Cztery lata wojny i gorzka diagnoza dla Kremla
Prezydent Finlandii przedstawił swoją ocenę podczas wystąpienia w ramach debaty podczas tegorocznego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Choć często umyka to opinii publicznej, analiza sytuacji, zwłaszcza na poziomie strategicznym, całkowicie potwierdza ten stan rzeczy. Chcąc dokonać oceny obecnego etapu tego konfliktu, można bowiem dojść do wniosku, że Rosja nie osiągnęła jak dotąd żadnego ze swoich strategicznych celów. Równolegle wydarzyło się wiele rzeczy, które nie były pożądane przez Moskwę.
Po upływie ponad czterech lat od początku pełnoskalowej agresji i ponad 12 od początku wojny z Ukrainą, Rosja, pomimo posiadania większego potencjału (w każdym wymiarze, także wojskowym), nie była w stanie doprowadzić do sytuacji, w której Kijów byłby zmuszony do poddania się i zgody na rosyjskie warunki. Rosyjskie wojska po miesiącu walki zostały zmuszone do wycofania się z większości kierunków operacyjnych (w tym spod Kijowa, Czernihowa i Charkowa), jak również rezygnacji z działań prowadzonych w celu zajęcia Odessy i odcięcia Ukrainy od Morza Czarnego. Dzięki przeprowadzonej późnym latem i jesienią 2022 r. kontrofensywie Ukraina odzyskała Chersoń oraz większą część obwodu charkowskiego.
Konflikt o charakterze pozycyjnym
Począwszy od przełomu 2022 i 2023 r. wojna rosyjsko-ukraińska przekształciła się w konflikt o charakterze pozycyjnym. Od tego czasu nie zanotowano większych zmian w przebiegu linii frontu – armia rosyjska nie zajęła żadnego większego ośrodka miejskiego, a jej postępy są niewielkie – rzędu kilku lub kilkunastu km na wybranych odcinkach (głównie w Donbasie i w obwodzie zaporoskim).
W połowie kwietnia 2026 r. pod rosyjską kontrolą pozostawało około 20 proc. terytorium Ukrainy, a Rosjanie nie byli do tego czasu w stanie zająć reszty Donbasu, co – jak deklarują – ma być głównym celem ich działań. Ceną za minimalne postępy i zyski terytorialne są kolosalne straty, które, według źródeł ukraińskich, miały do połowy kwietnia wynieść 1,3 mln żołnierzy: zabitych, rannych, niezdolnych do walki, zaginionych i wziętych do niewoli.
Ukraina ma przewagę w wojnie z Rosją?
Brytyjski dziennikarz tygodnika „The Economist” i autor książki „Nowa Zimna Wojna”, Edward Lucas, wyraził pogląd, że obecnie to Ukraina ma przewagę w wojnie z Rosją. „Wojna to dla Ukrainy walka o przetrwanie, dla Rosji wojna to polityczny wybór. Rosjanie chcieli zająć Kijów, Charków i Odessę, a reszta miała być jak pustynia. (...) Mam nadzieję, że to Rosja jako pierwsza przyzna, że jest wyczerpana” – powiedział ekspert podczas dyskusji w czasie konferencji Defence 24 Day, która odbyła się 6 maja w Warszawie.
Niepożądane konsekwencje dla Rosji
Patrząc szerzej, rosyjska agresja przeciwko Ukrainie przyniosła Moskwie również inne niepożądane konsekwencje. W obawie przed zagrożeniem większość krajów europejskich, w tym te o znacznym potencjale przemysłowym, jak Niemcy czy Francja, zwiększyły inwestycje w sektor zbrojeniowy i zaczęły produkować więcej sprzętu wojskowego – zarówno na potrzeby własne, jak i na eksport. Największy wzrost wydatków i potencjału wojskowego zanotowały państwa tzw. wschodniej flanki NATO – obszaru, który jest potencjalnie najbardziej zagrożony rosyjską agresją. W przypadku Polski, krajów bałtyckich czy Rumunii oznacza to zwiększenie wydatków na obronność, a także liczebności armii i rezerw – do poziomów nienotowanych od czasów zimnowojennych.
Podstawową zmianą jest jednak nie tyle rozbudowa materialna, co zmiana dotycząca percepcji i świadomości zagrożeń - także w krajach takich jak Niemcy czy Francja, które po 2022 r. zaczęły z dużo większym realizmem podchodzić do oceny rosyjskiej polityki i jej konsekwencji.
Położenie strony rosyjskiej pogorszyło się także w wymiarze geostrategicznym, zwłaszcza dotyczącym północnej części Europy. Przystąpienie do NATO Finlandii i Szwecji, krajów o dużych potencjałach obronnych, sprawiło, że Morze Bałtyckie – akwen kluczowy dla Rosji z punktu widzenia gospodarki – stało się faktycznie wewnętrznym morzem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Na ile problematyczna dla Rosji jest to kwestia, także jeśli chodzi o możliwości eksportu surowców energetycznych, pokazały ukraińskie ataki na terminale naftowe nad Morzem Bałtyckim (w Primorsku i Ust-Łudze) w marcu i kwietniu.
W przypadku hipotetycznego konfliktu z NATO, nie tylko handel, ale także jakiekolwiek większe rosyjskie operacje zbrojne na Bałtyku będą wykluczone. Dysproporcja potencjałów jest po prostu zbyt duża, a rosyjskie bazy wojskowe w pobliżu Petersburga i w obwodzie królewieckim - łatwe do zablokowania i neutralizacji (co, zresztą, ćwiczą regularnie armie krajów regionu, także Wojsko Polskie). Istnieje oczywiście potencjał działań poniżej progu wojny, jaki wykorzystuje Rosja, jednak nie stanowią one egzystencjalnego zagrożenia dla państw regionu.
Bez wyraźnego zwycięzcy
Główny problem polega na tym, że nic nie wskazuje na to, aby konflikt rosyjsko-ukraiński zakończył się wyraźnym zwycięstwem którejś ze stron, rozumianym jako zajęcie terytorium czy zmuszenie do bezwarunkowej kapitulacji. Siły i potencjały stron są na to zbyt wyrównane, a wola kontynuowania wojny nadal duża (choć z różnych motywacji - dla Ukrainy kapitulacja oznaczałby koniec państwowości i okupację o potencjalnie katastrofalnych skutkach, także dla całej Europy; z kolei rosyjski aparat propagandowy buduje konsekwentnie narrację o walce z całym NATO i USA). Ostateczny rezultat będzie zależał nie tylko od czynników wojskowych, ale także gospodarczych i politycznych – te ostatnie wynikają przede wszystkim z rozmów pokojowych, prowadzonych z udziałem USA jako mediatora.
Analiza celów, jakie zakładały obie strony konfliktu przed początkiem pełnoskalowej inwazji, oraz stan ich realizacji po ponad czterech latach walk, mogą pozwolić na określenie strony, która, jeśli nie zwyciężyła, to przynajmniej była w stanie zrealizować swoje cele w większym stopniu. To pozwoliłoby na określenie tzw. teorii zwycięstwa, rozumianej jako zbiór warunków, które muszą być spełnione, aby określić sukces lub porażkę.
Rosyjskie działania okazały się całkowitą porażką
Jeśli za rosyjskie cele konfrontacji z Ukrainą i Zachodem uznać te wskazane z oświadczeniu z grudnia 2021 r. – gdzie mowa była o faktycznej neutralizacji Ukrainy i pozbawieniu jej możliwości prowadzenia niezależnej polityki zagranicznej i obronnej oraz konieczności wycofania się NATO do granic sprzed 1997 r. - to w tym obszarze rosyjskie działania są całkowitą porażką, bo efekt jest dokładnie odwrotny. Rosji nie udało się także podporządkować sobie Ukrainy ani ograniczyć jej suwerenności w polityce zagranicznej, a liczba powiązań Kijowa z krajami zachodnimi zasadniczo wzrosła.
Z kolei jeśli za strategiczny cel Ukrainy w tej wojnie uznać utrzymanie niezależności i obronienie się przed rosyjską agresją, to Kijów był i jest w stanie nadal realizować te zadania - również w piątym roku wojny, pomimo ponoszonych strat, zarówno terytorialnych, jak i ludzkich. Nic nie wskazuje na to, aby w dającej się przewidzieć przyszłości miało dojść do zmiany tej sytuacji. Skala determinacji po stronie ukraińskiej, pomimo zmęczenia, jest nadal ogromna.
Kiedy koniec wojny w Ukrainie?
Kluczowe pozostaje pytanie, kiedy i jak skończy się wojna rosyjsko-ukraińska. Trwające od ponad roku rozmowy pokojowe, realizowane w formacie trójstronnym, z udziałem przedstawicieli Ukrainy, Rosji i USA, jak na razie nie przyniosły wyraźnych efektów w postaci choćby tymczasowego wstrzymania walk. Rezultatów można oczekiwać prawdopodobnie nie wcześniej niż pod koniec tego roku. Z perspektywy Ukrainy istotne będzie także to, jak będzie odbywał się proces odbudowy kraju. Jego przebieg oraz rezultaty w perspektywie średniookresowej (co najmniej kolejnej dekady) mogą okazać się czynnikami kluczowymi dla sformułowania ostatecznego bilansu wojny z Rosją.
Dariusz Materniak
