– Jest to efekt zakończenia kryzysu finansowego na świecie. – W 2008 i 2009 r. spółki wstrzymywały się z debiutami, bo rynek kapitałowy był w odwrocie – wyjaśniał Radosław Tadajewski, partner Grupy Trinity, podczas dyskusji panelowej zorganizowanej przez Trinity Capital Business Network poświęconej m.in. możliwościom lokowania kapitału w sektorze MSP.

Tadajewski dodał, że hossa na rynku małych spółek to także efekt powrotu na giełdę inwestorów, którzy realizują odroczony popyt z lat 2008 – 2009. Zdaniem dyskutantów także 2011 r. będzie dla spółek tak samo korzystny jak mijający, pod warunkiem że w Europie nie wydarzy się żadna katastrofa związana z deficytami budżetowymi państw strefy euro.

Eksperci przestrzegają jednak inwestujących, zwłaszcza w mniejsze spółki obecne na NewConnect , przed huraoptymizmem. Robert Kwiatkowski, wicedyrektor działu rozwoju NC, zwracał uwagę na dwie ważne sprawy. To, że koniunktura na naszej giełdzie w dużej mierze jest napędzana pieniędzmi z OFE i każde ograniczenie tego napływu może osłabić moc przyciągania polskiej giełdy. Poza tym obawia się, że łatwość wejścia na NC (koszt wprowadzenia firmy na NC to zaledwie 50 tys. zł za doradztwo, opłaty itp.) i miękkie procedury dopuszczania spółek na ten parkiet wpłyną na jakość debiutantów, a w konsekwencji osłabią wiarygodność rynku. By do tego nie dopuścić, Kwiatkowski przypomniał, że wprowadzono kwartalny tryb raportowania przez firmy z NC.

Tadajewski z kolei ostrzegał inwestorów przed tym, iż wiele spółek, chcąc jak najtaniej zadebiutować, wybiera jako doradcę przy tym procesie firmę najtańszą, uległą wobec zarządu spółki – debiutanta. – A to nie wpływa dobrze na jakość podawanych informacji – tłumaczył.

Eksperci ostrzegali, że spółki małe, mniej znane, by się sprzedać, ogłaszają plany bez pokrycia, na wyrost, a przy hossie inwestorzy często kupują akcje tylko na podstawie kilku ładnych slajdów z prezentacji. – A już z pewnością inwestorom powinna zapalić się czerwona lampka, gdy firma po debiucie raptownie zmienia nie tylko strategię, ale model biznesowy lub, co gorsza, profil swojego działania – mówił mec. Michał Walauga, partner Grupy Trinity.

W przypadku niewielkich spółek zwykle są dwa powody wchodzenia na giełdę. – Często jest tak, że ich właścicielom mniej zależy na pozyskaniu środków, a bardziej na wycenie firmy. Wtedy zwykle z debiutem czekają na hossę. Ale pewna część firm debiutuje z powodu potrzeb kapitałowych i one nie czekają na czas byka, mimo, że za akcje dostaną mniej – wyjaśniał Tadajewski.

W ocenie ekspertów wielkie tegoroczne debiuty PZU, Tauronu czy GPW były z korzyścią również dla małych spółek i rynku NC, ponieważ ponownie bardzo spopularyzowały giełdę wśród niewielkich inwestorów indywidualnych, a to oni przede wszystkim interesują się mniejszymi firmami.