Już wczorajsze wiadomości z USA napawały optymizmem. Otóż prezydent Barack Obama zawarł kompromisowe porozumienie z Republikanami w sprawie przedłużenia na kolejne dwa lata cięć podatkowych wprowadzonych przez George'a W. Busha. Ponadto rząd amerykański poinformował o całkowitym sprzedaniu pakietu akcji Citigroup, na którym zarobił aż 6,85 mld dol. Jeżeli doliczyć wypłacone odsetki, dywidendy oraz warranty, które wciąż są w poosiadaniu państwa, to okaże się, że na ratowaniu banku USA zarobią łącznie około 12 mld dol. Trudno nie rozpatrywać tego w pozytywnych kategoriach.

O poranku niewielkim cieniem kładła się informacja o możliwym podwyższeniu stóp procentowych w Chinach już w najbliższy weekend, ale wydaje się, że inwestorzy już dawano zdyskontowali to zdarzenie, gdyż ostatecznie nawet akcje chińskie na wartości zyskały. Ponadto na naszym podwórku pozytywnie wyróżniały się prognozy Nomury, która prognozuje przyszłoroczny wzrost gospodarczy Polski na poziomie 4,5 proc., który w 2012 roku minimalnie przyspieszy do 4,6 proc.

Rynek więc od poranka był w dobrych nastrojach i nie chciał się korygować. Udało się nawet wyznaczyć nowy rekord trendu, ale opór na poziomie 2780 pkt. ciężko było przebić, co popołudniu doprowadził do lekkiego osuwania się indeksu największych i najpłynniejszych spółek. Ostatecznie zamknięcie było wyżej niż wczoraj o ponad 0,6 proc. Kolejne dni pokażą determinację popytu, który powinien pokusić się o kolejny atak na ważny opór.

Na rynku walutowym nastroje nie były tak optymistyczne. Owszem euro zyskiwało, ale nie był to ruch spektakularny. Podobnie złoty nie miał ochoty się umacniać i zyskiwał tylko względem dolara. Prawdziwym prymusem były za to surowce, a szczególnie szybko drożejąca miedź, która ustanowiła nowych rekord wszechczasów. Ekonomiści mówią, że ten surowiec ma doktorat z ekonomii, co oznacza, że jest silnie skorelowany z światowym wzrostem gospodarczym. Oznacza to, że jak na razie załamanie gospodarcze nam nie grozi.