Zarządzanie ekonomią przez Radę Europejską niemal zawsze powodowało kakofonię i często pachniało niekompetencją. Winę za to ponoszą ramy instytucjonalne. Irlandczycy mówią, że nie są Grekami. Portugalczycy mówią, że nie są Irlandczykami. Hiszpania nie jest Portugalią. Nie ma jeszcze nagród za ustalenie, czym nie są Włochy. Zadaniem, które wymaga obecnie rozwiązania, jest powstrzymanie rozszerzania się irlandzkiego kryzysu bankowego. Dwoma największymi wierzycielami IrlandiiWielka Brytania i Niemcy. Zielona Wyspa jest im winna odpowiednio 149 i 139 mld dolarów. Drugi kanał rozprzestrzeniania się zarazy prowadzi przez rynki kapitałowe do Portugalii. Największym wierzycielem Portugalii jest Hiszpania, sama znajdująca się w opłakanej sytuacji. Kwota zobowiązań wynosi 78 mld dolarów. Upadłość irlandzkich banków rozprzestrzeniłaby się jak pożar. Trzeba jej zapobiec.

>>> Polecamy: Irlandia i Grecja: dwie drogi wiodące do bankructwa

Irlandia powinna wziąć pieniądze od Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej. Fundusz ten znalazł sposób, by oferować kredyty ze stosunkowo niskim oprocentowaniem. Qui pro quo polega na tym, że oferowane sumy są znacząco niższe niż pierwotnie deklarowane 440 miliardów euro (602 miliardy dolarów). Jednak nawet to wystarczy, by poradzić sobie z każdym wyobrażalnym kryzysem w Irlandii i Portugalii. EFSF nie jest natomiast wystarczająco dużo, by poradzić sobie z problemami, które mogłyby się pojawić w Hiszpanii. By utrzymać wypłacalność, Irlandia i inne peryferyjne kraje strefy euro muszą bardzo szybko powrócić do solidnego tempa wzrostu. W czasach ostrego fiskalnego zaciskania pasa, umiarkowanego zaostrzania polityki monetarnej i słabego popytu globalnego nie dostrzegam, skąd miałby nadejść irlandzki wzrost. Moja druga obawa dotyczy powrotu wielkich nierównowag wewnątrz strefy euro. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju prognozowała w ubiegłym tygodniu, że nadwyżka Niemiec w obrotach bieżących wzrośnie w 2012 roku do około 7 procent PKB – blisko przedkryzysowego rekordu. Siejemy ziarna pod następny kryzys, do którego UE nie ma instytucji, mechanizmu rozwiązywania ani zespołu zadaniowego.