Również z ekonomicznego punktu widzenia Polska wciąż nie spełnia wszystkich warunków bycia w strefie euro.

W przyjętej w roku 1997 Konstytucji znalazł się art. 227, którego ustęp 1 stanowi, że Narodowemu Bankowi Polskiemu „przysługuje wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza”. Tak jednoznaczne stwierdzenie sprawia, że wprowadzenie euro wymaga zmiany Konstytucji, a do tego potrzeba dwóch trzecich głosów w Zgromadzeniu Narodowym. Przy ostrym konflikcie politycznym jest to mało prawdopodobne.

Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Wprowadzenia Euro sporządza jednak co miesiąc Monitor Konwergencji Nominalnej, w którym analizuje przygotowanie polskiej gospodarki do wejścia do strefy euro i stopień spełnienia kryteriów konwergencji (kryteria z Maastricht). Monitor ocenia także spełnianie kryteriów konwergencji w poszczególnych państwach członkowskich oraz analizuje oczekiwania rynkowe dotyczące daty przyjęcia euro przez Polskę. W kwietniu ukazał się Monitor, zawierający dane za luty 2015 r., wskazujące, że coraz bardziej jesteśmy podobni do krajów należących już do strefy euro.

Zgodnie z definicjami Unii Europejskiej ceny są uznawane za stabilne, jeśli średnia stopa inflacji, odnotowana w danym państwie w ciągu jednego roku poprzedzającego badanie, nie przekracza o więcej niż 1,5 punktu procentowego inflacji trzech państw członkowskich o najbardziej stabilnych cenach. Inflacja mierzona jest za pomocą wskaźnika stosowanego przez Eurostat Harmonised Index of Consumer Prices (HICP).

Kryterium konwergencji stóp procentowych jest spełnione, jeśli w ciągu jednego roku przed badaniem, państwo członkowskie posiada średnią nominalną długoterminową stopę procentową nie przekraczającą więcej niż o dwa punkty procentowe stopy procentowej trzech państw członkowskich UE o najbardziej stabilnych cenach. Stopy procentowe oblicza się na podstawie rentowności długoterminowych obligacji państwowych lub porównywalnych papierów wartościowych, z uwzględnieniem różnic w definicjach krajowych.

Kryterium kursowe oznacza udział waluty danego kraju w mechanizmie Europejskiego Systemu Walutowego. Kurs waluty musi pozostawać w przewidzianych granicach wahań, bez poważnych napięć, przynajmniej przez dwa lata przed badaniem.

Kryterium stabilności finansów publicznych jest spełnione wówczas, gdy kraj nie jest objęty procedurą nadmiernego deficytu. Oznacza to, że stosunek deficytu sektora finansów publicznych do PKB nie może przekraczać 3 proc. PKB, chyba że to przekroczenie ma charakter wyjątkowy i tymczasowy, a odchylenie od wyznaczonego poziomu nie jest znaczne. Stosunek długu publicznego do PKB nie przekracza 60 proc., a jeśli przekracza to zmniejsza się dostatecznie i zbliża do 60 proc. w zadowalającym tempie.

Wielu ekonomistów uważa, kryteria konwergencji nie są już adekwatne do sytuacji w Unii Europejskiej po kryzysie finansowym. Stopy procentowe w większości krajów UE są bardzo niskie, a inflacja ujemna. Tymczasem zarówno kryterium inflacji, jak i stóp procentowych odnosi się nie do wielkości bezwzględnych, ale do wartości referencyjnych. Niska inflacja wynika ze spadku cen paliw oraz ze słabego wzrostu gospodarczego. Niska rentowność obligacji rządowych to w dużej mierze efekt interwencji banków centralnych, przede wszystkim EBC. Zadłużenie państw, nie będących w strefie euro jest niższe niż tych, które od 15 lat posługują się wspólną walutą.

Przy obliczaniu wartości referencyjnych dla inflacji i stóp procentowych odrzuca się dane tych krajów, gdzie w znaczący sposób odbiegają one od średnich. To dodatkowo wzmacnia arbitralność ocen.

Kryterium cenowe

Polska, podobnie jak niektóre inne kraje Europy Środkowowschodniej przez pierwsze lata transformacji borykała się z wysoką inflacją w znaczący sposób odbiegającą od standardów Unii Europejskiej. W 2008 roku Litwa nie została przyjęta do strefy euro, gdyż miała inflację o 0,1 punktu procentowego przekraczającą poziom referencyjny.

W ciągu dziesięciu lat obecności Polski w Unii Europejskiej w sześciu latach nasza inflacja była zbyt wysoka w stosunku do stopy referencyjnej. W 2009 roku, gdy w kilku krajach Unii Europejskiej wystąpiła deflacja, w Polsce inflacja osiągnęła aż 4 proc. Tylko raz Polska była jednym z trzech krajów Unii o najniższej inflacji. Było to w roku 2003, gdy byliśmy, wraz z Finlandią liderami niskiej inflacji. Zmienność inflacji w Polsce (podobnie jak we wszystkich krajach przechodzących transformację ustrojową) jest znacznie wyższa niż w Europie Zachodniej. W ostatnich 10 latach najbardziej stabilna inflacja była w Niemczech (odchylenie standardowe indeksu HICP za lata 2004-2014 wyniosło 0,75), najmniej stabilna na Łotwie (odchylenie standardowe 4,63). W Polsce odchylenie standardowe indeksu HICP za lata 2004-2014 wyniosło 1,45.

Niestabilność inflacji w Polsce sprawia, że polityka pieniężna musi być bardziej restrykcyjna niż w Europie Zachodniej, jeśli chcemy ją utrzymać na poziomie zgodnym z kryteriami konwergencji.

W lutym 2015 r. inflacja w Polsce była jedną z najniższych w Europie. Była ujemna i wyniosła w stosunku do lutego 2014 r. -1,3 proc. (w marcu -1,2 proc), zaś średnia inflacja za ostatnie 12 miesięcy – 0,2 proc. Niższa średnia inflacja za ostatnich 12 miesięcy była w Bułgarii, Grecji, Hiszpanii i na Węgrzech. Biorąc pod uwagę inflację referencyjną obliczoną na podstawie danych Hiszpanii, Węgier i Polski, odrzucając dane Bułgarii i Grecji, gdzie deflacja odbiegała znacząco od średniej unijnej. Polska obecnie spełnia kryterium inflacyjne. W lutym inflacja była niższa od stopy referencyjnej o 1,4 punktu procentowego. Według prognoz Komisji Europejskiej inflacja w Polsce utrzyma się na poziomie nie przekraczającym inflacji referencyjnej do końca 2016 roku.

Kryterium stóp procentowych

W lutym 2015 r. rentowność 10-letnich obligacji w strefie euro wynosiła 1,05 proc., a w marcu spadła do 0,95 proc. W lutym aż w 11 krajach rentowność była niższa niż 1 proc. Najniższa – 0,20 proc. była w Danii, kraju nie należącym do strefy euro. Korona duńska od wielu lat znajduje się w reżymie ERM II i jej kurs jest niemal sztywny wobec euro i wynosi 13,400 duńskich koron za euro. W ostatnich pięciu latach najniższy kurs korony osiągnął poziom 13,447, a najwyższy 13,372, to znaczy, że wahania były nie większe niż +- 0,25 proc.

Komisja Europejska, ustalając wartość referencyjną dla długich stóp procentowych 15 krajów o najniższej stopie uwzględniła, podobnie jak w przypadku inflacji, stopy w Hiszpanii, Polsce i na Węgrzech. Polska spełnia kryterium stopy procentowej. Po raz pierwszy Polska spełniła kryterium w kwietniu 2011 roku i od tego czasu długie stopy procentowe w Polsce są na wystarczająco niskim poziomie.

Kurs walutowy

Polska nie uczestniczy w mechanizmie ERM II i nie przystąpi do niego, nie mając – ze względów politycznych – szans na szybkie przyjęcie euro. Kryterium walutowe jest dla nas najtrudniejsze do spełnienia, gdyż wejście do ERM II wiąże się z ryzykiem. Stabilizacja waluty wymagałaby obrony kursu poprzez zmiany stóp procentowych częstsze niż dokonuje obecnie Rada Polityki Pieniężnej oraz operacje sprzedaży i zakupu walut. Istnieje ryzyko, że złoty byłby pod presją ataku spekulacyjnego, zwłaszcza gdyby nastąpiły nadzwyczajne wydarzenia na rynkach wschodzących. W ostatnich latach następowało to wielokrotnie. Na spadek kursu złotego wpływały kryzysy w Turcji, na Węgrzech i na Ukrainie.

W ostatnich 12 miesiącach średni kurs złotego w NBP wobec euro był najniższy 24 grudnia 2014 roku i wynosił 4,306 PLN za 1 euro, zaś najwyższy 21 kwietnia 2015 r. (3,9822 zł za 1 euro). Różnica między kursem minimalnym i maksymalnym wynosiła więc w ciągu kilku miesięcy aż 8 proc.

Znacznie większe wahania nastąpiły między lipcem 2008 r., a kwietniem 2009 r., gdy złoty stracił do euro przeszło 30 proc. Był to wówczas jeden z czynników wspierających wzrost eksportu i utrzymanie dodatniej dynamiki PKB.

Wejście do mechanizmu ERM II wymagać będzie wynegocjowania z Komisją Europejską i Europejskim Bankiem Centralnym pasma dopuszczalnych wahań waluty oraz kursu centralnego. Polska chciałaby, prawdopodobnie, by było to pasmo +- 15 proc., ale nie jest pewne, czy władze UE to zaakceptują. Niski kurs złotego byłby na krótką metę bardziej korzystny dla naszej gospodarki, choć wiązałby się z większym ryzykiem wzrostu inflacji po wejściu do strefy euro.

>>> Polecamy: Ekonomia internetowego spaghetti. Jak dostęp do sieci zmienił świat

Stabilność finansów publicznych

Polska jest objęta procedurą nadmiernego deficytu (EDP), co oznacza, że nie spełnia kryterium fiskalnego. Polska nie ma problemu z długiem sektora rządowego i samorządowego, który po częściowej likwidacji OFE spadł do poziomu niższego niż 50 proc. PKB. W ubiegłym roku mieliśmy natomiast deficyt sektora przekraczający 3 proc. PKB. Według szacunków Komisji Europejskiej wyniósł on 3,6 proc., zaś według danych GUS z 16 kwietnia 2015 r. był mniejszy i wyniósł 3,2 proc. PKB. Komisja Europejska prognozuje, że w roku bieżącym deficyt obniży się do 2,9 proc., zaś w roku 2016 do 2,7 proc. Pozwoliłoby to na zniesienie procedury EDP wobec Polski.

Należy jednak zauważyć, że Polska jest obecnie w fazie ożywienia gospodarczego i jest jednym z najszybciej rosnących krajów Unii Europejskiej. Tym samym powinna mieć deficyt niższy. Szacunki wzrostu, podawane przez KE dla Polski są nieco zaniżone i tym samym zaniżona jest ocena deficytu strukturalnego. Komisja Europejska zawyża też potencjalny wzrost PKB w Polsce, gdyż bierze pod uwagę dane z lat 1996-2013.

Prawdopodobnie średnia stopa wzrostu w następnych dekadach będzie niższa niż w poprzednich. Innymi słowy, obecny wzrost polskiej gospodarki, zbliżony do 4 proc. jest wyższy od wzrostu potencjalnego. Tym samym deficyt strukturalny jest wyższy od rzeczywistego.

Według Komisji Europejskiej deficyt strukturalny w Polsce wyniósł w roku ubiegłym -3,0 proc. PKB, zaś w roku bieżącym wyniesie -2,7 proc. PKB. Na tle Unii Europejskiej był to deficyt wysoki. Według podpisanego przez Polskę Paktu Fiskalnego (a także innych porozumień dotyczących stabilności finansów publicznych) deficyt strukturalny nie powinien przekraczać 1 proc. PKB.

W 2014 roku Polska była w Unii Europejskiej na piątym miejscu pod względem wysokości deficytu strukturalnego. Według prognoz KE w roku bieżącym będzie również na miejscu piątym, a w przyszłym na miejscu ósmym.

Rzeczywistość może okazać się gorsza od prognoz, gdyż w najbliższych latach zacznie do Polski napływać więcej środków z unijnej perspektywy budżetowej na lata 2014-2020. To zwiększy napięcia w budżecie i może odsunąć termin zdjęcia z Polski procedury nadmiernego deficytu.