Nie idzie mi też o proste skojarzenie z wolnym od pracy, choć i to coraz częściej ma miejsce. Raczej mam na myśli to, czy pamiętamy, co taka data oznacza, z czym się wiąże i jakiego rodzaju święto się za nią kryje: kościelne czy świeckie? Z tego punktu widzenia jest jeszcze jedna kwestia, dużo ważniejsza. Jeśli w ogóle taką wiedzę posiadamy, to czy uruchamia się ona automatycznie, czy też wymaga wspomagania.

Proszę nie sądzić, że do zastanawiania się nad tym skłoniła mnie data 15 sierpnia. To nie był powód, bo tego dnia przypada przede wszystkim święto kościelne. Przy tego rodzaju okazjach zakładam, że nawet gdy nie umiemy powiedzieć, co dokładnie celebrujemy (mogę się założyć, że wielu z Państwa nie umiałoby wskazać, że 15 sierpnia przypada Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, mimo że ponad 90 proc. Polaków to zdeklarowani katolicy), to jednak gdzieś nam świta, że ma ono związek z religią albo mamy taką pewność jak przy Wielkanocy lub Bożym Narodzeniu. Tak na marginesie: 15 sierpnia to również dzień Wojska Polskiego. Ale większość społeczeństwa uzmysławia sobie to dopiero wtedy, gdy usłyszy o obchodach w mediach – o ile nie nosi armijnego munduru.

Przyczynkiem do pochylenia się nad tematem stał się 11 listopada, Narodowe Święto Niepodległości. I też nie dlatego, że w tym roku będziemy obchodzić 95. rocznicę powrotu Polski na mapy świata. Lecz dlatego, że tego dnia zaczyna się w Polsce szczyt klimatyczny (19. Sesja Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu – COP19, której towarzyszyć ma spotkanie stron Protokołu z Kyoto). O tym, że Warszawa stanie się w dniach 11–22 listopada 2013 r. miejscem globalnego forum poświęconego światowej polityce klimatycznej, zdecydowano w 2008 r. Przez blisko 5 lat nikomu nie przyszło do głowy, że początek szczytu zbiega się z naszym najważniejszym świętem narodowym. Że uroczystości upamiętniające 11 listopada 1918 r., kiedy po 123 latach funkcjonowania pod rozbiorami Prus, Rosji i Austrii Rzeczpospolita odzyskała niepodległość, będą konkurować z otwarciem międzynarodowej konferencji. Nie jest tak, jak twierdzi Jarosław Kaczyński, że to prowokacja i spisek uknuty przez ONZ, premiera Donalda Tuska i ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza (który notabene objął tekę ministerialną zaledwie kilka miesięcy temu). To zdecydowana przesada. Ale pojawia się niesmak. A może szansa?

Zdawałoby się, że gdy słyszymy „11 listopada", nasze mózgi natychmiast wyświetlają komunikat: „odzyskanie niepodległości". Zdawałoby się, że dla narodu nie ma nic ważniejszego. Zdawałoby się... Jak się okazuje, nasze polskie świętości przegrywają z zagadnieniami międzynarodowymi. Dość, że sami nie jesteśmy jednością w takich sprawach, że organizujemy alternatywne uroczystości i marsze, że wybuchają zamieszki, jakich przy takich okazjach być nie powinno. A teraz przyjdzie nam się jeszcze zmierzyć z alterglobalistami, antyglobalistami i przedstawicielami organizacji ekologicznych, bo oni zawsze pojawiają się na konferencjach klimatycznych. Może być uroczo. I to jeszcze w obecności mediów z całego świata. Niech sobie za granicą pooglądają, jak Polska świętuje odzyskanie niepodległości i jednocześnie dba o bezpieczeństwo 12 tys. oficjalnych gości i tysięcy tych bez zaproszenia. Niech podziwiają kraj, który takie dwa wydarzenia umie połączyć. Niech nasycą się atmosferą państwa, które wysyła w świat komunikat, że losy klimatu na świecie są dla niego tak samo ważne, jak jego własna historia.

Nie mam nic przeciwko temu, byśmy byli gospodarzami jakiegokolwiek spotkania międzynarodowego. Zwłaszcza że sprawdzamy się w takich okolicznościach, bo szczególnie nam zależy (i to jest fajne), aby wszystko poszło gładko, aby świat mówił o naszym kraju jako świetnym organizatorze – i ten cel zazwyczaj osiągamy, jak w przypadku Euro 2012. Mam też nadzieję graniczącą z pewnością, że i przy tegorocznym szczycie klimatycznym będzie podobnie. Tylko jak to się dzieje, że tak się cieszymy z kolejnej możliwości pokazania się innym krajom z najlepszej strony, iż w ogóle zapominamy o najważniejszej od blisko 100 lat dla nas dacie? Jaki jest to sygnał ze strony władz dla społeczeństwa? Nie podejrzewam, że zamiar był taki, aby zjednoczyć Polaków w dniu Narodowego Święta Niepodległości, bo przecież świat patrzy. Ale przez przypadek taki efekt może wystąpić. Solidarność na pokaz to nasza narodowa specjalność. Więc może i teraz będzie miała miejsce. I jeszcze może wryje nam się w pamięć, że 11 listopada to faktycznie ważny w historii Polski dzień.