Wczoraj protestowali w całej Polsce przewoźnicy. Domagali się od rządu zdecydowanej reakcji z powodu wprowadzenia w Niemczech minimalnej stawki 8.5 euro za godzinę.

Minister gospodarki zapewnił, że rząd trzyma rękę na pulsie, bo wprowadzenie stawki minimalnej w Niemczech godzi w interes całej Unii Europejskiej. Powiedział też, że powrót do protekcjonizmu i nacjonalizmu na europejskim rynku będzie skutkował doregulowaniem i sporami handlowymi. - Unia Europejska ma sens tylko wtedy, kiedy pracuje na jej sukces wszyscy, a nie tylko rynki narodowe - przekonywał Piechociński.

Wicepremier nie chciał powiedzieć jaki jest rządowy plan B na wypadek gdyby niemiecka płaca minimalna została utrzymana. Nie wiadomo więc, czy przewoźnicy mogliby liczyć na dofinansowanie ze strony rządu. Piechociński powiedział jedynie, że gdyby rozwiązania niemieckie się utrzymały, to Polska jako też kraj tranzytowy będzie musiała szukać - jak się wyraził - "adekwatnych rozwiązań".

Po wprowadzeniu płacy minimalnej przez Niemcy wprowadzenie podobnych rozwiązań rozważa Francja.

>>> Polecamy: Autostrady przecięte bramkami. Miało być szybko i sprawnie, będzie wolno i w korku