Europosłowie z komisji spraw zagranicznych stanęli w obronie Kijowa i uznali, że za 3 miesiące powinno dojść do podpisania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią. Właśnie ta umowa jest solą w oku Rosji. Moskwie nie podoba się, że Kijów chce być blisko Wspólnoty i grozi wprowadzeniem kontroli celnych, a nawet wstrzymaniem importu z Ukrainy.

Rosja łamie międzynarodowe standardy, te groźby są niedopuszczalne, to zamach na suwerenność Ukrainy - takie głosy padały podczas debaty w Europarlamencie. „Kreml pokazał prawdziwą, imperialną twarz. W sposób, jak zwykle arogancki i bezczelny, wymierzono policzek Ukrainie." - powiedział europoseł Marek Siwiec.

>>> Czytaj też: Wojna celna Rosji z Ukrainą - oto opinie ekspertów

W jego ocenie, nie jest to skierowane w ukraińskich oligarchów, tylko w prostych ludzi, którzy boją się o swoją przyszłość. Jeden z ukraińskich opozycjonistów Witalij Kliczko, który wziął udział w posiedzeniu komisji, podkreślał, że nie po raz pierwszy Moskwa grozi władzom w Kijowie. „Ale rzadko zdarzało się, żeby to było tak cyniczne i systematyczne” - mówił. Deputowany Jacek Saryusz-Wolski dodał, że nie tylko Ukraina jest na celowniku Moskwy.

„Chodzi o kontestowanie przez Rosję całego Partnerstwa Wschodniego. Powinniśmy oczekiwać, że może być ciąg dalszy” - dodał. Bo Rosja - jak mówili ukraińscy opozycjoniści - próbuje stworzyć swoją strefę wpływów w byłych sowieckich republikach. „To budowanie Związku Radzieckiego numer 2” - skomentował Arsenij Jaceniuk.

Demokratyczna opozycja na Ukrainie jest jednomyślna. Mimo gróźb Rosji, rząd w Kijowie powinien przeprowadzić reformy, których domaga się Unia, by w listopadzie podpisać umowę stowarzyszeniową.