O 17 proc. wzrosła liczba realizowanych średnio w trakcie jednej sesji zleceń na akcje po wprowadzeniu przez giełdę nowego systemu notowań – UTP. Jeszcze bardziej – o blisko 40 proc. – wzrosła liczba zleceń składanych. To może być pierwszy sygnał o wykorzystywaniu przez inwestorów tzw. handlu algorytmicznego, w którym decyzje o zakupie i sprzedaży akcji podejmuje komputer na podstawie wcześniej stworzonego algorytmu. O tym, czy jest tak w rzeczywistości i czy na giełdzie może przyjąć się tzw. handel wysokich częstotliwości (HFT), w którym komputery generują dużą liczbę transakcji w bardzo krótkim czasie, rozmawiamy z Michałem Kobzą z Giełdy Papierów Wartościowych.

Czy na naszej giełdzie handlują już automaty?

Jak wynika z naszych analiz, po wprowadzeniu nowego systemu transakcyjnego zwiększyła się aktywność inwestorów mierzona liczbą wysyłanych na rynek zleceń. Odpowiadając więc na pytanie – tak, handlują, ale stosowane są głównie przez profesjonalnych dostarczycieli płynności. Kolejne grupy inwestorów pracują nad wykorzystaniem tej techniki. Członkowie giełdy po wprowadzeniu nowego systemu zaczęli przekuwać tę inwestycję na konkretne działania i poszukiwanie nowych, do tej pory nieobecnych rodzajów klientów.

Mówiąc inaczej: inwestorzy w Warszawie zaczęli korzystać z możliwości, jakie stwarza handel algorytmiczny i HFT, tak?

Technikę tę wykorzystują animatorzy rynku zarówno produktów strukturyzowanych, jak i opcji. Chcąc zagwarantować jak najlepsze warunki pozostałym inwestorom, muszą aktywnie zarządzać ryzykiem, co sprowadza się do niemal ciągłego kwotowania, odzwierciedlania w tych kwotowaniach nieustannych zmian ceny instrumentów bazowych, np. indeksu WIG20 i zawierania transakcji zabezpieczających. Aby robić to efektywnie, animator musi korzystać z zaawansowanych narzędzi algorytmicznych.

Czy graczom z zagranicy handel algorytmiczny na giełdzie w Warszawie może się opłacać?

Wprowadziliśmy pierwsze zmiany w cennikach podnoszące atrakcyjność tego typu handlu dla wszystkich klientów, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Pracujemy nad kolejnymi. Otwieramy się w ten sposób na nowe kategorie klientów i można powiedzieć, że ta propozycja spotyka się z dużym zainteresowaniem. Istnieją różne strategie zamknięte w postaci algorytmów – jedne średnio- i długookresowe, inne o wybitnie krótkim horyzoncie inwestycyjnym. Jedne oparte na strategii bycia mądrzejszym od pozostałych inwestorów, inne – na byciu od nich szybszym. Na rynkach rozwiniętych strategie oparte na szybkości są stosowane powszechnie, więc pole do osiągania zysków jest tam coraz mniejsze. Inwestorzy konkurują więc na poziomie technologii – inwestują w rozwiązania IT dające w pewnych warunkach i do pewnego stopnia przewagę nad innymi. Dzięki UTP mogą także na warszawskim parkiecie wykorzystywać strategie, które kiedyś przyniosły im zyski na Zachodzie.

Wraz z rozwojem handlu algorytmicznego powstał nowy typ zagrożenia, tzw. flash crash. Czy giełda w Warszawie jest przed tym dostatecznie zabezpieczona?

Tak naprawdę zagrożenie jest stare, tylko przyjęło nową nazwę. Wcześniej nazywało się „fat finger” i określało skutki błędnego zlecenia – takiego, w którym makler pomylił się np. o jedno zero. To cały czas jest ryzyko ludzkiej pomyłki – tyle że teraz automaty mogą ją zwielokrotnić. Warszawska giełda zabezpieczyła się przed tym. Dla poszczególnych klas aktywów notowanych na GPW są zdefiniowane maksymalne wartości zleceń, które mogą trafić do systemu. Istnieją także ograniczenia wahań kursów instrumentów: dynamiczne – jedno zlecenie nie może zmienić ceny na rynku o więcej niż określoną wielkość. Dla WIG20 jest to 3,5 proc. W praktyce gdyby ktoś się pomylił i wysłał na giełdę błędne zlecenie, to i tak dany walor z WIG20 w reakcji na nie mógłby spaść lub wzrosnąć o maksymalnie 3,5 proc. Drugi typ ograniczenia wahań kursu jest statyczny, ma z założenia zabezpieczać przed serią pomyłek. Punktem odniesienia jest kurs otwarcia, a ograniczenia to – w przypadku akcji z WIG20 – plus/minus 10 proc. Jeśli ta granica zostałaby naruszona, handel zostaje wstrzymany i następuje równoważenie rynku. W tym samym czasie dział nadzoru giełdy sprawdza, co się stało, i po takiej analizie zapada decyzja, co dalej. Można więc stwierdzić, że takie zabezpieczenia, które dopiero od niedawna są stosowane np. w USA, na GPW obowiązują od wielu lat.

>>> Czytaj też, czy giełda w Bukareszcie - nowe "regionalne mocarstwo" - zagrozi pozycji Warszawy