Jak wynika z podsumowania specjalistycznego miesięcznika „The Banker”, który co roku publikuje listę tysiąca największych banków na świecie, nasze znalazły się w światowej czołówce, jeśli chodzi o stopę zwrotu z kapitału. Ten wskaźnik pokazuje, ile zysku są w stanie wypracować. Odłożone zyski to jeden z buforów pozwalających uniknąć kłopotów w przypadku pojawienia się strat.

Polska znalazła się na szóstym miejscu pod względem rentowności banków z wynikiem na poziomie blisko 30 proc.

„The Banker” na swojej liście nie umieszcza instytucji, które są kontrolowane przez międzynarodowe grupy bankowe. Dlatego zdecydowana większość naszych instytucji nie jest ujęta w zestawieniu. Na liście są natomiast – na dalekich miejscach – PKO BP, Getin Noble Bank i Bank Gospodarstwa Krajowego. I to właśnie ich wyniki zdecydowały o pozycji naszego sektora bankowego.

Jak wynika z zestawienia brytyjskiego miesięcznika, najbardziej dochodowe w ubiegłym roku były banki z Ameryki Łacińskiej – z Argentyny i Peru, a w pierwszej dziesiątce znalazła się jeszcze Brazylia. W czołówce są również banki azjatyckie. Ameryka Południowa i Azja są w niewielkim stopniu dotknięte globalnym kryzysem, za to wiele krajów (jak Wietnam, Indonezja) szybko się rozwija, starając się podnieść poziom zamożności.

W ubiegłym roku jego ofiarą padła głównie strefa euro. Mowa nie tylko o krajach w najgorszej kondycji, jak Grecja. W przypadku sektora bankowego problem rozlewał się na wszystkie kraje unii walutowej. Wystarczyło, by bank zainwestował w tracące szybko na wartości papiery któregoś z południowych krajów Eurolandu. Albo by miał tam spółki zależne.

Banki z polskim kapitałem w niewielkim stopniu wystawiają się na tego rodzaju ryzyko. Za to korzystały w minionym roku z ciągle dobrej koniunktury w gospodarce. Dość powiedzieć, że dla całego sektora bankowego 2011 r. był rekordowy pod względem zysków.