Mroziewicz: sądzę, że w Korei Północnej zostanie zachowane status quo

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 grudnia 2011, 15:33
Po śmierci Kim Dzong Ila jego następca - Kim Dzong Un - będzie najprawdopodobniej dążył do zachowania status quo, rządząc, ale jednocześnie nie zapominając o przyjemnościach płynących z życia - uważa dziennikarz i komentator "Polityki" Krzysztof Mroziewicz.

Mroziewicz powiedział PAP, że 29-letni Kim Dzong Un najprawdopodobniej przywykł do życia w dobrobycie i raczej nie porzuci tego stylu życia.

"Kim Dzong Un będzie jednak najprawdopodobniej starał się zachować umiar w korzystaniu z życia, bo gdyby chciał w pełni popróbować tego dolce vita i gnić w tym nieprawdopodobnym dobrobycie, który tam panuje w gronie rządzących, armia mogłaby pomyśleć o stopniowym odsuwaniu go od decyzji, ale w taki azjatycki sposób, tak że on sam sądziłby, że decyzje podejmuje" - powiedział PAP dziennikarz.

Zdaniem Mroziewicza zachowanie równowagi w rządzeniu i korzystaniu z życia przez Kim Dzong Una jest konieczne, by w Korei Północnej zachowane zostało status quo. "Jakiekolwiek naruszenie równowagi w tym rejonie mogłoby spowodować trzęsienie ziemi" - ocenił.

Zdaniem Mroziewicza w Korei Północnej panują procedury ćwiczone jeszcze za życia Kim Dzong Ila. "W Korei Północnej zawsze rządziła i rządzi armia, ale jest to siła podległa +wielkiemu następcy+. Ktoś z rodziny Kimów zawsze był naczelnym dowódcą sił zbrojnych i tak w tej chwili będzie" - powiedział Mroziewicz.

Dziennikarz dodał, że jego zdaniem, nie zmieni się podejście Korei Północnej do programu nuklearnego. "Oni wiedzą, że to jest bardzo dobry sposób straszenia Zachodu czy krajów sąsiednich. Gdy Korea postraszy bronią jądrową, to zaczyna się pomoc żywnościowa, bo tam przecież panuje kontrolowany głód" - powiedział.

Jako najmniej prawdopodobny scenariusz rozwoju zdarzeń w Korei Północnej, Mroziewicz wymienił "pójście drogą podobną do chińskiej czyli wprowadzenie kontrolowanych reform gospodarczych". "Kim Dzong Un mógłby pójść tą drogą, m.in. rozdając ziemię Koreańczykom, by sadzili sobie, co chcą, oraz wypuszczając ludzi na łowiska, żeby łowili ryby, a nie uciekali do Japonii czy do Chin" - powiedział dziennikarz.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj