Na początek września w związku z drożejącą żywnością G20 zwołuje nadzwyczajny szczyt, na którym zapadną decyzje o ewentualnym subsydiowaniu rolnictwa. Ostatni kryzys z drogą żywnością skończył się arabską wiosną. Dziś analitycy obawiają się rozlania rewolt i niestabilności po Afryce Subsaharyjskiej. Jako potencjalne ogniska niepokoju wskazywane są również dysponujący bronią atomową Pakistan i Meksyk, któremu analitycy wróżą powtórkę z buntu tortilli – masowych zamieszek w 2007 r. wywołanych 400-procentowym wzrostem cen kukurydzianych placków, które są podstawą meksykańskiej diety.

To właśnie środkowa Afryka na czele z regionem Sahel na zachodzie kontynentu jest wymieniana w sprawozdaniach międzynarodowych fundacji charytatywnych jako największa ofiara skoku cen żywności.

Główne powody do niepokoju to niespotykana od ponad pół wieku susza w Stanach Zjednoczonych, która – według wstępnych szacunków – może zniszczyć nawet 30 proc. plonów kukurydzy, oraz brak opadów na Ukrainie, w Rosji i Kazachastanie, co uderza w zbiory pszenicy. Ceny zboża podskoczyły w lipcu o 19 proc. Importerzy obawiają się dalszego wzrostu cen, jeżeli Rosja podobnie jak w 2010 roku zdecyduje się na wprowadzenie embarga. Stany Zjednoczone i Rosja są w piątce krajów, z których pochodzi 80 proc. zbóż trafiających na międzynarodowe rynki.

Powtórka kryzysu żywnościowego sprzed pięciu lat oznacza nie tylko głód i niedożywienie dla ponad miliarda mieszkańców globu. W grę wchodzi pogłębienie niestabilności politycznej na świecie. Drożyzna artykułów spożywczych w latach 2007 – 2008 doprowadziła do zamieszek w ponad 20 krajach. Z kolei ubiegłoroczny skok cen pszenicy wywołał bunty w krajach arabskich. Jako główny obszar niestabilności typowana jest Afryka Subsaharyjska. Zdaniem brytyjskiej fundacji The Disasters Emergency Committee tegoroczny skok cen zboża na rynkach powiększy rzeszę głodujących w takich krajach, jak Nigeria, Mauretania, Mali, Czad czy Burkina Faso o kolejnych 18 mln osób. W porównaniu z ubiegłym rokiem zbiory zboża spadły o 26 proc. Wzrost cen żywności wynosi miejscami nawet 30 – 60 proc. Ok. 60 proc. mieszkańców opisywanych krajów 80 proc. swoich dochodów przeznacza na jedzenie.

– Jako pierwsze skutki drożyzny odczują kraje z dostępem do oceanu, takie jak Nigeria, Gwinea Bissau czy Ghana. Są one w większym stopniu zintegrowane z międzynarodowym handlem niż interior – mówi DGP Marcus Nitschke z niemieckiego oddziału Oxfam. – W połączeniu z niestabilnością polityczną w regionie może to grozić rozpętaniem zamieszek – dodaje w rozmowie z DGP Rob Bailey, ekspert ds. rynku żywnościowego z brytyjskiego Chatham House.

W głębokim kryzysie politycznymi od początku roku znajduje się Mali. Nowy rząd w Bamako, któremu wojskowa junta przekazała formalnie władzę po zamachu stanu w marcu tego roku, rozważa rozpoczęcie wojny o odzyskanie kontroli nad północą kraju. Władze utraciły nad nią kontrolę w wyniku wojny domowej z tuareskimi koczownikami. Utworzone przez nich quasi-państwo Azawad częściowo przejęła Al-Kaida. W Nigerii na północy kraju działa wzorująca się na ruchu talibskim fundamentalistyczna organizacja Boko haram (w dosłownym tłumaczeniu z języka hausa „wszystko co złe z Zachodu”).

Z kolei w Somalii w sierpniu kończy się mandat popieranego przez społeczność międzynarodową Tymczasowego Rządu Federalnego. Budowa nowego gabinetu w warunkach zwiększającej się liczby głodujących będzie niemal niemożliwa. Niestabilny jest również Czad.

Poza Afryką pesymistycznie wygląda sytuacja w Pakistanie. Państwo wciąż odczuwa skutki powodzi o niespotykanej skali z 2010 roku. Jak wylicza Azjatycki Bank Rozwoju (ADB), każda 10-proc. zmiana ceny żywności powoduje, że poza progiem ubóstwa znajduje się kolejnych 3,5 mln Pakistańczyków, co zwiększa napięcie polityczne w kraju.

Drożyzna pogłębi niestabilność polityczną na świecie.