Co więcej, w ciągu ostatniego półrocza władze podjęły kilka dobrych decyzji gospodarczych.

W latach 1997-2008 białoruska gospodarka przeżywała okres rozwoju, pomimo braku istotnych reform rynkowych (wyniki gospodarki na wykresie poniżej). Dzięki rosyjskim subsydiom energetycznym oraz sprzyjającej koniunkturze międzynarodowej PKB Białorusi rósł w latach 2002-2008 (pomiędzy kryzysem dot.com a globalnym kryzysem finansowym).przeciętnie o 8,8 proc. rocznie. Tu na marginesie trzeba zauważyć, że białoruska gospodarka jest gospodarką otwartą na handel zagraniczny. W pierwszej dekadzie XXI w. eksport Białorusi wynosił ok. 60 proc. w stosunku do PKB.

Natomiast w latach 2009-2015 przeciętny wzrost PKB zmniejszył się do 2,0 proc. rocznie. Przy czym, w ostatnich trzech latach wzrost PKB oscylował w granicach 1,0-1,7 proc. rocznie, a w 2015 r. białoruska statystyka po raz pierwszy od 1996 r. zanotuje recesję, na poziomie ok. 2-3 proc.

Istnieją obiektywne przesłanki, aby sądzić, że białoruska gospodarka nie wróci do stanu sprzed kryzysu finansowego. Boryka się ona bowiem z problemami strukturalnymi, co najlepiej odzwierciedla spadająca dynamika wzrostu gospodarczego. Dwuprocentowy wzrost PKB, przy dobrej koniunkturze międzynarodowej, to szklany sufit dla tak niezreformowanej gospodarki posocjalistycznej.

Po 2008 r. jedynie nadzwyczajna „działalność” białoruskich władz pozwalała na wzrost PKB powyżej tej granicy:

– Pierwszym takim mechanizmem była przedwyborcza stymulacja popytu krajowego. Nie mający fundamentalnego uzasadnienia wzrost wynagrodzeń w sektorze publicznym w 2010 r., stał się jednym z decydujących czynników prowadzących do kryzysu walutowego o niespotykanej sile. W konsekwencji, w 2011 r. kurs dolara w białoruskich rublach wzrósł prawie trzykrotnie, ceny wzrosły ponad dwukrotnie, a przeciętna płaca brutto zmniejszyła się z 530 dol. w grudniu 2010 r. do 340 dol. w grudniu 2011 r. (tj. wróciła do wielkości sprzed podwyżek przedwyborczych).

– Drugim mechanizmem była półlegalna sprzedaż w 2011 r. oraz I połowie 2012 r. produktów naftowych wytworzonych z rosyjskiej ropy pod nazwą rozpuszczalniki, rozcieńczalniki oraz smary. Dzięki temu towary te nie były objęte cłem, które Białoruś powinna była odprowadzać do budżetu Rosji, zgodnie z prawem Unii Celnej Białorusi, Rosji i Kazachstanu. Po wykryciu przez władze rosyjskie tego procederu, doszło do polubownego porozumieniu o zaprzestaniu podobnej działalności przez Białoruś.

Odejście od populizmu

Dotychczas jedną z kluczowych obietnic wyborczych Łukaszenki był wzrost warunków życia. Między władzą a społeczeństwem funkcjonował tzw. kontrakt socjalny. Polegał on na tym, że brak przemian politycznych był rekompensowany w oczach obywateli wzrostem dobrobytu. W każdej kampanii Łukaszenka obiecywał określony wzrost przeciętnych wynagrodzeń (wyrażony w dol.) na koniec nowej kadencji. Przykładowo, w 2001 r. Białorusini mieli zarabiać 100 dol., w 2006 r. – 250 dol., a w 2010 r. – 500 dol. Co ciekawe, dotychczas, udawało się to robić z łatwością – w 2001 r. i 2006 r., lub… za wszelką cenę jak w 2010 r. W grudniu 2010 r. płace nominalne w gospodarce były o 46 proc. wyższe niż w grudniu poprzedniego roku.

Na szczęście, władze wyciągnęły naukę z rujnującego gospodarkę populizmu w ostatniej fazie cyklu politycznego. Przy obecnym poziomie rezerw złotowalutowych, Białorusi nie stać na utrzymanie kursu w celach politycznych. W związku z tym, władze zdecydowały się na jednorazową 30-proc. dewaluację w II połowie grudnia 2014 r. w odpowiedzi na jeszcze silniejszą deprecjację rosyjskiego rubla w analogicznym okresie. Przypomnijmy, że stało się to w wyniku gwałtownego spadku cen ropy oraz wpływu sankcji USA oraz UE na rosyjską gospodarkę, a w konsekwencji silnego spowolnienia rosyjskiej gospodarki.

Ostatecznie, wynagrodzenia nie tylko nie zbliżyły się do obiecanych 1000 dol. w 2015 r., lecz nawet uległy zmniejszeniu – do 467 dol. w maju 2015 r. Natomiast wybory prezydenckie odbędą się już 11 października 2015 r.

Następnie, 27 grudnia 2014 r. Łukaszenka dokonał zmiany osobowej rządu, w tym pięciu osób bezpośrednio odpowiedzialnych za gospodarkę:

– premiera, 65-letniego Michała Miasnikowicza, zastąpił 55-letni Andrej Kabiakou,

– I wicepremiera, 65-letniego Uladzimira Siamaszkę, zastąpił 45-letni Wasyli Maciuszeuski,

– prezesa Narodowego Banku Białorusi (NBB), 61-letnią Nadzieję Jermakową, zastąpił 52-letni Pawal Kalaur,

– ministra gospodarki, 45-letniego Mikalaja Snapkowa, zastąpił 59-letni Uladzimir Zinouski,

– I zastępcą ministra gospodarki został 32-letni Aliaksandar Zabarouski.

Łukaszenka nie tylko odmłodził skład rządu, lecz również wybrał na powyższe stanowiska osoby o poglądach bardziej prorynkowych. W szczególności warto podkreślić dwie nominacje –I wicepremierem został prezes zarządu BPS-Sberbank, największego prywatnego banku na Białorusi, a prezesem NBB został prezes zarządu BelVEB, drugiego największego prywatnego banku. Obydwie osoby, pochodzące z sektora bankowego, cieszą się dobrą renomą w środowisku eksperckim. Tym samym Łukaszenka dał zgodę na rozpoczęcie pozytywnych zmian w polityce makroekonomicznej, skierowanych na zrównoważenie gospodarki.

>>> Czytaj też: Giełda w Chinach odbija. Autorytaryzm lepiej radzi sobie z kryzysem

Początek „Nowej Polityki Ekonomicznej”

Od początku roku można wyróżnić pozytywne i konsekwentne zmiany w pięciu obszarach.

Po pierwsze, NBB jeszcze bardziej uelastycznił politykę kursu płynnego. Wcześniej białoruski rubel już był przywiązany do koszyka walut (dolar, euro, rubel), a następnie częściowo upłynniony w 2011 r., lecz władze monetarne stale interweniowały na rynku walutowym, próbując ograniczyć jego osłabienie. 8 stycznia NBB wystąpił z oświadczeniem o ograniczeniu możliwości stosowania interwencji walutowych. Zarezerwowano je wyłącznie do przypadków wygładzania szczytowych wahań wartości koszyka walutowego i to pod warunkiem, że interwencje te będą zapewniały dodatnie saldo kupna dewiz w średnim okresie.

Następnie, 1 czerwca NBB zastąpił reżim jednorazowego fixingu kursu walutowego reżimem ciągłej podwójnej aukcji (w segmencie giełdowym, w którym uczestniczą banki komercyjne, pozabankowe instytucje finansowe oraz bank centralny). Odpowiada to praktyce przyjętej w większości krajów rozwiniętych, w tym w Polsce. W warunkach danego reżimu kursowego uczestnicy rynku mogą zgłaszać popyt lub podaż na dewizy przez cały okres prowadzenia handlu (notowań), podczas gdy zawarcie transakcji dokonuje się w przypadku pojawienia się przeciwstawnych zgłoszeń o odpowiadających warunkach co do kwoty dewiz i proponowanego kursu. W ten sposób, NBB tworzy przejrzysty mechanizm kształtowania się kursu rynkowego, w którym regulator będzie odgrywał mniejszą rolę.

Po drugie, NBB zacieśnił politykę monetarną. W celu przeciwdziałania odpływowi depozytów w walucie krajowej oraz ograniczenia oczekiwań inflacyjnych w wyniku grudniowej 30-proc. dewaluacji, 9 stycznia NBB podniósł stopy procentowe o 5 proc. do 25 proc. (realne stopy procentowe wzrosły wtedy do 8 proc.). Tym samym NBB wstrzymał cykl obniżek procentowych trwający od grudnia 2011 r. Dodatkowo, nowy prezes NBB w styczniu ogłosił wprowadzenie sterowania podażą pieniądza (ang. monetary targeting) jako sposób na ograniczenie inflacji. Jest to zasadnicza zmiana, ponieważ dotychczas na ogół emisja pieniądza i dynamika akcji kredytowej była dostosowana do bieżących potrzeb polityczno-ekonomicznych, a nie stabilności makroekonomicznej.

Po trzecie, NBB dokonał zmiany w polityce komunikacji z rynkiem. Od samego początku nowy prezes NBB stworzył tzw. Klub Kredytodawców, do którego należą przedstawiciele banków komercyjnych, największych przedsiębiorstw oraz ministerstw. Na spotkaniach Klubu, NBB wyjaśnia swoją politykę przedstawicielom sektora finansowego, sektora realnego i rządu, z kolei partnerzy Klubu przedstawiają oczekiwania wobec NBB. Oprócz tego, NBB wraz z przedstawicielami rządu zaczął organizować comiesięczne spotkania z niezależnymi ekonomistami i przedstawicielami białoruskich think-tanków. Biorąc pod uwagę białoruskie warunki, jest to nowe podejście regulatora, który próbuje nawiązać dialog z opinią publiczną i przywrócić zaufanie do banku centralnego.

Po czwarte, NBB i rząd ograniczyły kredytowanie państwowych przedsiębiorstw w 2015 r. o połowę. Dodatkowo, urynkowione zostały warunki przyznania kredytu. Obecnie firmy państwowe muszą przedstawić biznes plan, wykazujący pozytywne NPV (ang. net present value) przedsięwzięcia. Nawet pomimo licznych problemów z realizacją produkcji i finansowaniem działalności operacyjnej w państwowych przedsiębiorstwach w 2015 r. Zatrudnienie w gospodarce w maju 2015 r. spadło o 1,5 proc. licząc rok do roku. Według stanu na 1 czerwca, 444 firm miały przeterminowane należności wobec 76 tys. pracowników na sumę ok. 20 mln dol. (o 46 proc. więcej niż w ubiegłym roku). Dodać trzeba, że NBB i rząd utrzymują swoją pozycję wobec lobbingu dyrektorów firm.

Po piąte, od połowy 2014 r. zamrożone są płace w budżetówce. Ze względu na ciężar spłaty zadłużenia zagranicznego, władze nie mogą stabilizować deficytu bilansu płatniczego wyłącznie poprzez dewaluację (zewnętrzną). W związku z tym obrano kurs na wewnętrzną dewaluację. W sektorze państwowym wprowadzono odgórne zalecenie: wzrost płac nie może przekraczać wzrostu produktywności pracy. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2015 r. płace realne spadły o 3 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.
Przy poklasku międzynarodowych instytucji

Jak na razie, działania białoruskich władz znajdują pozytywny odzew przedstawicieli międzynarodowych instytucji finansowych. Od pół roku każda misja MFW, Banku Światowego i Euroazjatyckiego Banku Rozwoju (EABR) chwali działalność nowych władz odpowiedzialnych za politykę gospodarczą.

W II kw. władze Białorusi we współpracy z Bankiem Światowym wypracowały tzw. „mapę drogową reform strukturalnych”, którą już zaprezentowano MFW. Program przewiduje:

– zmianę mechanizmów alokacji finansowania w gospodarce w kierunku ograniczenia, urynkowienia i wprowadzenia równych szans dla firm niezależnie od formy własności;

– transformację sektora publicznego, w tym oddzielenie funkcji własności od funkcji nadzoru w przypadku ministerstw i podległych im koncernom;

– stopniową liberalizację cen, w tym cen usług komunalnych (czynszowych);

– wypracowanie nowych mechanizmów polityki socjalnej, dostosowanej do osłony społeczeństw w okresie transformacji.

Jest to program, pod który władze chcą pozyskać kredytowanie MFW i EABR jeszcze w tym roku. Bank Światowy już zapowiedział asygnację 150 mln dol. na wsparcie tego programu.

>>> Polecamy: Arabia Saudyjska zderza się z rzeczywistością. Tania ropa rujnuje królestwo

Ocena działań gospodarczych na Białorusi

Warto podkreślić, że konieczność wprowadzenia „nowej polityki ekonomicznej” wyszła z wewnątrz białoruskiego systemu – nie została narzucona przez kredytodawców.

Stąd, jest to polityka świadoma, która ma szansę na kontynuację. Niemniej jednak, pomimo słusznych zmian w polityce monetarnej i fiskalnej, na Białorusi ciągle brakuje przyzwolenia na reformy strukturalne. Białoruska gospodarka po prawie 25 latach transformacji ciągle nie osiągnęła masy krytycznej reform.

Przykładowo, zgodnie z wyliczeniami EBOiR, 70 proc. PKB wytwarzane jest w przedsiębiorstwach państwowych. W tym czasie można było zanotować zarówno okresy wzmożonej, jak na białoruskie warunki, aktywności reformatorskiej (np. lata 2007-2009), jak i nawroty do administracyjnego sterowania (np. 2011 r.).

Jak wiadomo z historii, po ogłoszeniu przez Lenina „Nowej Ekonomicznej Polityki” w Rosji Radzieckiej w latach 1921-1929 (NEP miała na celu zawieszenie komunizmu wojennego i wprowadzenie pewnych rynkowych mechanizmów gospodarczych na czas odbudowy powojennej) nastąpiła kolektywizacja i terror stalinowski. Nie życzę takiego scenariusza dla Białorusi, ale powrót do ręcznego sterowania gospodarką jest nadal możliwy. Gdy tylko sytuacja wewnętrzno-polityczna nagle się pogorszy, co przy braku reform strukturalnych jest realne, Łukaszenka może w mgnieniu oka zmienić ekipę bankierów-reformatorów (oskarżywszy ją o fiasko gospodarcze i niewykonanie jego zaleceń) i odwrócić nawet te nieliczne pozytywne reformy.

Aleś Alachnovič jest wiceprezesem CASE Białoruś, absolwentem London School of Economics i SGH.