Protesty w Salonikach

Protesty w Salonikach

źródło: Bloomberg / Konstantinos Tsakalidis

Ten exodus przedsiębiorców z Hellady ma oczywiście bezpośredni związek z wprowadzonymi ograniczeniami w transferze kapitału i zapowiedziami podniesienia podatków.

O skali zjawiska poinformował oficjalnie Wasilis Korkidis, szef Narodowej Greckiej Konfederacji Handlu. Nawet jeśli część firm ostatecznie wycofa się z tego pomysłu (o czym przekonana jest Grecko-Bułgarska Izba Handlowa), to ich liczba i tak jest ogromna, biorąc pod uwagę, że ograniczenia w przypływie kapitału wprowadzono 28 czerwca, a przez poprzednie pięć lat do Bułgarii przeniosło się 11 tys. greckich firm. Tak duży exodus nieuchronnie spowoduje spadek wpływów podatkowych w Grecji, a co za tym idzie, rząd będzie musiał wyrównać ten ubytek poprzez kolejne oszczędności.

Na początku obecnego wieku około 120 wielkich greckich przedsiębiorstw weszło na rynek bułgarski, inwestując w takie sektory, jak handel, metalurgia, dystrybucja paliw, budownictwo czy nieruchomości. Ale wraz z początkiem greckiego kryzysu zadłużeniowego w 2010 r. ich ekspansja została zatrzymana. Do Bułgarii – nie zważając na to, że jest ona najbiedniejszym członkiem Unii Europejskiej i sama w latach 1996–1997 znalazła się na krawędzi bankructwa – zaczęły się przenosić małe i średnie greckie firmy. Ich właściciele mówią, że skłoniły ich do tego niskie podatki, stabilniejsze prawo i bardziej przyjazne środowisko dla prowadzenia biznesu.

Różnice faktycznie są spore – w Bułgarii podstawowa stawka CIT wynosi 10 proc., podczas gdy Grecja w zamian za rozpoczęcie rozmów o trzecim pakiecie pomocowym zobowiązała się na początku lipca do podniesienia jej do 29 proc. Po tamtym niedoszłym bankructwie Sofia prowadzi bardzo zdyscyplinowaną politykę budżetową, dzięki czemu jej dług publiczny – 28,8 proc. PKB – jest jednym z najniższych w całej UE, podczas gdy grecki wynosi 177 proc.

>>> Czytaj też: Tak powstaje gospodarka konsumencka. Chińczycy wpadli w szał zakupów

Teraz, gdy rząd Aleksisa Tsiprasa zmuszony był przyjąć ostre warunki wierzycieli, podatkową emigrację do północno-wschodniego sąsiada rozważają dziesiątki tysięcy kolejnych firm. – W ciągu ostatnich sześciu lat greckie przedsiębiorstwa zainwestowały w Bułgarii 4,5–5 mld euro – ocenia Krasen Stanczew z sofijskiego Instytutu na rzecz Gospodarki Rynkowej. W tym samym okresie rachunki w bułgarskich bankach otworzyło ok. 50–60 tys. Greków. Według bułgarskich danych greckie przedsiębiorstwa działające w tym kraju zatrudniają ok. 70 tys. Bułgarów. Tamtejsze stowarzyszenie przemysłowców szacuje, że nowa fala greckich firm w Bułgarii zwiększy tę liczbę o co najmniej 20 tys. Nie znaczy to jednak, że przeniesienie siedziby za granicę rozwiązuje wszystkie problemy. Te firmy, które sprzedają greckie towary, przynajmniej do czasu zniesienia ograniczeń w przepływie kapitału, mogą mieć trudności z regularnymi dostawami. Nie wiadomo też, czy wszyscy greccy producenci, np. produktów rolnych, którzy stracą ulgi podatkowe, przetrwają dalsze zaciskanie pasa. Jest też druga strona kryzysu – leżące przy granicy bułgarskie miejscowości, jak Sandanski czy Petricz, przez ostatnie kilka lat żyły z tego, że Grecy jeździli tam na weekendy czy na zakupy, ale to się skończyło. Jeszcze w zeszłym roku co weekend przyjeżdżało ok. 150 autokarów z greckimi turystami, obecnie jest ich kilka.

Tymczasem exodus greckich małych i średnich przedsiębiorstw jeszcze bardziej pogorszy sytuację Greków, którzy zostają w kraju. W takich firmach zatrudnionych jest ok. 70 proc. tych, którzy pracują w sektorze prywatnym. Kryzys mocno dał im się we znaki. Jak wynika z danych Komisji Europejskiej, pomiędzy rokiem 2008 a 2014 liczba istniejących w Grecji małych i średnich przedsiębiorstw spadła o 36,3 proc., a liczba zatrudnionych w nich osób – o 35 proc.

Na przeprowadzce greckich firm zyska zarówno bułgarski fiskus, jak i rynek pracy, a jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że Bułgaria może być tym krajem, który najmocniej może odczuć skutki bankructwa Grecji. Ponad jedna piąta rynku bankowego w Bułgarii kontrolowana jest przez greckie Piraeus Bank, Eurobank, National Bank of Greece i Alpha Bank, co jest obok Macedonii najwyższym odsetkiem na Bałkanach. Władze w Sofii zapewniały wprawdzie, że podwyższono stopę rezerw obowiązkowych i nie ma ryzyka dla oszczędności, ale gdyby sektor bankowy w Grecji się zawalił – co w przypadku braku porozumienia Aten z pozostałymi krajami strefy euro było bardzo prawdopodobne – Bułgaria siłą rzeczy odczułaby skutki.