Rosja dorobiła się Don Kichota walczącego samotnie o przejrzystość w biznesie. 34-letni Aleksiej Nawalny nabył mniejszościowe udziały w wielu rosyjskich koncernach. Dzięki nim ma dostęp do dokumentów. Znalezione nieprawidłowości ujawnia na swoim blogu, a potem walczy o sprawiedliwość w sądach.

>>> Czytaj też: Elektroniczni oligarchowie czyli rosyjski sposób na internet

Monstrualnych rozmiarów zapaśnik wyprowadzający cios w stronę przeciwnika – tak wygląda zdjęcie profilowe jego bloga zamieszczonego na największej rosyjskiej platformie Żywoj Żurnał. Podpis: „ostateczna bitwa między dobrem a neutralnością”. – Można powiedzieć, że Aleksiej walczy z wiatrakami. Ale potrafi uderzyć tak precyzyjne, że te wiatraki nie wiedzą, jak zareagować – mówi nam jego znajomy, działacz opozycyjnej Solidarności Ilja Jaszyn.

Metoda działania jest prosta: Nawalny kupuje niewielkie udziały w którymś z rosyjskich koncernów, po czym występuje o wgląd w dokumenty. Niektóre firmy ujawniają je po kilku naciskach, inne ustępują dopiero pod presją sądowego nakazu. I zazwyczaj okazuje się, że roi się w nich od nieprawidłowości.

Kradzież to część systemu

– Posiadam obecnie akcje ponad 20 największych i najważniejszych kompanii – mówi Nawalny w rozmowie z „DGP”. – To małe pakiety, średnio na zakup aktywów danej spółki przeznaczam jakieś 2 tys. dol. A zgodnie z prawem każdy, najdrobniejszy nawet akcjonariusz ma dostęp do wszelkich potrzebnych informacji, poza wglądem do sprawozdań z księgowości – tłumaczy. Faktycznie: w Rosniefcie, z którym Nawalny z powodzeniem się procesował, posiada zaledwie 0,000003 proc. akcji.

>>> Czytaj też: Bieriezowski: w Rosji gospodarka wciąż jest centralnie zarządzana

Podobnie niewielki pakiet udziałów pozwolił Nawalnemu ujawnić największy przekręt w swojej historii. Odkrył, że podczas budowy naftociągu Syberia Wschodnia – Ocean Spokojny (WSTO) różnego typu pośrednicy i kontrahenci Transnieftu, monopolisty na rosyjskim rynku transportu ropy, sprzeniewierzyli 4 mld dol. „Zanim zaczniecie czytać, zajrzyjcie do portfela. Może nie zauważyliście, ale zniknęło z niego 1100 rubli (110 zł – red.). Niewiele, ale taką sumę ukradli każdemu pełnoletniemu mieszkańcowi Rosji. W sumie właśnie 4 mld dol.” – czytamy na blogu.

Ludzie Nawalnego dotarli do utajnionego audytu izby rozrachunkowej, który dowiódł, że przy budowie długiego na 4188 km rurociągu WSTO (pierwszy fragment z Tajszetu do Skoworodina niedawno oddano do użytku) kradzieże przybrały wymiar systemowy – przez zawyżanie cen, nielegalne zmowy z wykonawcami, niszczenie faktur i innych dokumentów. Tylko podczas prac przygotowawczo-projektowych sprzeniewierzono ponad 10 mld rubli (1 mld zł).

– Zbieramy inwestorów, by pozwać Transnieft do sądu. Izba rozrachunkowa nie mogła zanegować prawdziwości kompromatu (tak w Rosji nazywa się kompromitujące materiały – red.) na Transnieft, który opublikowałem na swoim blogu. Przecież to oficjalne dokumenty. Audytor izby rozrachunkowej powiedział tylko, że to nieprawda, lecz jednocześnie przyznał, iż dokumenty są utajnione – mówi Nawalny.

Audyt nie przyniósł rezultatów. Może dlatego, że Nikołaj Tokariew, znajomy Władimira Putina, wciąż kieruje korporacją, zaś jego poprzednik Siemion Wajnsztok został awansowany i przez pewien czas dyrektorował Olimpstrojowi, spółce odpowiedzialnej za budowę obiektów olimpijskich w Soczi. To projekt życia Putina, więc do pracy przy nim zostali wydelegowani najbardziej zaufani.

Transnieft to dla Nawalnego wróg numer jeden. – Najbardziej piekielnie cyniczni, bezczelni oszuści i złodzieje – mówił w rozmowie z „The New Times”. Numer dwa to drugi co do wielkości rosyjski bank WTB, „działający pod państwowym kloszem karmnik dla oszustów bez poważnego biznesu bankowego”. Trzecie miejsce na podium przypadło Gazpromowi. Na przyszłość prawnik planuje pozwy przeciwko gazowemu monopoliście, kontynuację wojny z Transnieftem oraz własne śledztwo w sprawie dokonanego przez bankową córkę WTB, spółkę WTB-Lizing, zakupu po zawyżonych cenach instalacji do dokonywania odwiertów.

– Mamy w Rosji setki tysięcy akcjonariuszy firm, w których skradziono lub zmarnotrawiono biliony rubli. Ogarnia mnie nienawiść, gdy widzę tych wszystkich rosyjskich bogaczy, którzy własnymi samolotami przylatują do USA na luksusowe zakupy. Przecież to wyłącznie urzędnicy wyższego szczebla i zarządy wielkich korporacji. Potrzeba walki z takim zjawiskiem jest oczywistą reakcją mojego organizmu – mówi bloger w rozmowie z nami.

Jednak Nawalny potrafi też się zająć drobiazgami. W przyszłości chce stworzyć interaktywną mapę dziur w moskiewskich drogach z listą urzędników, którzy odpowiadają za ich ignorowanie. Próbował też – bezskutecznie – doprowadzić do ukarania mandatem premiera Putina za to, że bez licencji pilota kierował śmigłowcem podczas pokazówki przy okazji gaszenia gigantycznych pożarów latem tego roku. I choć nie może się pochwalić wielkimi zwycięstwami (jednym z niewielu było doprowadzenie do ponownego wszczęcia śledztwa w sprawie milionowych łapówek w Mieżriegiongazie, spółce córce Gazpromu), zapowiada kontynuację walki.

Aleksiej Anatoljewicz Nawalny urodził się 34 lata temu w zamkniętej wojskowej wiosce Butyń niedaleko Moskwy. Jego ojciec był zawodowym żołnierzem, więc młody Alosza spędził dzieciństwo na rozjazdach, w zależności od tego, w który kąt sowieckiej ojczyzny rzuciła rodzica armia. Skończył prawo na moskiewskim Uniwersytecie Przyjaźni Ludów im. Patrice’a Lumumby, który swego czasu wyedukował cały wianuszek trzecioświatowych liderów, w tym obecnych przywódców Gujany, Hondurasu i Palestyny. Zdobył też wykształcenie finansowe.

Prawdziwy punk

Antysystemowa część jego duszy ujawniła się dość szybko, najpierw w charakterze wyborów muzycznych. Jak wspominają cytowani przez magazyn „The New Times” znajomi, był „prawdziwym punkiem”. Po okresie młodzieżowego buntu wstąpił do Jabłoka, jednej z niewielu demokratycznych partii putinowskiej Rosji.

– Aleksiej ma takie wyostrzone poczucie sprawiedliwości i często wybucha uczuciem, które nazwałbym gniewem sprawiedliwego – mówi nam Ilja Jaszyn, który razem z Nawalnym zaczynał karierę polityczną właśnie w Jabłoku Grigorija Jawlinskiego. Dlatego te same powody, które popchnęły Nawalnego w objęcia Jabłoka, doprowadziły w 2007 r. do jego wyrzucenia. – Wyleciał za krytykę kierownictwa partii, moim zdaniem sprawiedliwą – mówi Jaszyn.

Dzisiaj Nawalny działa na własną rękę. W swoim biurze zatrudnia czterech stałych współpracowników, których uzupełniają wynajmowani do konkretnych spraw adwokaci. Na sztandarach umieścił hasło obrony praw mniejszościowych akcjonariuszy. Wcześniej, jeszcze w ramach Jabłoka, organizował Komitet Obrony Moskwian, który reprezentował mieszkańców stolicy w sprawach przeciwko łamaniu prawa przez deweloperów powiązanych z merem Jurijem Łużkowem.

I właśnie taka aktywność przyniosła mu niebywałą popularność wśród internautów. Jego blog Navalny.livejournal.com regularnie czyta 19 tys. osób, wygrał też przeprowadzone na witrynie „Kommiersanta” wirtualne wybory mera Moskwy. W rankingu dziennika „Wiedomosti” internetowy dziennik zajął siódme miejsce wśród blogów o tematyce politycznej i biznesowej.

– Wszyscy wiedzą, że w Rosji się kradnie, lecz nie każdy potrafi to udowodnić z dokumentami w ręku. Nawalny pokazuje, że cały system zgnił. On obnaża ciemną stronę nie tylko urzędników średniej rangi, lecz także najbardziej wpływowych rosyjskich polityków – mówi Jaszyn.

Rosnąca popularność blogera niepokoi rosyjskie koncerny. Donkiszoteria Nawalnego może skończyć się wbrew jego woli – odebraniem drobnym akcjonariuszom prawa dostępu do firmowych informacji. Przed tygodniem apelował o to wiceszef zarządu banku WTB Wasilij Titow. Wcześniej podobny apel wystosował też Andriej Kliszas z koncernu Nornikiel należącego do prokremlowskiego oligarchy Olega Dieripaski. – Proponujemy wnieść wiele rozsądnych ograniczeń w sferę otwartości informacyjnej emitenta akcji – mówił Titow. Z podobną prośbą zgłosili się do władz także przedstawiciele Gazpromu, Łukoilu, Siewierstalu i Surgutnieftiegazu.

>>> Polecamy: Zbliża się koniec potęgi Gazpromu. Kreml nie będzie więcej spełniał jego zachcianek

Jeśli więc Kreml straci cierpliwość do błędnego rycerza, zrealizowanie próśb zatroskanych menedżerów państwowych spółek nie będzie problemem. Ze szkodą dla przejrzystości biznesu i wbrew zapowiedziom prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, który zaledwie miesiąc temu zdecydowanie potępiał machlojki podczas realizacji państwowych projektów.