ogłoszenie porozumienia i konferencja prasowa z udziałem europejskich liderów robiły wrażenie. Szczególnie Merkel jest bardzo przekonującym politykiem. Ale polityki fikcji i ułudy nie da się prowadzić w nieskończoność. To się nie skończy dobrze.

© The Financial Times Limited 2010.