Według prognoz polskie społeczeństwo będzie coraz mniej liczne oraz coraz starsze, a to spowoduje, że decydująca o wysokości naszej emerytury tzw. stopa zastąpienia, spadnie dwukrotnie na przestrzeni najbliższych kilkudziesięciu lat. Niestety im ona niższa, tym gorzej dla nas.

Główna zaleta rządowej reformy emerytalnej

W ostatnim czasie reforma emerytalna, obejmująca zmiany w Otwartych Funduszach Emerytalnych była szeroko dyskutowana przez jej zwolenników, jak i przeciwników. W tym miejscu jednak warto podkreślić, że zmiany te mają jedną dużą i niepodważalną zaletę. I nie chodzi tu wcale o to, że dzięki tej reformie potrzeby pożyczkowe Polski zostaną do 2020 roku ograniczone o około 190 miliardów złotych. Ani też o to, że od przyszłego roku powstaną indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) i wprowadzona zostanie 4% ulga podatkowa dla osób na nich oszczędzających. Nie chodzi również o to, że górny pułap limitu inwestycji prowadzonych przez OFE w akcje będzie sukcesywnie wzrastał. To wszystko są oczywiście niewątpliwe plusy rządowych modyfikacji systemu emerytalnego. Jednak największą korzyścią tego całego zainteresowania tematem jest właśnie długo oczekiwana ogólnopolska dyskusja o przyszłych emeryturach, a głównie ich spodziewanej niskiej wysokości, a co za tym idzie także o konieczności dodatkowego oszczędzania.
Szkoda tylko, że tak późno wywołano na ten temat debatę publiczną. O tym, że poziom naszych świadczeń, które będziemy otrzymywać po latach ciężkiej pracy, nie jawi się w różowych barwach wiadomo już od dawna. Okazuje się bowiem, że bez względu na rozwiązania i modele systemu emerytalnego, jest jeden główny czynnik, który ma kluczowy wpływ na przyszłe emerytury. Chodzi o oczywiście o zmiany demograficzne oraz powiązany z nimi spadek tzw. stopy zastąpienia, a nie jak wiele osób sądzi zmiany w systemie emerytalnym, na które zdecydował się rząd.

>>> Czytaj też: Balcerowicz: Maleją szanse na wyższe i bezpieczniejsze emerytury

Społeczeństwo się starzeje – będzie więcej emerytów

Dane demograficzne prognozowane przez instytucje nie napawają optymizmem. Według Głównego Urzędu Statystycznego (opracowanie „Prognoza ludności na lata 2008-2035” z lutego 2009 r.) liczba ludności Polski spadnie z poziomu 38,1 milionów w 2007 roku do poziomu 36 milionów do roku 2035. Natomiast Zakład Ubezpieczeń Społecznych szacuje w oparciu o te założenia („Prognoza wpływów i wydatków Funduszu Emerytalnego do 2060 roku” z marca 2010 r.), że w 2060 roku może nas być już tylko około 30,6 miliona. Co więcej spadkowi temu towarzyszyć będzie także zmiana struktury wiekowej. ZUS zakłada, że od 2007 do 2060 roku liczba ludności w wieku poprodukcyjnym (powyżej 64 roku życia) wzrośnie prawie o 90%, a tej w wieku produkcyjnym (15-64) i przedprodukcyjnym (do 15 roku życia) obniży się o po ok. 40%. Oznacza to, że zwiększeniu ulegnie tzw. współczynnik obciążenia ekonomicznego, który pokazuje jak dużo osób w wieku nieprodukcyjnym przypada na te w wieku produkcyjnym.

O ile w 2007 r. współczynnik ten wynosił 553 (tyle osób w wieku nieprodukcyjnym przypadało na 1000 osób w wieku produkcyjnym), to w 2040 r. będzie on równy 778, w 2050 r. 975, a w 2060 r., aż 1070. Adekwatnie zmieni się także stosunek liczby osób w wieku poprodukcyjnym do osób w wieku produkcyjnym, czyli tzw. stopa obciążenia systemu z 24,8% w 2007 r. do 51,5% w 2040 r., 68,3% w 2050 r. i 77,2% w roku 2060.

I tu dochodzimy do sedna problemu z naszymi przyszłymi emeryturami. Łatwiejsze do zrozumienia, odwrotne przeliczenie tego ostatniego wskaźnika (iloraz liczby osób w wieku produkcyjnym do osób w wieku poprodukcyjnym), pokazuje w uproszczeniu, że o ile w 2007 roku na świadczenia każdej osoby na emeryturze „zrzucały” się w przybliżeniu 4 osoby pracujące, tak za kilkadziesiąt lat sfinansować je będzie musiała jedynie jedna osoba, a dokładnie to jedna i trzy jej dziesiąte. 

>>> Czytaj też: Prezydent podpisał ustawę o zmianach w OFE

To ważne, bo stopa obciążenia systemu jest jednym z dwóch czynników, który decyduje o tzw. stopie zastąpienia netto, czyli o tym jak duży procent naszej ostatniej pensji netto, będzie stanowiła nasza emerytura otrzymywana z obu filarów.
Stopa zastąpienia spadnie dwukrotnie

Według najnowszych danych ZUS za IV kw. ubiegłego roku, stopa zastąpienia w 2010 r. wynosiła 60,2%. Mowa tu o relacji przeciętnej wypłaty emerytury do przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia pomniejszonego o obligatoryjną składkę na ubezpieczenia społeczne płaconą przez ubezpieczonego. Wyliczenia te pokrywają się z szacunkami Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (raport OECD z 17 marca br. nt. systemu emerytalnego w krajach OECD i grupie G20), które to wskazują, że obecnie stopa ta jest równa w Polsce 68,2% w przypadku mężczyzn i 50,7% w przypadku kobiet, czyli jest wyraźnie mniejsza niż w całej Unii Europejskiej, gdzie dla porównania wynosi ona średnio odpowiednio: 75,7% i 73,6%.
Biorąc pod uwagę prognozy kształtowania się stopy zastąpienia w przyszłości, osoby które przechodzą obecnie na emeryturę nie powinny jednak zbytnio narzekać, bo prawdziwy problem będą miały dopiero te, które zakończą pracę za lat kilkadziesiąt. Szacunki Departamentu Analiz Statystycznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie pozostawiają złudzeń. Liczona przed zmianami w OFE stopa zastąpienia spadnie w tym czasie dwukrotnie do ok. 30%. Przykładowo dla obecnie 25-letnich kobiet, które wchodzą w bieżącym roku na rynek pracy i tym samym do systemu ubezpieczeń, stopa zastąpienia ma wynieść 25,2%, a w przypadku mężczyzn w takim samym wieku będzie to 32,1%.
Reforma OFE wiele nie zmienia

Wyliczenia Departamentu Analiz Statystycznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wskazują także na to, że po zmianach w OFE stopa zastąpienia dla mających w tej chwili 25 lat kobiet i mężczyzn ma się zwiększyć odpowiednio do: 25,7% i 32,9%, czyli o 0,5 pkt. proc. i 0,8 pkt. proc. Oczywiście to tylko prognozy, bo przecież w obecnej chwili nikt nie jest w stanie rzetelnie stwierdzić, czy na zmianach emerytalnych nieznacznie zyskamy, tak jak to zakłada rząd, czy też trochę stracimy, jak sugerują przeciwnicy reformy, czy też w końcu, że sytuacja ta niczego nie zmieni.

Z punktu widzenia przyszłych emerytów najważniejsze wydaje się być to, że czy to ze zmianami w OFE, czy też bez nich, stopa zastąpienia i tak spadnie dwukrotnie, bo zadecydują o tym zmiany demograficzne, a to czy w wyniku reformy stopa ta będzie mniejsza, czy też większa o plus minus 1 pkt. proc. wiele już tutaj nie zmienia.

Na koniec warto przypomnieć nie tak dawne słowa szefa Rady Gospodarczej przy premierze, Jana Krzysztofa Bieleckiego. 24 marca bieżącego roku podczas dyskusji zorganizowanej przez Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych mówił on wyraźnie, że wysokość składki do OFE będzie miała jedynie minimalny wpływ na wysokość stopy zastąpienia i będzie ją efektywnie zmieniała o 1-2 pkt proc. oraz dodawał, że „i dalej to będzie 24 czy 26 proc. dla roczników urodzonych w latach 80“.
Nie pozostaje więc nam nic innego, jak zacząć dodatkowo oszczędzać, bo tylko w ten sposób doprowadzimy do tego, że na emeryturze przyjdzie nam nie biedować, ale dalej cieszyć się pełnią życia.

Powyższe opracowanie jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinno być traktowane jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. W szczególności nie stanowi analizy inwestycyjnej, ani analizy finansowej, ani rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz.U.2005, poz. 206 nr 1715) oraz Ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi (Dz.U.2005, Nr 183, poz. 1538 z późn. zm.).
Dom Kredytowy NOTUS S.A. ani jego pracownicy nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego opracowania, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego opracowania.