Mudavadi, który w Rosji przebywa od niedzieli, przyznał w rozmowie z kenijskimi mediami, że poprosił swojego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa o rozwiązanie problemu.

- To nie była konfrontacja. Pozostajemy pragmatyczni w naszych relacjach z Moskwą. Chodziło nam o poszukiwanie wspólnych rozwiązań dla naszych obywateli – powiedział Mudavadi.

W swoim oświadczeniu dla prasy kenijski dyplomata pilnował się, aby wojnę, jaką Rosja prowadzi z Ukrainą, nazywać „operacją specjalną”.

Ławrow nie skomentował umowy i powiedział jedynie, że wszyscy zagraniczni bojownicy przyłączyli się do armii dobrowolnie, „w pełnej zgodności z rosyjskim prawem”.

Kenijskie służby wywiadowcze szacują, że Rosja zrekrutowała na wojnę ponad tysiąc Kenijczyków.

Do ukrócenia tego procederu Nairobi zostało zmuszone przez rodziny zwerbowanych, które od miesięcy żądały sprowadzenia swoich bliskich do domów.

Kenijczycy, podobnie jak setki innych Afrykanów, zostali zwabieni do wyjazdu do Rosji obietnicami dobrze płatnej pracy w fabrykach, ale po krótkim, najczęściej dwutygodniowym przeszkoleniu wojskowym wysłano ich na front. (PAP)

tebe/ rtt/