Jak informuje Puls Biznesu, trzy lata po uruchomieniu ministerstwa cyfryzacji niektóre resorty dopiero analizują rezygnację z tradycyjnego obiegu dokumentów. Cyfryzacja miała być tak ważna dla rządu, że dodał ją do nazwy ministerstwa. Jednak właśnie w tej instytucji, zauważa PB, zużycie papieru wzrosło w 2013 r. o 90 proc.

Według Artura Koziołka, rzecznika MAC, od początku tego roku system elektronicznego obiegu dokumentów jest podstawą pracy - czynności kancelaryjnych i dokumentowania przebiegu spraw. Co jakiś czas badane są wyjątki, tj. sprawy, które nadal są prowadzone w tradycyjny papierowy sposób. 

>>> Czytaj też: Jak przeprowadzić reformy w Polsce? Pomóc może centralne planowanie

Jak informuje PB, w ubiegłym roku 17 ministerstw zużyło razem 190 tys. ryz papieru – w drukarkach, faksach etc., co kosztowało podatnika 2 mln zł. Najwięcej wykorzystały resorty sprawiedliwości, finansów i obrony. Ten temat ceni paradoksy, coraz więcej papieru potrzebuje ministerstwo sprawiedliwości, które posiada, a jakże, elektroniczny obieg dokumentów. Równolegle z papierowym.

Z zawartych w artykule informacji wynika, że wolno i mozolnie, ale cyfryzacja jednak postępuje. Niektóre ministerstwa już wprowadziły elektroniczny obieg, inne dopiero to analizują, jak ministerstwo gospodarki, środowiska czy sportu. Całkowite odejście od papieru nie jest jednak zdaniem urzędników prawdopodobne. Paradoks zużywania większej ilości ryz po rozpoczęciu cyfryzacji tłumaczą doświadczeniami zachodnimi. Wskazują one, że wdrożenie elektronicznego obiegu dokumentów w dużej instytucji, niezależnie, publicznej czy prywatnej, powoduje na początku skokowe zwiększenie zużycia papieru.

Pierwszym celem cyfryzacji nie jest więc oszczędność tego surowca, ale podniesienie jakości zarządzania obiegiem informacji, łatwiejszego dostępu do niej i przyśpieszenie wymiany informacji. W tej nowej kategorii oszczędności przoduje resort kultury, od 2008 r. zużycie spadło tu o 38 proc., a o 30 proc. mniej drukowano w ministerstwach nauki, spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych.

>>> Czytaj też: "DOG factor" w Rosji, czyli ile kosztują złe rządy Putina