Emisje ustabilizowały się na poziomie 32 mld ton. Profesor Paul Ekins z londyńskiego Instytutu Energii tłumaczy BBC, że to tylko dane za jeden rok i nie należy wyciągać z nich zbyt pochopnych wniosków.

„Ale jeśli jest to początek trendu, to ma to ogromne znaczenie. Wiemy, że uprzemysłowione kraje mogą się rozwijać bez zwiększania emisji”.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna podkreśla, że to pierwsza taka sytuacja od czterdziestu lat, gdy emisje przestają rosnąć bez jednoczesnego kryzysu gospodarczego. Poprzednio spadki emisji były bowiem wynikiem mniejszego zapotrzebowania na energię, a takie mniejsze zapotrzebowanie wiązało się ze słabnącą gospodarką.

>>> Czytaj też: Miał być motorem naszej gospodarki. Dziś polski handel praktycznie nie istnieje