Aby zapobiec dalszemu pogorszeniu sytuacji, prezydent Dilma Rousseff przedstawiła plany kilku pakietów stymulacyjnych. Ostatnim z jej pomysłów – wartym 66 mld dol. – jest program budowy przez prywatne firmy nowych dróg i linii kolejowych.

Chociaż wysiłki podejmowane przez Brazylię dla ożywienia gospodarki to tylko ułamek działań podjętych w Chinach – pakiet stymulujący tamtejszą gospodarkę uruchomiony w 2008 r. był wart aż 630 mld dol. – potrzeby infrastrukturalne tego kraju są oczywiste. Nie powinny zatem powstać, jak w przypadku Państwa Środka, miasta widma dla robotników, nie powinno też dojść do ogromnego wzrostu zadłużenia państwa.

Przez poprzednią dekadę Brazylia rozkwitała na fali boomu surowcowego. Dało to poprzedniemu prezydentowi komfortową sytuację polityczną. Ale oznaczało to również odkładanie ważnych – choć trudnych – reform strukturalnych. Ale łatwe czasy się skończyły. Teraz wzrost gospodarczy jest generowany przez usługi. Sektor ten stanowi 60 proc. gospodarki, ale ma bardzo niską wydajność. Równocześnie ostra konkurencja zagraniczna prowadzi do spadku marż w sektorze produkcyjnym, co powoduje ograniczanie inwestycji ze strony firm. Skoro dawny model zaczął się wyczerpywać, Brazylia musiała zmienić kierunek działań. Inwestycje, które odblokują wąskie gardła w systemie transportowym i radykalnie poprawią wydajność, stanowiły więc oczywiste rozwiązanie.

Prezydent Dilma Rousseff, twardogłowa technokratka, wie o tym. Pozostaje jednak pytanie, czy uda jej się wprowadzić plany w życie. Jeden z największych problemów polega na tym, że zawsze – gdy w grę wchodzą kontrakty budowlane – pojawia się korupcja. Z pewnością wsparciem dla niej będzie to, że trwa właśnie mensalao – wielki proces skorumpowanych ministrów poprzedniego rządu. Jednak największą niewiadomą jest realizacja projektów. Bizantyjska biurokracja może zniweczyć plany. Nie dalej jak w marcu sekretarz generalny FIFA powiedział, że Brazylia potrzebuje „kopniaka”, by zdążyć z przygotowaniami do finałów piłkarskich mistrzostw świata w 2014 r. Miejmy nadzieję, że drogi powstaną na igrzyska w 2016 r.

„Financial Times”